Zła na Michael'a Kate pchnęła z impetem drzwi łazienki szkolnej. Zamknęła je z hukiem za sobą i oparła się o nie. Głęboko oddychając, po jakimś czasie, do jej nosa dotarł duszący zapach dymu tytoniowego. Rozwścieczona odwróciła się. Była tak zła, że chciała to na kimś wyładować. Znalazła ofiary, doskonale.
Drzwi jednej z kabin były lekko uchylone. W środku były dwie osoby, Kate tak pomyślała po tym jak usłyszała dwa głosy.
Rzeczywiście w środku były dwie dziewczyny. Głośno rozmawiały i śmiały się, a w rękach trzymały pudełka od papierosów i zapalone już papierosy. Gdy dziewczyna weszła do WC zgasiły je i wrzuciły do kosza przestraszone.
Dziewczyny wyglądały dziwnie i co za tym idzie trochę podejrzanie. Siedząca na sedesie dziewczyna, nie przejmująca się swoją lekką otyłością, miała na sobie czarną, obcisłą sukienkę i czarne glany. Na jej rajstopach widniał wzór z ludzkich czaszek. Włosy miała niechlujnie zwinięte w kok, z którego niektóre niesforne loki wymykały się spod frotki w każdy możliwy sposób. Makijaż, już trochę rozmazany, był zrobiony niedokładnie. Kreski wokół oczu były krzywe, a biały puder nie równo pokrywał twarz. Tylko jej usta przyciągały uwagę. Idealnie czerwone, pewnie kusiły wielu chłopaków.
Druga z nich, która stała obok koleżanki i nie potrafiła spojrzeć Kate w oczy, wyglądała lepiej. Jej makijaż nie był tak ostry i brzydki. Ta dziewczyna postarała się robiąc go, zapewne, rano. Także miała nałożony biały puder, lecz na policzkach było widać obecność także różowego. Oczu nie podkreśliła czarnymi kreskami, tylko tuszem. Jej pełne usta, jeszcze ładniejsze niż poprzedniej dziewczyny, były tylko lekko muśnięte błyszczykiem. Jej długie nogi uwydatniały czarne, dopasowane rurki. Także nosiła glany. Białą koszulkę idealnie miała wpuszczoną w spodnie. Rozpinany sweter, który miała narzucony na koszulkę był czaro-szary, i na jednej jego stronie dziewczyna przywiesiła znaczki z dziwnymi tekstami.
Kate nic do nich nie powiedziała, tylko spiorunowała je wzrokiem i odsunęła się, aby mogły wyjść.
Dwie przyjaciółki wyszły zakłopotane z kabiny i podeszły do lustra, poprawiły makijaż i zaczęły szeptać pomiędzy sobą. Rozwścieczona Kate otworzyła drzwi kolejnej kabiny i usiadła na sedesie, ukrywając twarz w dłoniach. Nie mogąc wytrzymać widoku wypindrzonych dziewczyn zatrzasnęła drzwi i westchnęła. Po chwili usłyszała ciche pukanie do jej drzwi. Zdziwiona popatrzyła na nie i powoli otworzyła. Za drzwiami stały, uśmiechając się, te same dziewczyny, przed którymi przed chwilą się schowała.
- Czego chcecie?! - zapytała poirytowana.
- Yyy... Bo ja i Lizzie...
- Czekaj! Ty jesteś Lizzie? - zdziwienie zastąpiło poirytowanie.- Nie poznałam Cię. Jeszcze niedawno wyglądałaś... Inaczej...
- Ludzie się zmieniają, Kate. - Uśmiechnęła się do niej Lizzie.
Kate przypomniała sobie czasy w których bawiła się z Lizzie na swoim podwórku. Swego czasu były nawet bardzo dobrymi koleżankami. Przyjaciółkami. Do niedawna była jeszcze zwykłą, miłą dziewczyną od której biła skromność. Teraz, pewnie pod wpływem jej koleżanki, zaczęła się wyzywająco ubierać, nosić buty na wysokich szpilkach, przesadnie się malować i palić papierosy. Kate pomyślała, że pewnie często imprezuje i dużo pije. Poczuła ukłucie smutku. Lizzie nie powinna się taka stać, nie zasługiwała na to. Pomyślała, że jest za to w małej części odpowiedzialna, przez to jak zostawiła ją samej sobie, ot tak, z dnia na dzień.
- Więc... - jej rozmyślania przerwała druga z dziewczyn.- Mamy dla ciebie ofertę nie do odrzucenia! Jesteś dziś bardzo zdenerwowana, a my możemy Ci pomóc!
- Zaraz, zaraz. O czym wy mówicie? - zapytała zdenerwowana.
- Sprzedamy Ci trochę amfy, chcesz?
- Chyba oszalałyście! - Kate wstała i krzyknęła do nich. - Nie wiem co się z wami stało, dziewczyny, ale przykro mi z tego powodu. A teraz wyjdźcie stąd! Zostawcie mnie! Idźcie sprzedawać gdzieś indziej, ale nie tutaj!
- Okay, wyluzuj, dziewczyno! Już idziemy.
Dziewczyny obrzuciły Kate dziwnym spojrzeniem i ruszyły do drzwi rozmawiając o tym jak i komu sprzedać resztę amfetaminy.
Telefon Kate zadzwonił i z głośniki popłynęła energiczna piosenka znanej rock'owej grupy muzycznej. Piosenka poprawiła jej trochę nastrój i po dłuższej chwili odebrała.
- Halo? - powiedziała.
- Witaj Kate! - pełen entuzjazmu kobiecy głos popłynął z telefonu. Kate początkowo nie poznała tego głosu, lecz już po chwili domyśliła się kto to. - To ja, Alice, ciocia Jack'a. Pamiętasz mnie?
- Yyy... Tak pamiętam oczywiście. Dlaczego pani do mnie dzwoni?
- Mam dla Ciebie bardzo ważną wiadomość! Musimy się jak najszybciej spotkać, nie mów nikomu!
- Nawet Jack'owi? - zapytała skruszona.
- Nawet jemu! On dowie się później. A teraz powiedz mi kochana, kiedy masz czas, żeby mnie odwiedzić? - głos był bardzo miły i melodyjny, swoim brzmieniem zachęcał do jak najszybszego odwiedzenia Alice.
- No nie wiem... Mogę wpaść dziś po szkole? - zapytała, cały czas gorączkowo rozmyślając, czy nie zaplanowała nic na dzisiejszy dzień.
- Oczywiście! Doskonale! To do zobaczenia! - powiedziała i się rozłączyła.
Zdziwiona dziewczyna odetchnęła głęboko i wstała. Wyszła z kabiny i podeszła do lustra. Patrząc na swoje odbicie, myślała o tym czy da radę nie wygadać się przed Jack'iem. Przecież ona nie umie kłamać...
Nagle zabrzęczał dzwonek szkolny. Kate złapała swój plecak i pobiegła do klasy. Ciężko oddychając, wpadała do niej i zlustrowała całą klasę. Na szczęście nauczycielka się spóźniła. Wszyscy siedzieli już na swoich miejscach i niektórzy patrzyli w jej stronę. Rozglądając się odnalazła twarz Jack'a. Pomachała do niego i się uśmiechnęła.
Zaraz, zaraz, coś tu nie pasuje, pomyślała. Na miejscu obok jej chłopaka, które zazwyczaj było wolne, siedział miedzianowłosy chłopak. Wyglądał jak mały, rudy elf. Cały czas mówił coś do Jack'a, a ten widocznie miał już tego dość. Do klasy weszła pani Cubus i powiedziała:
- Witajcie! Dziś zrobimy quiz wiedzowy! Wiem, że to lubicie... - cóż za sarkazm, pomyslała Kate. - Ciekawi mnie co zapamiętaliście z ostatniej lekcji o wojnie secesyjnej.
Po klasie przemknął pomruk niezadowolenia, co wywołało jeszcze szerszy uśmiech na twarzy nauczycielki. Kate rozejrzała się po klasie i szybko usiadła. Dziwne. Jej koleżanki z ławki nie było. Monica nigdy nie spóźniała się i nie chorowała... Coś musiało się stać. Kiedy nauczycielka usiadła i zaczęła wypisywać jeszcze dziennik, dziewczyna odwróciła się do Jack'a. Ten zajęty zbywaniem rudego elfa nie usłyszał jej cichego zawołąnia. Napisała na małej karteczce widomość do niego:
"Co powiedziała Ci Eve?"
Zwinęła w małą kuleczkę i rzuciła w kierunku chłopaka. Elf odwrócił się do niej w ułamku sekundy i złapał kulkę. Uśmiechnął się do niej szalenie i podał papierek Jack'owi.
- Proszę bardzo, Jack'u. - uprzejmie skłonił głowę i znów odwrócił się do Kate.
Gdy znów odwrócił się do Jack'a i zaczął do niego coś mówić, Kate zauważyła kilka śladów po ugryzieniach na jego karku. Na rękach miał takie same. Chciała już się odwrócić, ale nagle zauważyła podejrzane plamki na jego białym T-shircie. Krew. Ten elf miał na ubraniu krew...
Z szeroko otworzonymi oczami odwróciła się i wbiła wzrok w swój podręcznik.
- No to zaczynamy! - krzyknęła uradowana pani Cubus.
Przez całą lekcje dziewczyna nie mogła się na niczym skupić. Na pięć pytań, zadanych przez nauczycielkę, odpowiedziała tylko na jedno.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz