Od przybycia Alhariego i jego przyjaciół minęła dopiero godzina. Kate obserwowała nowo przybyłych. Wszyscy byli tacy mili i weseli. Tylko James zachowywał się trochę dziwnie. Wiedziała, że to przez nią i przez Bruno. Starali się nie zbliżać do niego. Chłopak siedział obok niej i rozglądał się po pokoju. Zauważyła, że często spoglądał w miejsce nad kominkiem. Wisiała tam stara mapa, i prawdę mówiąc, ona też zainteresowała się nią, gdy była tu pierwszy raz.
Pomiędzy kilkoma osobami toczyła się rozmowa o zbliżających się świętach. Niektórzy uśmiechali się tylko i, tak jak Bruno, rozglądali po dużym pomieszczeniu. Kate usadowiła się na dużym parapecie wyłożonym kocem i poduszkami. Na dworze strasznie wiało, ale na szczęście nie padało. Uśmiechnęła się na myśl o śniegu, który niedługo spadnie. Nagle rozmowa o świętach się urwała i utworzyły się małe grupki.
Siedziała jeszcze przez chwile na parapecie i znów zaczęła przyglądać się obecnym w pokoju. Na stołkach przy blacie kuchennym siedziały Maggie i Margaret. Dziewczyny rozmawiały ze sobą i śmiały się co chwilę. W policzkach jednej z nich pojawiły się urocze dołeczki. Za nimi w kuchni ciągle krzątała się Alice - robiła herbaty i szykowała kolację. Pomagała jej Allysa. A po chwili dołączyły do nich także Marie i Katherina. Alhari, Bedori i Jack rozmawiali przy kominku, trzymając kubki z parującą herbatą. Bedori opierał się o kominek i ciągle opowiadał żarty. Alhari kilka razy poklepał Jacka po ramieniu. Co jakiś czas spoglądał w stronę Alice i posyłał jej onieśmielające uśmiechy. Victoria i James usiedli na kanapie. Dziewczyna założyła swoje nogi na jego i szeptała mu coś na ucho. Chłopak uśmiechał się, ale widać było, że trzyma się na baczności.
Dopiero po chwili zauważyła Chelseę. Dziewczyna siedziała na fotelu bujanym w koncie pokoju i jej się przyglądała. Kate uśmiechnęła się do niej. Policzki jej się zaróżowiły i szybko odwróciła wzrok.
Bruno szarpnął Kate za rękaw. Spojrzał na niego ze zdziwieniem.
- Lubisz śnieg? - zapytał.
Tym pytaniem chłopak zbił ją z tropu. Myślała, że zapyta o coś zupełnie innego.
- Lubię. - odpowiedziała.
- Ja też. A święta? Lubisz?
- Mmm... Uwielbiam! - powiedziała i uśmiechnęła się do niego szeroko. - A ty? - zapytała, choć znała odpowiedź.
- Nie. - Bruno szepnął i odwrócił wzrok.
Zdziwiona taką odpowiedzią spojrzał na chłopaka dziwnie i położyła dłoń na jego ramieniu.
- Dlaczego?
Bruno nie odpowiedział od razu. Dopiero po chwili odwrócił się w jej stronę i spojrzał jej głęboko w oczy.
- Mówi się, że Boże Narodzenie to takie rodzinne święta. Powinno w nich być tyle miłości i tych innych podobnych rzeczy. - prychnął. - A ja co roku spędzałem je sam, bez mojej rodziny. Jedliśmy Wigilię w zimnej kuchni z innymi dzieciakami, których rodziny zostały hmm... zabite przez Eve. - westchnął głośno i odwrócił wzrok.
- Bruno... - zaczęła, ale chłopak jej przerwał.
- Nie, nie lituj się. Nic nie mów. W tym roku będzie lepiej. - szepnął i potarł oczy. - Spójrz za okno, Kate. Taki tam prezent ode mnie. - uśmiechnął się do niej.
Jego włosy w odcieniu ciemnego blondu wpadały mu na oczy. Co chwilę je odgarniał. W jego oczach lśniły łzy. Patrzył w kierunku tego co działo się za oknem. Dziewczyna podążyła za jego wzrokiem. Z nieba leciał lekki biały puch. Śnieg! Wreszcie, pomyślała.
- Patrzcie, pada śnieg! - krzyknęła Maggie.
Dziewczyna podbiegła do okna, jej grzywka podskakiwała na wszystkie strony. Na twarzy dziewczyny wykwitł piękny uśmiech. Po chwili dołączyła do niej jej siostra. Dziewczyny objęły się i zapatrzyły się na biały puch. Wyglądały na bardzo za sobą związane.
Wszyscy obecni uśmiechali się i patrzyli w stronę okna. Alice wypowiedziała cicho jakieś słowa w nieznanym Kate języku i machnęła palcem w stronę małego radia stojącego na stoliku obok krzesła bujanego. Z głośników popłynęła cicha muzyka. Była to ulubiona świąteczna piosenka Kate - It's the Most Wonderful Time.
- Uwielbiam święta! Już nie mogę się doczekać, kochani! - wykrzyknęła Alice i zaczęła bujać się w rytm muzyki.
Z każdą chwilą zgromadzeni dołączali do niej i śmiali się w głos. Kate stała przy oknie, uśmiechając się. Po chwili ktoś objął ją od tyłu i przytulił do siebie.
- Ja też nie mogę się doczekać... - szepnął Jack.
Dziewczyna odwróciła się, tak aby móc spojrzeć mu w oczy. Pocałowała go w policzek.
- Ja też na nie czekam, ale obecnie bardziej interesuje mnie moja przemiana. - powiedziała spokojnie i znów go pocałowała.
Tańczyli chwilę, śmiejąc się z Alhariego i jego tańca. Kate zauważyła, że Chelsea idzie w ich stronę. Przestała tańczyć i stanęła do niej przodem. Jack złapał ją za rękę i stanął obok niej.
- Już czas, Kate. - szepnęła uśmiechnięta.
Pstryknęła palcami i muzyka ucichła. Wszyscy spojrzeli na nich pytająco.
- Alice, już czas, prawda? - zapytała głośno, aby każdy mógł ją usłyszeć.
Wszystkie twarze zwrócone były ku Alice, jakby czekały na jakiś wyrok.
- Tak, to już czas. - powiedziała uśmiechając się szeroko.
Kate siedziała na podłodze. Na przeciwko niej siedziała Alice. Wokół nich Chelsea rozsypała płatki jakiś roślin. Ciotka Jacka mówiła coś i miała ciągle zamknięte oczy. Powiedziała dziewczynie, że nie ma nic robić. Wkrótce w jej głowie pojawi się ktoś ważny i wszystko załatwi. To trochę przeraził Kate. Jeszcze gorsze było to, że miała dość sporą publiczność. Wszyscy siedzieli w tym samym pokoju i przyglądali jej się. Czuła na sobie wiele spojrzeń. Zacisnęła bardziej powieki i spróbowała się uspokoić.
Nic się nie działo. Zaczynała już myśleć, że Alice coś nie wychodzi, kiedy nagle ktoś zaczął ją wołać.
- Kate! Kate!
- Hmm... To ja, o co chodzi?
Kate miała ochotę trzasnąć się w głowę. Zadała takie pytanie jakby wołał ją ktoś na ulicy, albo w szkole. Osoba, która ją wołała zaśmiała się głośno i donośnie.
Przed jej oczami pojawiła się dość pulchna, czarnoskóra kobieta. Czarne loki miała puszczone lekko wokół pociągłej twarzy. Czarne oczy spoglądały na nią miło.
- Witaj Kate, jestem Cynthia. - uśmiechnęła się szeroko i puściła do dziewczyny oko.
- Tak dużo o pani słyszałam! - krzyknęła Kate.
Miała nadzieje, że jej publiczność nie słyszy tego co ona mówi do Cynthi.
- Ja o tobie także, Kate. To wielka przyjemność gościć cię tutaj! Jesteś gotowa? - zapytała nagle.
Dziewczyna westchnęła ciężko i pokiwała głową.
- Tak, jestem gotowa.
- Wspaniale! Nic nie rób, nic nie mów. Sama to załatwię! - uśmiechnięta, znów puściła do niej oko i zaczęła coś mówić, bardzo szybko i nie wyraźnie.
Kate dziwnie się poczuła. Jakby w jej ciele pojawiła jakaś nowa postać i zaczęła wypełniać jej wnętrze. Było tego zdecydowanie za dużo. Zabolało. Po chwili zaczęła pękać jej skóra. Krzyknęła głośno i było po sprawie. Skóra już się nie rwała, nie czuła niczego. Jej ciało było tak lekkie, jakby wcale go nie miała. Pomyślała, że unosi się w powietrzu. Otworzyła oczy. Zobaczyła Cynhię.
- Teraz poznasz swój talent. - powiedziała spokojnie.
- Co? Ale jak? Nie wiem jak! - Kate spanikowała i krzyknęła zdenerwowana.
- Spokojnie, zaraz go poznasz. - uśmiech nie schodził z jej twarzy.
Kate przypomniała ona trochę Alice - ciągle uśmiechnięta.
Odpłynęła na chwilę, wyłączyła myślenie, czekała ze spokojem na swój talent.
Czarownica! Wreszcie!
Nie wiadomo skąd w jej umyśle pojawiła się myśl o Aleksie.
Alex! Co z Alexem! Gdzie on jest? Czy coś mu się stało?
Kim, albo czym jesteś?! Odejdź, zostaw mnie w spokoju!
Kate zatkało. Przecież tego sobie nie pomyślała. Usłyszała jakiś dziwny, ale znajomy głos. Rozejrzała się dookoła, ale nikogo nie było, nawet Cynthia zniknęła. Odtworzyła w myślach ten głos. Zaraz, zaraz przecież to...
Alex?
Kim jesteś, do jasnej cholery?!
Alex! Alex! Ty żyjesz, tak bardzo się cieszę!
Też się ciesz, ale powiedz mi kim TY jesteś?!
Słabo kojarzysz fakty, Alex.
Nie posiadała się z radości, miała ochotę skakać i tańczyć. Alex żył, a teraz mogła z nim się porozumieć. Alex nie odpowiadał przed długi czas. Coś się stało?
Halo, jesteś tam? zapytała.
Kate! Jak to możliwe, że cię słyszę?
Nagle połączenie między nimi się przerwało. Kate otworzyła oczy i ujrzała Cynthię.
- Już wiesz jaki talent ci podarowałam... - szepnęła. - Wykorzystaj go dobrze, kochana! - powiedziała i odwróciła się. Przez ramię rzuciła jeszcze szybko: - Wesołych Świąt, Czarownico.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz