O PÓŁNOCY

O PÓŁNOCY

piątek, 6 września 2013

Rozdział szestansty.

   Kate po szybkim posiłku w Dinner Place, pośpieszała chłopaków, aby szybciej szli, ponieważ chciała być szybciej w domu. Musiała skłamać, że mama prosiła ją o to by ta pomogła jej w sprzątaniu. Uwierzyli. Nawet nie pytali po co muszą sprzątać dom w środku tygodnia. Alex się nawet śmiał z niej, że dała się w to wrobić.
   Wiedziała, że to źle, że okłamuje Jacka. Miała szczęście, że Alex, mimo możności czytania w myślach, nie poznał, że dziewczyna kłamie. Pewnie nie usłyszał tego, bo ciągle kłócił się z Jackiem. Szła obok nich i przypatrywała im się. Wyglądali jakby nie byli jakimiś magicznymi istotami. Wyglądali jak dwoje nastolatków rozprawiających o tym, który klub sportowy jest najlepszy. Wyglądali tak młodo i beztrosko. Nikt, kto obserwowałby ich z oddali nie powiedział, że Alex w mgnieniu oka może skręcić kark Jackowi a z Kate wyssać całą jej krew. Po prostu wyglądali jakby byli normalni.
   No właśnie. Normalni. Czy któryś z nich jest jeszcze normalny? Ani Alex, ani Jack nie są normalni. Jeden z nich to wampir a drugi to wilkołak. Ale czy można powiedzieć, że ona jest normalna? Przecież jej chłopak to Jack. On nie jest normalny. Jej nowy przyjaciel to wampir - to go także wyklucza z grona normalnych. Nikt nie jest normalny. Po za tymi, którzy o wampirach, wilkołakach i innych stworzeniach magicznych słyszeli z filmów, opowiadań i czytali o nich w książkach.
   Stojąc już przy drzwiach swojego domu, ucałowała Jacka i pomachała Alexowi. Otworzyła cicho drzwi swoim kluczem i weszła do korytarza. W domu panowała cisza. Nigdzie nie widziała mamy. Pewnie nie wróciła jeszcze z pracy. Pobiegła szybko na górę, do swojego pokoju. Przebrała się i poszła do łazienki, aby się odświeżyć.
   Po kilkunastu minutach wyszła z łazienki. Gdy już prawie była w swoim pokoju usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Mam wróciła! pomyślała. Było słychać jak odkłada parasol i powiesza kurtkę na jej miejsce. Kobieta wzięła głęboki wdech. Następnie Kate usłyszała kroki. Pewnie poszła do kuchni. Dziewczyna postanowiła, że cichutko wróci do pokoju, weźmie to co potrzebuje i wymknie się mamie, tak aby ta nie wiedziała, że córka wróciła już do domu. Nagle rozległo się wołanie mamy:
   - Kate? Jesteś w domu?
   Te słowa zawisły w powietrzu i nie chciały wylecieć z głowy dziewczyny. Stała sparaliżowana przy drzwiach i patrzyła w kierunku schodów. Miała dziwne uczucie, że jej matka skrada się po schodach, aby sprawdzić czy aby jej córka nie stoi przy drzwiach swojego pokoju i czeka, żeby szybko wymknąć się z domu.
   Idiotka! - powiedziała do siebie w myślach. - Tylko ja mogę wymyślić takie głupie rzeczy.
   Klepnęła się ręką w czoło i uważając na skrzypiące deski podłogi wróciła do pokoju. Wyjrzała, za okno i stwierdziła, że weźmie sweter i kurtkę. Na wypadek deszczu. Po chwili stanęła przed schodami i popatrzyła da dół. Jej mama była w kuchni. Zaczęła powoli schodzić, cięgle patrząc na drzwi kuchni.
   Będąc na przedostatnim schodku usłyszała głośne skrzypnięcie.
   Ups! Zapomniała o tym wyjątkowo głośno skrzypiącym schodzie. Czym prędzej podążyła do drzwi wyjściowych i gdy brała kurtkę kątem oka zobaczyła opierającą się o ścianę jej matkę. Patrzyła na nią ze zdziwieniem. Z tak dużym zdziwieniem, aż na czole zrobiły jej się bruzdy.
   - Mama! - zawołała zdziwiona. - Nie wiedziałam, że jesteś w domu! - skłamała. Podeszła do matki i uściskała ją mocno.
   - Dopiero wróciłam. A ty? Gdzie się wybierasz? - zapytała.
   - Yyy... Ja idę do Jacka! - nie wiedziała co wymyślić, więc powiedziała co pierwsze wpadło jej na myśl. - Tak, idę do Jacka.
   - A po co do niego idziesz? - zapytała podejrzliwie.
   - Jack znalazł fajny film w Internecie i chcieliśmy go dziś obejrzeć. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko?
   Kobieta popatrzyła na córkę i chwyciła ją za rękę.
   - Pamiętaj! Nie rób żadnych głupstw. Ten chłopak jest świetny. Pasujecie do siebie! Nie popsuj tego. - kobieta uśmiechnęła się do niej, pocałowała w policzek i weszła z powrotem do kuchni.
   Kate została sama w korytarzu. Nagle zrobiło jej się zimno. Potrzebowała kogoś kto by ją teraz przytulił. Jack. Potrzebowała Jacka. Niestety nie mogła teraz do niego pójść. Miała inne plany.
   Otworzyła drzwi i zobaczyła deszcz. Złapała kurtkę z nałożyła ją na siebie. Owinęła się grubym szalem i wyszła na zimne jesienne powietrze.



   Pół godziny później stojąc pod drzwiami pani Alice, Kate była lekko zdenerwowana i poirytowana. Nie lubiła nic nie wiedzieć i robić coś w ciemno. Bała się tego.
   Już chciała zapukać kiedy drzwi nagle się otworzyły. Blond włosy opadały na okrągłą twarz kobiety. Jej niebieskie oczy wyglądały jak małe gwiazdki. Błyszczące i przyjazne. Spoglądały na nią żywo, jednocześnie obserwując ulicę za dziewczyną.
   - Dzień dobry, pani! - powiedziała grzecznie, uśmiechając się do Alice.
   Kobieta nie odpowiedziała, tylko szerzej się uśmiechnęła. Odwróciła się i zaprosiła ją gestem do środka. Kate zamknęła za sobą drzwi i zdjęła buty. Alice roześmiała się i mruknęła:
   - Nie musiałaś. Lubię sprzątać. Łatwo mi to idzie. - znów się roześmiała.
   Weszły do małego pokoju. Był to salon połączony z kuchnią. Kate spodobał się takie połączenie. Za to nie podobał jej się wystrój. Wiktoriańskie meble zdecydowanie nie pasowały do wnętrza. Nawet jeśli dom był zaprojektowany już dawno, jego twórca na pewno nie wyobrażał sobie wypełniać jego wnętrz takimi masywnymi meblami.
   - Usiądź kochana! - rzuciła Alice, wychodząc z salonu weszła do kuchni.
   Kiedy Alice uwijała się w kuchni , Kate rozejrzała się po pokoju. Oprócz masywnych wszechobecnych mebli było tu dużo poduszek i obrazów. Patrząc na jeden z nich - największy - zdała sobie sprawę z tego, że wisi on na kominku. Wyglądał on jakby nigdy nie był używany. Pewnie dlatego go nie zauważyła. Spostrzegła też małą mapkę powieszoną wysoko przy suficie. Nie wyglądała jak mapa świata, raczej jakiegoś małego nieznanego jej miejsca.
   Alice odwróciła się od kuchenki w kierunku dziewczyny.. Cały czas uśmiechnięta podeszła do niej i usiadła na kanapie.
   - Woda już się grzeje! Za chwilkę przygotuję ci pyszną herbatkę. Mam nadzieję, że lubisz? - zapytała dziewczyny i spojrzała na nią spod swoich okularów do czytania. Musiałam jej przerwać w czytaniu, pomyślała Kate.
   Kate nie umiała odmówić i szybko przytaknęła głową. Alice znów się roześmiała i wstała. Poprawiła swoją spódnicę i podeszła do małej komody w kącie pokoju. Otworzyła jedną z szufladek i zaczęła czegoś szukać. Wreszcie wyjęła z niej średniej wielkości białą kopertę. Kate zauważyła, że na kopercie jest coś napisane. Alice spojrzała na nią i zapytała:
   - Rzucisz okiem? Ja zrobię herbatę. - uśmiechnęła się.
   Podała kopertę dziewczynie i poszła do kuchni. Wtem zaczął gwizdać czajnik.
   Dziewczyna spokojnie obejrzała najpierw kopertę. Odwróciła ją i ujrzała swoje imię. Piękni wykaligrafowane imię. Kate. Szok, w który wpadła, nie pozwalał jej otworzyć koperty. Jednak po chwili opanowała się i otworzyła ją. Wyjęła pokaźny pliczek kartek. Okazało się, że są to zdjęcia.
   Na pierwszym z nich ujrzała siebie i Jacka. Zdjęcie zrobione było wieczorem w dniu kiedy Jack opowiedział jej całą jego historię. Na zdjęciu stali pod jego domem i było widać, że Kate była zła.
   Następne zaskoczyło Kate. Ukazywało drogę do środka lasu. Kate i Jack biegli tam po spotkaniu pod domem. Tyle, że ona siedziała mu na grzbiecie i zaciskała oczy.
   Kolejne zdjęcie zostało zrobione pod szkołą, chwilę przed tym, gdy Jack pobiegł spotkać się z Eve.
   Następne to obiad z Alexem i Jackiem w Dinner Place.
   Kate patrzyła na nie cały czas i ciągle zastanawiała się skąd ciocia jej chłopaka ma takie zdjęcia.
   - Skąd ma pani te zdjęcia? - zapytała. Rozpoznała w swoim głosie nutkę złości.
   - Właśnie po to cię tu sprowadziłam, kochana.
   - Niech pani tak do mnie nie mówi! Rozumiem, że Jack jest pani bratankiem, ale nie musi pani nas śledzić i robić nam zdjęć! To niedopuszczalne! - krzyknęła dziewczyna. Wstała i już chciała wyjść, ale Alice zagrodziła jej drogę.
   - Wysłuchasz mnie, czy będziesz się unosić nawet jeśli nic nie wiesz o świecie, który cię otacza?! - zakrzyczała Alice.
   Dziewczyna wystraszyła się i usiadła z powrotem na kanapie. Znów wzięła ze stołu zdjęcia i podała je Alice. Kobieta popatrzyła na nie. Odłożyła na stolik, szeroko się uśmiechnęła i powiedziała:
   - Pójdę po herbatę!
   I poszła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz