- Co? - zapytała Kate, nie dając upustu swoim emocjom. - Ja też będę wiedźmą?
- Nie, poprawka. Będziesz czarownicą Kate. Nie jakąś tam wiedźmą. Wiedźmy to te czarownice, które praktykują tak zwaną czarną magię - prychnęła. - Ty tego nie będziesz robić, ponieważ to jest zabronione. - dokończyła z uśmiechem.
Kobieta wstała i wzięła ze stolika pusty talerzyk po ciasteczkach. Kiedy stała przy blacie w kuchni odwrócona do dziewczyny plecami, ta wstała zabrała torebkę i już prawie wyszła z pokoju kiedy Alice krzyknęła:
- Gdzie idziesz? Do łazienki? To nie tam.
- Yyy... - przez chwilę Kate chciała skłamać, że zostawiła coś w kurtce, ale rozmyśliła się.- Nie szukam łazienki.
- Więc gdzie się wybierasz?
Kobieta patrzyła na nią dziwnym wzrokiem, cały czas trzymając w ręce talerz z ciasteczkami.
- Idę do domu, proszę pani. - odpowiedziała takim tonem jakby było to oczywiste.
- Dlaczego?! - zapytała oburzonym tonem.
- Nie prosiłam pani o przemienienie mnie w czarownicę, więc nie zostanę tutaj ani chwili dłużej, bo nie chcę nią zostać. Chcę pozostać człowiekiem!! - wykrzyknęła i wyszła z pokoju.
Kiedy ubierała kurtkę i zakładała buty prawie na pewno usłyszała słowa Alice:
- Niedługo i tak wrócisz.
Alex zatrzymał samochód na dróżce prowadzącej do ciemnego lasu. Wysiadł z niego i zaczął wyjmować broń z tylnego siedzenia. Po kilku sekundach popatrzył na Jacka i wymamrotał coś pod nosem o pomocy. Jack błyskawicznie zaczął mu pomagać. Wszystko wrzucali do dwóch dużych worków. Jego podekscytowanie rosło z każdą chwilą, z każdym dotknięciem drewnianych ostrzy i sprzętów.
Gdy wyjęli już wszystko Alex zamknął samochód i ruszył w las. Jack złapał swoją torbę i ruszył za przyjacielem. Gdy tylko chłopak zrównał się z nim, wampir zaczął biec i już go nie było widać. Jack ruszył szybko za nim omijając wszystkie drzewa.
Wampir zatrzymał się po minucie intensywnego biegu.
- Stój! - krzyknął do Jacka.
Chłopak nie zwracał na niego uwagi, był skupiony na czymś zupełnie innym. Ciągle myślał nad tym co będą robić w środku lasu. Jakby postąpił, co by zrobił? Przez te rozmyślania wilkołak wpadł na Alexa z odgłosem głuchego przyłożenia pięścią ze stali w marmur.
- Co ty robisz, do...?! - nie dokończył. Popatrzył na chłopaka, powstrzymującego się od wybuchnięcia śmiechem, z taką powagą w oczach jakiej Jack u niego nigdy nie widział.
- Po prostu się zagapiłem i nie usłyszałem Cię. - wyjaśniał Jack, opanowując się.
Alex pokręcił głową i odwrócił się od przyjaciela. Rzucił swoją torbę na ziemię. Niektóre drewniane przedmioty wypadły z niego na ziemię. Wampir popatrzył na nie, a następnie nie worek Jacka.
- Daj go! - warknął.
Chłopak rzucił mu go i przyglądał mu się. Jego przyjaciel wysypał wszystko na środek polanki, na której się znajdywali. Była nawet trochę podobna do Jego Polanki. Nazywał ją tak od początku. Od ugryzienie przez Eve, gdy był chłopcem, do końcowej fazy przemiany, także wykonanej przez Eve.
Gdy wszystkie przedmioty leżały już, wysypane, na ziemi, Alex stanął na środku polanki i uniósł wysoko palec. Jack pomyślał, że sprawdza kierunek wiatru, ale po co? Po chwili zaczął się obracać i przypatrywał się drzewom. Gdy był już gotowy, zrobił dziesięć kroków w przeciwną stronę skąd przybyli.
Jack patrzył ciekawie na przyjaciela i myślał nad tym, co on może teraz robić.
Po dojściu do swojego celu, Alex obrzucił miejsce niewzruszonym spojrzeniem i jak gdyby nigdy nic wyrwał rosnący przed nim wielki i gęsty krzak.
Dla Jacka wydało się to dziwne. Później jego oczom ukazała się wielka dwukolorowa tarcza. Widać było, że nie jest nowa, ale już trochę zużyta.
- Tu będziemy ćwiczyć. Dalej ogarnij się! - powiedziała Alex i wrócił do miejsca gdzie wysypał broń.
- Alex, mogę o coś zapytać? - powiedział Jack trochę przestraszony tonem głosu wampira.
- Lepiej się zabierz za ćwiczenia, a nie zadawaj głupich pytań! Jeśli będziesz tak stał to dużo się nie nauczysz! - odkrzyknął.
Jack wziął do ręki leżący najbliżej niego łuk i zaczął szukać strzały. Alex podał mu ja szybko, mrucząc coś pod nosem. Chłopak przyjął odpowiednią pozycję i wystrzelił strzałę. Usłyszał krótkotrwały świst a następnie głuche uderzenie. Ku zaskoczeniu Jacka strzała wbiła się w sam środek tarczy. Alex uniósł wysoko brwi i rzucił mu kolejną strzałę. Po kolejnych udanych trafieniach wampir powiedział do chłopaka:
- Jak na razie dobrze ci idzie, ale to jest tylko łuk. Teraz weź toporek.
- Alex...
- Nie, nic nie mów. Gadanie może cię tylko rozproszyć. Po prostu wyobraź sobie, że jesteś na polu walki. Poczuj to. zachowuj się jakbyś tam był. Bądź uważny i czuły na wszystkie niepokojące znaki. Musisz być zawsze gotowy do walki, nawet teraz!
Na polanie zaległa cisza. Chłopak skupił się tak jak nakazał mu Alex. Zamknął oczy i oczyścił umysł. Gdy je otworzył zaczął poruszać się jakby był w transie. Atakował tarczę z każdego możliwego punktu i wszystkimi możliwymi sposobami.
Gdy się ocknął zaczęło robić się ciemno. Nie wiedział nawet ile godzin trenował, ale był już trochę zmęczony. Rozejrzał się po polanie. Była pusta. Ani śladu po Aleksie. Zdenerwowany rzucił na ziemie jakąś dziwną broń tak mocno, że rozpadła się w małe kawałki.
Nagle usłyszał jakiś szelest. Rozejrzał się uważnie. Miejsce skąd dochodził ten dźwięk było teraz e=równo na przeciw niego. Patrzył w to miejsce i zastanawiał się co się kryje za wielkimi krzakami.
- Kto tam? - zapytał. - Alex?
Zaczął powoli zbliżać się do obserwowanego miejsca. Nagle na jego plecy spadł jakiś ciężar. Jack upadł. Chciał się przewrócić na plecy, ale coś wielkiego, leżącego na nim nie pozwalało mu tego zrobić. Zaczął krzyczeć i wiercić się. Jak na zawołanie ciężar z jego pleców zniknął. Jack usiadł błyskawicznie. Zakaszlał i potarł ręką bolące miejsce.
Zauważył, że coś porusza się w jego kierunku z nadzwyczajną prędkością. To cos po chwili uderzyło go z ogromną siłą w ramiona i znów przewróciło. Jack skulił się z bólu i czekał na kolejną falę bólu. Przypominało mu to conocny ból promieniujący od miejsca jego ugryzienia. Nagle przypomniał mu się Alex. Przypomniały mu sie jego słowa.
Na polanie panował chaos. Postać, która go uderzyła przemieszczała się po całej polanie, przygotowując się do kolejnego ataku.
Ostatkiem sił wstał, lekko się zakołysał i znów upadł. Złapał najbliżej leżącą broń. Był to łuk. Na szczęście gotowy do strzału. Szybko wstał i strzelił. Nie mógł trafić, dlatego próbował cały czas. Po kilku minutach skończyły mu się strzały. Odrzucił łuk i złapał toporek. Ostatnia broń jaka mu została. Reszta była za daleko od Jacka.
Tajemnicza postać zdenerwowana strzałami zaczęła się do niego zbliżać. Chłopak przygotował się i rzucił toporek. Usłyszał głuche uderzenie i zauważył, że postać klęknęła. Po chwili przewróciła się i juz się nie poruszała.
- Trafiłem... - powiedział cicho i runął na ziemię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz