- Powie mi pani wreszcie o co chodzi? - zapytała nieśmiało Kate. Trochę wstydziła się tego, że nakrzyczała na Alice, ale nie wytrzymała. Tak po prostu.
Alice nie odpowiedziała. Krzątała się w kuchni. Wreszcie, po paru minutach, z dużą tacą w rękach, podeszła do stolika i wyłożyła na niego dwie filiżanki z herbatą, cukierniczkę i talerz z ciasteczkami. Uśmiech nie schodził z jej twarzy. Popatrzyła na Kate i wzięła zdjęcia do ręki.
- Posłuchaj... Wiesz dużo, ale nie wiesz wszystkiego. - powiedziała spokojnie Alice. Już się nie uśmiechała. - Spójrz jeszcze raz na te zdjęcia. Bardzo dokładnie. Proszę. - podała dziewczynie zdjęcia.
Kate szybko przewertowała kilka zdjęć i jeszcze raz. I jeszcze raz. Nie zobaczyła nic dziwnego.
- Przykro mi, ale ja nic tutaj nie widzę...
- Wiem. Zaraz zobaczysz. - kolejny uśmiech.
Kobieta zabrała zdjęcia Kate i zamknęła oczy. Jedną ręką wodziła nad nimi, a drugą trzymała je lekko podniesione nad kolanami. Zaczęła mówić - bardzo cicho i z wielkim skupieniem - jakieś dziwne słowa. Dziewczyna pomyślała, że to pewnie w jakimś obcym języku. Po chwili zdjęcia zaczęły się zmieniać. Zaczęły pojawiać się na nich jakieś dziwne cienie.
Alice otworzyła szeroko oczy i podała zdjęcia Kate.
- Teraz popatrz. - rzekła.
Na każdym z zdjęć pojawiły się cienie. Wszędzie dookoła postaci Kate i Jacka znajdowały się cienie, które ukształtowały się jakby na niewyraźne sylwetki ludzi.
- Co to jest? - zapytała przerażona.
- To Istoty Cieni. Jestem pewna, że tego Jack ci nie powiedział! Zgadłam?
- Nie powiedział. Co to za Istoty?
- Te Istoty są złe. Ty i Jack to najlepszy przykład. On jest wilkołakiem - istotą magiczną, a ty jesteś człowiekiem. A z istotami magicznymi łączy cię tylko to, że twój chłopak jest wilkołakiem i tak dalej... Chodzi o to, że Istoty Cieni pożywiają się takimi jak ty! Najwyższa Rada od lat przestrzega przed tym, aby informować istoty nieświadome o nas - o magicznych. Więc ci, którzy są ludźmi, a wiedzą o nas są powoli, bardzo powoli zabijane przez Cienie. Wyjadają sobie twoją duszę, a gdy już skończą - umierasz. Wtedy ty także stajesz się Cieniem.
Kate nie wiedziała co powiedzieć. Patrzyła szeroko otwartymi oczami na Alice i zaczęła się bać. Pomyślała o tym, że Cienie mogą ją teraz otaczać i powoli wyjadać jej duszę. Rozejrzała się dookoła i nagle przeszedł jej po plecach zimny dreszcz.
- Tu ich nie ma. - powiedziała Alice, jakby czytała jej w myślach. - Wyczarowałam sobie ochronę dla mojego domu i nie mają tu wejścia! No chyba, że je tu zaproszę. Kate! Jeśli kiedykolwiek to zrobię, będziesz musiała zamknąć jak najszybciej wszystkie okna i drzwi. Te które zdążą tu wejść - zabijemy. - powiedziała to jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie.
- Więc jesteś czarownicą? - zapytała dla pewności.
- Tak. I ty także będziesz!
- Jack! Wstawaj! - krzyknął Alex.
Claire stała przy nim i patrzyła na brata. Co chwilę powstrzymywała śmiech. Jej brata zasnął przed godziną i nie mógł się teraz obudzić.
- Alex to nie pomoże. - powiedziała spokojnie.
- To co pomoże? Musimy iść ćwiczyć!
Dziewczynka nie odpowiedziała. Wspięła się niezgrabnie na łóżko i wskoczyła na brata. Jack krzyknął i złapał Claire. Zaczął ją łaskotać i kulać się po całym łóżku.
- Dobrze, dobrze. Koniec już! Nie mamy czasu! - powiedziała zdenerwowany Alex.
Od czasu wizyty Eve nie uśmiechał się i często na nich krzyczał.
Jack wstał i położył Claire na łóżko. Dziewczynka roześmiała się i wstała. Jack wziął ją na ręce i dał jej buziaka.
- Szefie, gdzie dziś idziemy i co będziemy robić? - zapytał żartobliwie Jack.
- Ha ha ha, śmieszne Jack, śmieszne - odparł sarkastycznie Alex. Odwrócił się i wyszedł z pokoju.
Jack z Claire na rękach podążyli za nim. Gdy oni wyszli z pokoju, Alex był już przy schodach. Spojrzał na nich i już chciał zejść na dół, kiedy Jack powiedział:
- Alex! Poczekaj. Przepraszam stary, że sobie żartowałem. Zgoda?
Wyciągnął do wampira dłoń. Alex spojrzał na nią i uścisnął ją.
- Idziemy do lasu. Będziemy ćwiczyć. Pasuje?
Jack skinął głową i postawił Claire na ziemi.
- Mogę iść z wami? - zapytała z uśmiechem.
Alex i Jack spojrzeli na siebie, a później na dziewczynkę. Jack kucnął przed nią i złapał ją za ręce.
- Niestety nie możesz, Claire.
- Dlaczego?! - oburzyła się dziewczynka.
- Jesteś za... - Ugryzł się w język. Chciał powiedzieć, że jest za mała, ale ostatnio często jej to mówił. - Jesteś za drobna i za ważna dla mnie, abym mógł ci na to pozwolić Claire. Tam może ci się coś stać. Nie przeżyłbym tego Claire!
Dziewczynka spojrzała mu w oczy, ucałowała go w oczy i podeszła do Alexa.
- Zaopiekuj się moim bratem, dobrze? - szepnęła i także go ucałowała. Alex uśmiechnął się i przytulił ją.
Chłopcy zeszli schodami na dół. Jack krzyknął do Charliego, który jadł późny obiad, że wychodzi i poszli. Kiedy wychodzili z domu nie padało. Jack pomyślał, że to dobrze. Nic nie będzie im przeszkadzać.
Na podjeździe stało najnowsze i najdroższe volvo jakie widział. Ognistą czerwienią odróżniał się od otaczających go jesiennych szarości. Alex nadusił jeden z guzików na pilocie samochodowym i otworzył go. Jack szybko wpadł do środka i usiadł wygodnie w fotelu.
- Stary, ale bryka! Chcesz mi ją sprezentować? - zażartował Jack.
- Nie. - odpowiedział poważnie Alex.
Jechali w zupełnej ciszy. Kierowali się na obrzeża miasta. Gdy byli już poza jego granicami Jack odezwał się:
- To co dziś robimy?
- Odwróć się to się dowiesz.
Chłopak posłuchał wampira i odwrócił się. To co zobaczył wzbudziło w nim lekki strach.
Na tylnim siedzeniu leżały: drewniane, nowe kusze, wiele drewnianych kołków o różnych rozmiarach, pistolety o różnych kalibrach i magazynki załadowane małymi, drewnianymi kołkami. Były nawet długie, ostro zakończone dzidy i małe siekierki z drewna.
Widząc zdziwienie Jacka, Alex powiedział:
- Już wiesz co będziemy robić. Podoba się? - dodał po chwili.
Jack spojrzał na Alexa i znów na arsenał ukryty z tyłu.
- Skąd ty to masz? - zapytał.
- Moje własne wyroby. Mogę założyć firmę, nie uważasz? - kolejny sarkazm.
Jack popatrzył na Alexa, uśmiechnął się i powiedział:
- No to się zabawimy!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz