Rozpacz wzięła górę. Pierwszy raz nie wiedział co zrobić. Pozostało mu kilka godzin życia. Znajdował się w mieście Eve - Dorationie - która była pełna jego wrogów, którzy chcieli się go pozbyć tak samo jak Eve. Było tu spore grono ludzi, ale oni z pewnością by mu nie pomogli, ponieważ jest wampirem. Sojusznikiem okazał się jednak syn Eve. Zmiennokształtny z ludzkimi odczuciami i odrazą do przemocy, do której był zmuszany.
Alex bardzo rzadko nazywał nowo poznanych przyjaciółmi, ale tego chłopaka polubił od razu. Nie wiedział jakim cudem jest on synem Eve, ale za nic w świecie nie chciałby być na jego miejscu. Nienawidził tej kobiety z całego serca, a teraz kiedy nadarzyła się idealna na zrujnowanie jej życia, powstrzymanie jej - to ona powstrzymuje go swoim bezwzględnym wyrokiem.
Wampir nie pamiętał ile razy w swoim drugim życiu, bo tak nazywał czas od przemiany w istotę magiczną, płakał. Już nawet go to nie obchodziło. Nie wiadomo jak długo klęczał w swojej celi, ale powoli zaczynały go boleć kolana i trochę go to zdziwiło. Twarz miał ukrytą w dłoniach i cicho szlochał. Nawet wiedząc, że Peter stoi nad nim i patrzy na niego, nie wstydził się. Przecież to normalne zachowanie kogoś, kto właśnie dowiedział się, że za kilka godzin zostanie zamordowany i nie ma innego wyjścia, jak tylko czekać na śmierć.
Poczuł na swoim ramieniu rękę zmiennokształtnego.
- Alex, uspokój się. Poradzimy sobie. - głos mu się załamywał.
Wampir wstał energicznie, odrzucając jego rękę. Spojrzał mu prosto w oczy.
- Przestań! - krzyknął. - Zawsze tak będziesz mówić? Uspokój się, poradzimy sobie, wszystko będzie dobrze. Peter, do cholery! Nie poradzimy sobie! - zaczął chodzic nerwowo po celi i kopać kamienie leżące na ziemi.
- Alex, wiesz co? Zaczynam wątpić czy te wszystkie twoje historie był prawdziwe, czy jednak je zmyśliłeś. - powiedział stanowczo.
- Co?! - wampir przystanął i znów spojrzał na przyjaciela. - Więc mówisz, że cie okłamałem?! - warknął i prychnął głośno. - Ja przyjaciół nie okłamuję! - powiedział.
Oparł się o ścianę i zaczął głęboko oddychać.
- Dobra, niech będzie - wierzę ci, zatem gdzie podział się ten odważny wampir, który z odwagą i sprytem wychodził z najróżniejszych kłopotów w jakie wpadał przez całe życie? No gdzie? Powiedz mi! Bo teraz zachowujesz się jak ktoś zupełnie inny! - krzyknął zbulwersowany.
- Jestem tutaj, o co ci chodzi? - spojrzał na niego zdziwiony.
- O to, że panikujesz, ciągle mówisz, że jesteśmy na straconej pozycji! Przecież mamy jeszcze szanse na ucieczkę!
Chłopak podszedł do Alexa i położył swoje dłonie na jego ramionach.
- Damy radę. - szepnął i ruszył w stronę drzwi.
- Gdzie idziesz? - zapytał stłumionym głosem wampir.
- Opóźnię to jakoś. Popsuję coś, zrobię zamieszanie. Wrócę po ciebie, Alex, bo tak właśnie ja postępuję w stosunku do przyjaciół. - powiedział i wyszedł.
Alex prychnął i walnął pięścią w mur. Rozejrzał się po celi. Peter nie zostawił mu żadnego pożywienia, a właśnie mu się przypomniało jak bardzo jest głodny. Poczuł jak oczy mu ciemnieją. Potarł je i zaczął krążyć po celi. Nagle go olśniło. Kate! To ona może nam pomóc, pomyślał.
Już zaczął się uśmiechać i cieszyć, ale zdał sobie sprawę, że może się z nią skontaktować, tylko wtedy, kiedy ona będzie tego chciała. Kolejny raz uderzył pięścią w mur.
Usiadł pod ścianą i skupił się na Kate.
Chociaż spróbuję.
. . .
Kate obudziła się nagle i raptownie usiadła na łóżku. Rozejrzała się po pokoju. Był w nim sama. W pomieszczeniu panował półmrok, bo chmury tamowały promienie słoneczne. Ciągle też padał deszcz. Wstała trochę za szybko i lekko zakręciło jej się w głowie. Przytrzymała się ramy łóżka, a po chwili była już w małej łazience dołączonej do pokoju.
Spojrzała na swoje odbicie. Wyglądała strasznie. Podeszła na małej szafki nocnej przy łóżku i znalazła na niej swoją frotkę do włosów. Szybko związała je w koński ogon i wróciła do łazienki. Przemyła twarz wodą. Dobrze, że nie miała makijażu, wyglądałaby teraz strasznie.
Kate pomyślała o Aleksie. Wpadła na pomysł, aby nie tracić czasu i się z nim skontaktować.
Alex?
Otwarła szafkę powieszoną obok lustra i znalazła w niej nową, jeszcze nie odpakowaną szczoteczkę do zębów.
Halo, wampirku? Jesteś tam? To ja Kate.
Rozpakowała ją i nałożyła na nią pastę. Patrzyła ciągle na swoje odbicie.
Kate! Nareszcie!
Zaczęła energicznie szczotkować zęby.
Co u ciebie słychać? Kiedy mamy wyruszyć?
Natychmiast!
Wyjęła szczoteczkę z ust i ze zdziwioną miną spojrzała na swoje odbicie w lustrze.
Alex, coś jest zemną nie tak. Jestem taka jakby... ładniejsza?
Dziewczyna wpatrywała się w swoje odbicie jak w obrazek. Jej rysy twarzy zrobiły się ostrzejsze co dodało jej drapieżności, kości policzkowe zostały bardzo uwydatnione, bardzo jej sie to spodobało. Oczy trochę pociemniały a usta zrobiły się bardziej pełne.
Ta przemiana przyniosła same plusy! pomyślała.
Kate! Przestań myśleć o sobie! Cieszę się, że jesteś ładniejsza, ale u mnie nie jest tak kolorowo.
Przepraszam, co się stało?
Może to dziwnie zabrzmi, ale dziś za kilka godzin, a dokładnie po zmierzchu na placu głównym miasta Eve zostanę zamordowany.
Boże, Alex! I mówisz to tak spokojnie?!
Kate szczoteczka wypadła z ręki. Szybko wypłukała usta i wpadła do sypialni. Narzuciła na siebie jakąś bluzę z szafy łazience i ruszyła biegiem do drzwi, które prowadziły na korytarz. Otworzyła je z hukiem.
Jestem okropna, zamiast myśleć o tym co się z tobą dzieje, ciągle spałam. Egoistka. Cholerna egoistka.
Przestań Kate. To nie twoja wina. Gdybyś się nie przespała nie miałabyś siły, żeby się ze mną skontaktować. Bardzo dobrze zrobiłaś, że się położyłaś. Teraz idź do Jacka.
Dziewczyna dobiegła do schodów i szybko zaczęła zbiegać po niech na dół. Zauważyła, że porusza się bardzo cicho, ale nie aż tak jak Jack. Wbiegła do salonu. Wszyscy na nią spojrzeli i zaczęli się do niej uśmiechać.
- Kate! Już się obudziłaś? Dobrze się czujesz? - zapytała z uśmiechem Alice.
- Wspaniale. Jack! Gdzie jest Jack? - krzyknęła.
Uśmiech z twarzy Alice szybko zniknął i zastąpił go niepokój.
- Tu jestem. Co się dzieje? - zapytał oszołomiony.
Stał za nią w drzwiach i spoglądał na nią z niepokojem.
- Musimy natychmiast wyruszyć do Dorationy! Jeśli nie zdążymy do zmierzchu - Alex zginie.
Wszyscy od razu spojrzeli na Kate.
- Skąd to wiesz, dziewczyno? - zapytała ostro Chelsea. - Skąd?
- Skontaktowałam się z Aleksem i wszystko mi opowiedział.
- Skontaktowałaś się z nim? Jakim cudem? - Chelsea wyglądała za zaintrygowaną, ale także zdziwioną.
- To mój dar. Taki dar przekazała mi Cynthia. Jack wam nie powiedział? - spojrzała na chłopaka, a ten pokręcił przecząco głową.
- Nie powiedziałem im, ponieważ nie było mnie w domu. Byłem znów u mamy.
- Jesteś bardzo wyjątkowa, skoro Cynthia obdarzyła cie takim darem.
- Co to znaczy? - Kate zaciekawiło, to co powiedziała czarownica.
- Kiedy jeszcze żyła opowiedziała wszystkim o tym darze. Pewnego dnia zdecydowała, że obdarzy nim czarownicę, która wystarczająco na to zasłuży, która będzie wystarczająco wyjątkowa. - spojrzała na nią dziwnie i rzekła: - Gratulację.
- Dziękuję? - niepewnie wypowiedziała to słowo.
Dziewczyna spojrzała na Alice. Kobieta kiwnęła głową i powiedziała głośno, zwracając się do reszty obecnych w pokoju osób:
- Pół godziny. Macie pół godziny. Do zmierzchu zostało... - spojrzała na zegarek, a następnie za okno. - Zostało równo pięć godzin i czterdzieści trzy minuty. Za pół godziny wyruszamy na podbój Dorationy. W tym czasie macie się przygotować, wziąć najpotrzebniejsze rzeczy i załatwić inne sprawy, które uważacie za konieczne. Ja zadzwonię jeszcze do przyjaciół z okolic tego przeklętego miasta. - prychnęła i wyszła z pokoju.
Wszyscy zaczęli wychodzić i rozmawiać o tym co muszą przygotować. Została sama w pokoju z Jackiem. Wyszli z niego i stanęli w korytarzu obok wieszaka z kurtkami. Położył dłoń na jej ramieniu i powiedział:
- Wystarczy ci pół godziny na spotkanie z mamą?
- Musi. - powiedziała i zaczęła ubierać kurtkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz