O PÓŁNOCY

O PÓŁNOCY

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział piętnasty.

  - Ehm... Alex? Claire? Czy ja mogę o coś zapytać? - zapytał Jack. Nie był zdziwiony. Teraz już chyba nic nie mogło go zdziwić. - Czy możecie mi to wyjaśnić?
   Ściskający się i tańczący po całym pokoju wampir i Claire przystanęli i popatrzyli na niego zdziwieni, jakby zapomnieli o tym, że Jack stoi obok nich w pokoju. Mała Claire podeszła do brata i złapała go za rękę.
   - Jack! Ciesz się! Alex się w końcu uwolnił! - powiedziała
   - Zaraz, zaraz! Musicie mi to wszystko wyjaśnić! Oboje! - spojrzał najpierw na siostrę, później na Alex'a.
   - Spokojnie, najpierw Claire musi iść na obiad, bo jej mama zaraz po nią przyjdzie. - zaśmiał się wampir i ucałował zaskoczoną dziewczynkę.
   Claire uśmiechnięta i szczęśliwa wybiegła z pokoju w podskokach. Oboje patrzyli jak odchodzi. Gdy zniknęła im z oczu Alex usiadł na foteliku obok jej łóżeczka i zaczął przeglądać jej książki leżące przy nim. Jack niepewnie usiadł na łóżku siostry i przyglądał się wampirowi.
   - Więc... - zaczął, lecz Alex mu przerwał:
   - Nie, nie wytłumaczę Ci tego! Dopiero jak wróci mała Claire! - uśmiechnął się.
   - Więc możesz mi wytłumaczyć o co chodzi z tym zdarzeniem, do którego masz mnie przygotować...
   Alex odetchnął głęboko i odłożył książkę. Poprawił się na fotelu i strzepnął jakieś okruszki z koszulki. Na szczęście będąc w Dinner Place, wampir zmienił koszulkę z ubrudzonej krwią białej na czarną i czystą.
   - Posłuchaj. Najwyższa Rada... - zaczął.
   - Najwyższa Rada. Zatrzymajmy się. Kto to? Kto tworzy Najwyższą Radę? - przerwał mu zwinnie Jack.
   - Najwyższa Rada to złożona z pięciu najsilniejszych, najlepszych, najważniejszych przedstawicieli każdego magicznego gatunku. Wampirów, jak ja, wilkołaków, jak ty - wskazał na niego palcem. - czarownic, jak Twoja ciotka Alice, zmiennokształtnych i hybryd.
   - Moja cio...
   - Nie przerywaj mi Jack! Najpierw mnie wysłuchaj, później pytaj! - zagrzmiał Alex patrząc Jack'owi w oczy. - A więc Najwyższa Rada. Każdy z nich żyje najdłużej z swojego gatunku i prawie w każdym przypadku jest to pierwszy osobnik swojego gatunku. - wampir uniósł znacząco palec i po chwili przyłożył go do ust, w znaczącym geście. - Wiem, że chcesz wiedzieć, który z nich to wyjątek. To zmiennokształtny jako jeden z całej piątki nie jest pierwszy.
   Alex złączył czubki palców i zamknął oczy. Przez chwilę nic nie mówił. Myślał. Myślał nad tym co może powiedzieć Jack'owi, a czego nie. Wreszcie Jack nie wytrzymał i odezwał się.
   - Dlaczego?
   Wampir spojrzał na niego i znów zamknął oczy. Zaczął mówić.
   - Pierwotny zmiennokształtny, Malvin, był najmilszym i najłaskawszym z całej piątki. Jego gatunek wzorował się na nim i dlatego pokolenie żyjące za jego czasów było miłe i zniechęcone do wojen. Pewnego razu w ostateczności musiał przystąpić do bitwy, razem z pozostałą czwórką. Przerażony widokiem śmierci i okropności związanej z bitwą zaczął dziwnie się zachowywać. Po prostu oszalał. Nie był przyzwyczajony do takiego widoku i to go zmieniło. Pozostali zauważyli to i cała czwórka zgodnie wymyśliła, że powinni się go pozbyć. Następnie upozorowali jego wypadek. Tragiczny wypadek. Malvin miał zostać zamordowany przez jakiegoś zbuntowanego zmiennokształtnego. Jednak wszyscy wiedzieli, że to było kłamstwo. Jego następcą został Francesso. - imię zmiennokształtnego Alex wycedził przez zęby, jakby bałsięje wymówić, lub się go brzydził. - Włoch. Niestety bardzo brutalny. To on najczęściej wywołuje wojny.
   Jack siedział z szeroko otworzonymi oczami. Zdziwiony opowieścią Alex'a nie wiedział co powiedzieć.
   - Kto ja założył? - zapytał.
   - Wampir. - odpowiedział i uśmiechnął się do Jack'a szeroko. - Jestem z niego dumny. No wiesz, to przedstawiciel mojego gatunku założył coś tak wielkiego! Ale nie jestem dumny z tego, co z tego wynikło. Najwyższa Rada sprawia dużo kłopotów!
   Wtem do pokoju wpadła Claire. Popatrzyła na chłopaków i pierwszy raz od paru dni wskoczyła na kolana bratu. Przytuliła się do niego, a on odwzajemnił uścisk. Uszczęśliwiło go to. Dziewczynka spojrzała na brata, a później na Alex'a.
   - O czym rozmawialiście? - zapytała Claire z uśmiechem.
   - Opowiadałem Jack'owi o... o  Najwyższej Radzie. - odpowiedział nieśmiało Alex.
   Dziewczynka spochmurniała. Wtuliła się jeszcze bardziej w ramiona brata i zamknęła oczy.
   - Co się stało Claire? - zapytała zaniepokojony Jack.
   - Nic. Po prostu... nie lubię Najwyższej Rady. Oni są... - nie dokończyła.
   - Źli... Chciałaś powiedzieć źli. - podpowiedział skruszony wampir.
   Nikt nie odzywał się przez parę minut. Jack nie rozumiał, dlaczego Claire nie chciała o nich mówić. Musi się dowiedzieć, ale nie dziś. Nie chciał psuć jej dziś humoru.
   - Więc... Opowiecie mi skąd się znacie, co? - zapytał zaintrygowany.
   - Pewnego razu, spotkaliśmy się w domu waszej cioci Alice! - odpowiedział Alex, uśmiechając się do małej Claire.
   - Ale co Ty tam robiłeś?
   - Em... No siedziałem na kanapie i z nią rozmawiałem... - odpowiedział lekko zdziwiony.
   - Alex! Pytam o to, dlaczego tam siedziałeś i z nią rozmawiałeś? 
   - Bo to moja stara przyjaciółka! I miałem małe kłopoty. - powiedział zawstydzony.
   Claire uśmiechnęła się szeroko i powiedziała rozbawiona:
   - Wcale nie takie małe kłopoty! Naprawdę nabroiłeś wtedy, Alex! Ha ha ha!
   - Alex? Co wtedy zrobiłeś? - zapytał Jack.
   Wampir nie odpowiedział, zapatrzył się w jakiś przedmiot. Po chwili wstał i poszedł do okna.
   - Bo chodzi o to.... - zaczęła Claire. - ...że kiedyś Aleksander, w przypływie nagłej złości, wypowiedział wojnę jednemu z Najwyższych...
   - Co?! Stary, jak to? Komu wypowiedziałeś tą wojnę? - zapytał rozbawiony Jack.
   Tylko on się śmiał. Nie zdawał sobie sprawy z powagi tej sytuacji.
   - Jack, to właśnie przez to Alex jest w tak zwanej 'niewoli' - dziewczynka nakreśliła w powietrzu palcami symbolicznie znak cudzysłowia - Eve. Gdyby nie to Francesso zabiłby Alex'a. Lecz ona wyszła z taką propozycją i stary się zgodził... Na szczęście.
   To dlatego Alex miał tak dziwny głos,gdy wypowiadał jego imię, pomyślał Jack.
   - Przepraszam. Nie wiedziałem, że to takie poważne było.
   Zapadła głucha cisza. Alex otworzył okno i głęboko odetchnął. Po chwili szeroko rozszerzył oczy i otworzył usta. Wampir nie mógł wydusić z siebie słowa. Claire i Jack patrzyli na niego, nie wiedząc o co chodzi. Dziewczynka powoli wstała i podeszła do okna ostrożnie. Przerażona, tym co zobaczyła za oknem, przebiegła z powrotem do brata i wpadła prosto w jego ramiona.
   - Co tam jest, do... - nie dokończył. To co zobaczył, a raczej kogo zobaczył, odebrało mu mowę.
   Za oknem, na wysokiej gałęzi, dotykającej okna w pokoju Claire, siedziała wyprostowana, rudowłosa kobieta.
   Eve.
   Siedziała z zamkniętymi oczami i wygrzewała się na słońcu. Gdy Jack podszedł do okna z małą Claire na rękach, uśmiechnęła się szeroko i spojrzała w kierunku wampira.
   - Tak... Pamiętam to. To naprawdę było bardzo poważne... Gdyby nie ja...
   - Tak wiem Eve. Nie żyłbym już. Nie musisz mi tego ciągle powtarzać. - warknął Alex.
   Eve odetchnęła głęboko i spojrzała na Jack'a. Później na Claire.
   - Przepraszam nie przywitałam się! - powiedziała łapiąc się za głowę. Jack zauważył, że Eve naprawdę przywiązuję dużą wagę do życzliwości i bardzo jest to dla niej ważne. - Jack'u, Claire! Miło was znów widzieć!
   - Tak, tak my też się cieszymy. - powiedział chłodnym tonem Alex. - A teraz powiedz czego chcesz? Przecież jeszcze mam parę dni hmm... wolnego!
   - Tak, wiem. Po prostu się stęskniłam... Tak dawno nie zrobiliśmy sobie długiej przerwy bez siebie nawzajem... Hmm... Dziwne. Na ogół zawsze mi przeszkadzałeś. A teraz jest mi bez ciebie po prostu ... nudo!
   - Podsłuchiwałaś nas, tak? - zapytał Jack po krótkiej chwili.
   - Wcale nie... - powiedziała udając niewiniątko. - No dobra. Czas już na nas. Aha! Mam dla was bardzo dobrą radę! Zacznijcie wreszcie ćwiczyć do bitwy, a nie gadajcie tyle. To jest strasznie denerwujące.
   Eve zeskoczyła z gałęzi i pognała w stronę lasu. I już jej nie widzieli. Alex zamknął szybko okno i usiadł na łóżku, chowając twarz w dłoniach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz