O PÓŁNOCY

O PÓŁNOCY

środa, 13 listopada 2013

Rozdział dwudziesty dziewiąty.

   Alice otworzyła drzwi. Jej oczom ukazały się twarze trzech dawnych koleżanek oraz dwie nieznajome. Spojrzała na wszystkie dziewczyny uważnie i uśmiechnęła się.
   - Witajcie! - przywitała je i gestem zaprosiła do środka. - Dziękuję wam za to, ze przybyłyście! Mam u was wszystkich wielki dług wdzięczności.
   Podeszła do pierwszej z przybyszek i przywitała się.
   - Alyssa. - szepnęła. - Tak dawno cię nie widziałam. Tęskniłam, kochana. - kobiety przytuliły się.
   - Ja także tęskniłam, Alice. Wcale nie musisz tak bardzo dziękować. Przecież wiesz, że walka przeciwko Najwyższym jest dla mnie przyjemnością. - Alyssa puściła do niej oczko i jeszcze raz objęła ją ramieniem.
   Alice podeszła do kolejnej ze znajomych.
   - Marie, witaj. - kolejna seria czułych uścisków. - Tobie także serdecznie dziękuję.
   Kobieta dopiero po chwili odpowiedziała:
   - Witaj. - przytuliła Alice i szepnęła jej coś do ucha.
   Jack nie chciał podsłuchiwać, więc skupił się na Kate, która jadła śniadanie w salonie. Tak bardzo chciał teraz z nią być. Przytulać ją i całować.
   - Katherina! - kolejna z kobiet od razu rzuciła się na szyję jego ciotki. - Ojoj, kochana. Ja też tęskniłam. - Alice zaśmiała się głośno i szybko odwzajemniła uścisk.
   - Tak dawno cię nie widziałam. Nie lubię takiego czegoś. No wiesz, że tak długo cie nie widzę. Naprawdę tęskniłam!
   Kobieta prawie unosiła Alice w powietrzu. Po krótkiej chwili odsunęła się od niej z szerokim uśmiechem. Rozejrzała się po pokoju, a następnie odwróciła się do dwóch pozostałych kobiet przybyłych razem z nimi. Alice podeszła do niech i wyciągnęła dłoń w ich kierunku, aby się przywitać.
   - My się jeszcze nie znamy... - zakomunikowała jakby nie był o to oczywiste. - Ja nazywam się Alice.
   Pierwsza z nich zrobiła krok w stronę ciotki Jacka i uścisnęła jej dłoń.
   - Mam na imię Meggie, a to moja młodsza siostra Margaret. - wskazała na dziewczynę, stojącą za nią i uśmiechnęła się. - Jesteśmy hybrydami. Cieszymy się, że możemy wam pomóc.
   Druga z nich, Margaret, bardzo powoli i nieufnie podeszła do Alice i podała jej rękę. Na jej twarzy zagościł lekki uśmiech, ale szybko zniknął i zastąpił go wyraz niepewności.
   - Jeszcze raz dziękuję wam za przybycie! A teraz zapraszam na herbatę. Ojej! Ale ze mnie gapa! Nie przedstawiłam wam Jacka, mojego bratanka.
   Jack wyszedł zza pleców ciotki i skierował się w stronę pierwszej z kobiet. Była nią Alyssa. Kobieta nie była już młoda, ale nie wyglądał też na starą. Jej krótkie, blond włosy okalały okrągłą twarz. Niebieskie i bardzo duże oczy lśniły. Chłopak zauważył, że po jej policzku spływała samotna łza. Jest bardzo wrażliwa, pomyślał Jack. Miała na sobie długi do kolan czerwony płaszcz. Jej czarne kozaki, stukały o panele położone w przedpokoju z każdym jej krokiem. Na szyi zawieszona miała kilka bardzo kolorowych naszyjników, które można było zauważyć wraz z pierwszym spojrzeniem na tę kobietę.
   - Mam na imię Alyssa. - zaczęła i podała mu rękę. - Alice powiedziała nam o wszystkim. Nie musisz niczego przed nami ukrywać, wilczku. - zaśmiała się. - Dawno nie miałam do czynienia z wilkołakiem. Mam nadzieję, że będziemy razem długo współpracować, Jack.
   Chłopak nie wiedział co powiedzieć. Uśmiechnął się szeroko i szybko mruknął:
   - Ja też.
   Kolejna z pań była bardzo wysoka, a na domiar tego miała na sobie bardzo wysokie szpilki. Kiedy stanęła naprzeciw Jacka, okazało się, ze jest wyższa. Była szczupła i bardzo ładna. Miała kruczoczarne, długie do pasa włosy związane czerwoną wstążką w gruby warkocz. Szare oczy miała rozbiegane, jakby chciała wyłapać jak najwięcej szczegółów z otoczenia. Miała na sobie czarną, skórzaną kurtkę z różnymi świecącymi ozdobami. Czarne, przylegające jeansy dodawały jej wdzięku, a trochę za długa i za duża koszulka - luzu. Jack zauważył, że kobieta ma na sobie bardzo dużo biżuterii. Od kilku par kolczyków i dwóch naszyjników, po grube, zrobione z metalu i różnych rzemyków branzolety na obu dłoniach. Jego uwagę przykuł mały tatuaż na wewnętrznej stronie nadgarstka lewej ręki.
   Podała mu rękę i spojrzała w jego oczy na chwilę zatrzymując wzrok w jednym punkcie.
   - Ja na imię mam Marie. Miło mi cię poznać, Jack.
   Jack skłonił się lekko.
   - Mnie także jest bardzo miło. - powiedział kokieteryjnie i wykręcił jej lekko rękę. Kobieta zaskoczona spojrzała na ich złączone dłonie, a następnie po raz kolejny w jego oczy. - Bardzo ładny tatuaż. - pochwalił z szerokim uśmiechem.
   Pomieszczenie wypełnił głośny i bardzo charakterystyczny śmiech. Marie spojrzała na swój tatuaż, przedstawiający odwróconą ósemkę, pokręciła lekko głową i popatrzyła na powrót na chłopaka.
   - Jesteś bardzo spostrzegawczy! - pochwaliła go, a on skłonił lekko głowę w geście podziękowania. - To nieskończoność. Moja przyszłość. - wzruszyła ramionami i szybkim ruchem wyplątała swoją dłoń z jego i cofnęła się o krok.
   Jej miejsce zajęła trzecia z przybyszek. Była najmłodsza z tej trójki, nie licząc pozostałych dwóch dziewczyn. Katherina miała oczy podobne kolorem do jego oczu. Spoglądały na niego z ukosa z ciekawością. Usta, pełne i tak bardzo czerwone miała lekko rozchylone, ukazując rządek idealnie białych zębów. Policzki miała lekko zaróżowione i gdzieniegdzie usłane małymi, brązowymi piegami. Nie mógł określić koloru jej włosów, wyglądała jakby była szatynką z ciemnymi, rudymi pasemkami. Sięgały jej tylko do ramion, ale wyraźnie falowały. Już trochę za długa grzywka opadała na oczy, przez co, co kilka minut poprawiała ją. Miała na sobie ciemnoniebieskie jeansy, czarne, eleganckie baleriny i beżowy trencz ze skórzanymi kieszeniami oraz rękawami.
   - Witaj. - powiedziała i podała mu rękę. - Mam na imię Katherina. Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze współpracowało, wilczku. - prychnęła. Jack zauważył, że cała trójka była bardzo miła i pewna siebie.
   - Ja także mam taką nadzieję, Katherine. - uśmiechnął się i spojrzał ponad ramieniem kobiety.
   Czaiły tam się jeszcze dwie dziewczyny. Były ciche i chyba trochę przestraszone. Pomyślał, ze podejdzie do nich pierwszy.
   - Witajcie, mam na imię Jack. Cieszę się, że przybyłyście.
   Przez krótką chwilę Jack myślał, że dziewczyny wybiegną z domu z krzykiem, ale tego nie zrobiły. Były przestraszone i chłopak to widział. Dlatego ostrożnie cofnął się o krok i spojrzał jeszcze raz na dziewczyny. Były prawie identyczne. Nie dość, że obie miały na sobie takie same szare kurtki i takie same czarne spodnie, były do siebie tak podobne, że Jack z trudnością rozpoznał, która z nich jest starsza. Nawet ich włosy wyglądały na takie same. Obie były szatynkami i obie miały je takiej samej długości. Jedna z nich wyróżniała się tylko tym, że miała grzywkę. Może są bliźniaczkami, pomyślał po chwili.
   - Mam na imię Maggie. - powiedziała dziewczyna z grzywką i zrobiła mały krok w stronę Jacka. Popatrzyła na niego ostrożnie i wskazała na dziewczynę za nią. - A to Margaret. Moja siostra. Młodsza. - po chwili namysłu dodała szybko: - Jesteśmy hybrydami.
   - Fajnie, naprawdę możecie nam pomóc. Jeszcze raz dziękuję wam za wsparcie. - uśmiechnął się czarująco i spojrzał każdej z dziewczyn w oczy.
   Szare oczy Maggie nie zmieniły się, tylko jej policzki trochę bardziej się zaróżowiły. Za to oczy Margaret od razu rozbłysły i zaczęły się do niego uśmiechać. Na jej całej twarzy pojawił się wreszcie uśmiech.
   - Właśnie na to czekałem. - szepnął do niej Jack.
   Dziewczyna zakryła usta dłonią i zaśmiała się. Po chwili, pierwszy raz tego wieczoru, odezwała się:
   - Ja też. - zaśmiała się.
   Jack nie ukrywał, że go bardzo rozśmieszyła. Zaśmiał się głośno. Wszystkie kobiety obecne w korytarzu spojrzały na niego, a następnie przeniosły wzrok na wpatrującą się w podłogę, nie mogącą powstrzymać się od śmiechu Margaret. Alice uśmiechnęła się jeszcze bardziej i powiedziała:
   - Wszyscy już się znamy, więc zapraszam na herbatę i ciastka! Proszę, proszę tędy. - wskazała drogę gościom i weszła za nimi do salonu.
   Jack i Margaret zostali i śmiali się dalej.
   - Nigdy bym nie pomyślał, że coś takiego mnie rozśmieszy. - powiedział, ciągle nie mogąc się powstrzymać od  śmiechu.
   - A ja nigdy nie myślałam, że kogoś rozśmieszę. - powiedziała dziewczyna.
   - Ojej, to było dziwne. - powiedział ze śmiechem. - Dobra chodźmy do salonu, bo ciocia zaraz będzie zła.
   Oboje weszli do środka i podeszli do reszty.
   - Poznajcie Kate. Ta dziewczyna dziś zostanie czarownicą! - mówiła właśnie Alice.
   Wszystkie dziewczyny stanęły przy niej i gratulowały, mówiły coś do niej, ale ona ciągle wypatrywała Jacka. Kiedy w końcu nawiązała z nim kontakt wzrokowy, gestem poprosiła, aby do niej podszedł. Chłopak uśmiechnął się i schylił głowę na bok. Zaczął coś mówić. Kate wypatrzyła obok niego niską dziewczynę, bardzo podobną do poznanej przed chwilą Maggie. Jej oczy lśniły i wpatrywały się w Jacka. Usta ułożyły jej się w  szeroki uśmiech. Gdy Jack coś do niej szepnął, pokiwała lekko głową i jej uśmiech lekko przygasł.
   Jack podszedł do Kate. Dziewczyna złapała go za rękę i mocno ją ścisnęła.
   - Musisz jeszcze poznać... - Kate przerwała Jackowi pocałunkiem. Kiedy przestała go całować popatrzyła mu w oczy i uśmiechnęła się. - ... Margaret. Musisz jeszcze poznać Margaret.
   Kate odwróciła się w stronę dziewczyny. Teraz już się nie uśmiechała. Spoglądała to na Jacka, to na Kate, to na ich splecione ręce.
   - Witaj! - powiedziała z wyższością Kate i wyciągnęła do niej rękę. - Mam na imię Kate.
   - Margaret. - dziewczyna podała jej rękę.
   Spojrzała na Jacka, a ten wzruszył tylko ramionami i zwrócił się do Alice:
   - To jak z tymi ciastkami? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz