- Co?! - krzyknął Alex. - Zagroziła twojej matce, że jeśli ktoś ją zabije to ona także umrze? Nie, nie wierze.
Chłopak wstał energicznie i zaczął chodzić w kółko po celi. Cały czas masując skronie, popatrzył na chłopaka siedzącego na ziemi. Chciał coś powiedzieć, ale wampir mu przeszkodził.
- Nie mów tylko, ze powiedziała tak każdemu z żołnierzy... Powiedz, ze to nie prawda! - wykrzyknął.
Po chwili przypomniał sobie, że jest w miejscu pełnym istot magicznych. Ściszył głos i zapytał:
- Odpowiesz mi?
- To nie prawda. - szepnął i spojrzał na Alexa. - Ty nie rozumiesz! Tylko moja matka zginie!
- To pomóż mi zrozumieć, chłopcze! - powiedział i usiadł obok Petera. - No, o co chodzi?
Chłopak spojrzał na wampira, a ten zauważył łzy w jego oczach. Zdziwił się i na jego czole pojawiło się kilka głębokich bruzd.
- Peter, o co chodzi? Powiedz! - poprosił i chwycił chłopaka za rękę.
Zmiennokształtny spojrzał na jego rękę i rzucił mu gniewne spojrzenie. Otarł łzy i szybko wstał. Podszedł do drzwi. Alex błyskawicznie znalazł się przed nim zagradzając mu drogę do nich.
- Powiedz mi. - powiedział, patrząc mu w oczy.
- Muszę już iść, bo zaczną coś podejrzewać. Jutro dam ci odpowiedź. Zaraz mój kolega otworzy drzwi, a ty choć trochę poudawaj obolałego, choć przez chwilę, ok? - rzucił mu od niechcenia jakieś szybkie spojrzenie i skierował wzrok na drzwi.
- Co? Twój kolega stoi za drzwiami? - powiedział. Zbladł i obejrzał się za siebie, oczekując widoku kolejnego żołnierza Eve za sobą. Jednak go tam nie było. Uff... - Przecież wszystko słyszał!
- Nie słyszał, bo to śmiertelnik. - spojrzał na niego drwiąco.
Chłopak obszedł wampira i już prawie zapukał, ale ręka Aleksa zacisnęła się na jego nadgarstku. Spojrzał na wampira gniewnie.
- Powiedz mi tylko co twoja matka ma do Eve?! - powiedział niecierpliwym tonem.
- Moja matka to właśnie... - westchnął i powiedział: - ...Eve.
Aleksa zamurowało. Spojrzał na Petera, ale jego już nie było. Zamiast zmiennokształtnego na środku celi stał jakiś, średniego wieku, mężczyzna. Patrzył na Alexa błagalnie, a w ręce przed sobą trzymał małą zwiniętą kartkę.
Nagle Alex poczuł zapach krwi, usłyszał bijące serce i krew przepływającą przez żyły. Błyskawicznie znalazł się przy mężczyźnie i wyrwał mu kartkę z dłoni. Szybko ją rozwinął. Było na niej tylko jedno słowo. Smacznego. Prychnął. Poczuł, że jego oczy zaczynają robić się czerwone. Spojrzał na człowieka przed nim.
- Błagam, nie. Bardzo cię, proszę, nie rób tego. - mężczyzna szeptał, nie patrząc mu w oczy.
Wampir chciał się pohamować, ale nie mógł. Rzucił się na niego. Przekrzywił jego głowę, a jago oczom ukazała się, niczym nie osłoniona, szyja.
- Nie zabijaj mnie, proszę. - wyszeptał jeszcze mężczyzna.
Alex uśmiechnął się szeroko i spojrzał w jego zielone oczy.
- Postaram się.
I zatopił w nim swoje długie kły zapominając o tym co powiedział mu Peter.
Kate znalazła Jacka przed domem Alice. Siedział na huśtawce. Narzuciła na siebie szybko jakiś sweter i wyszła do niego. Chłopak spojrzał na nią i zrobił zbolałą minę. Pokręcił głową, wyciągnął do niej rękę. Dziewczyna usiadła obok niego i podciągnęła nogi pod brodę. Cała okryła się, o wiele za dużym na nią, swetrem i spojrzała na Jacka. Patrzył na ulicę i przyglądał się ludziom i samochodom.
- Co się stało? - zapytała cicho.
Chłopak spojrzał na nią. Uśmiechnął się słabo i odgarnął jej włosy z oczu.
- Nic. - szepnął.
- Jak to nic? Przecież widzę. - westchnęła i spojrzała mu w oczy. - Znam cię za długo, aby ci uwierzyć.
Chłopak zaśmiał się.
- Rzeczywiście... Co ja sobie myślałem. - oboje się zaśmiali.
- Więc...? - zapytała po chwili.
- Więc byłem u mamy. - spojrzał na nią znacząco.
Dziewczyna nie odpowiedziała. Patrzyła na chłopaka ze smutkiem. Zapadła cisza. Znów przez kilka minut nikt się nie odzywał.
- Co u niej? - zapytała Kate, spoglądając ukradkiem na twarz chłopaka. Widziała, że był przygnębiony.
- Dobrze, ma teraz kilka dni wolnego, więc zajmuje się domem. Nie wiedziałem się z Claire, bo była w szkole, ani z Charliem. - zrobiła dziwną minę i spojrzał na dziewczynę. - Jestem idiotą.
- Co ty znowu mówisz? - zapytała zdziwiona.
- Znów musiałem kłamać. - powiedział i pokręcił głową.
- Nie powiedziałeś jej o tym... czym się stałeś tak? - zapytała spokojnie.
- Tak.
- To przecież dobrze, Jack. Gdyby wiedziała, Cienie zaczęłyby ją krzywdzić.
- Tak, wiem, ale prawie się wygadałem. To nie było najgorsze. Musiałem skłamać dlaczego mieszkam u cioci, co działo się za mną przez te wszystkie dni, dlaczego ich nie odwiedzałem, a ona mi zaufała. Rozumiesz? - zapytał, podnosząc ton głosu. - Uwierzyła mi, a ja bezczelnie, kolejny raz ją okłamałem.
Kate pogładziła go po plecach i przytuliła się do niego.
- To nie twoja wina, że musisz kłamać. - szepnęła pocieszająco.
- Masz rację, nie moja, ale wiem czyja jest na pewno. - powiedział wściekle.
- Eve. - Kate powiedziała i usiadła wyprostowana.
- Tak. To przez nią zostałem wilkołakiem, to przez nią ty jesteś zmuszona zostać czarownicą, i to przez nią Alex teraz cierpi! - wstał i błyskawicznie znalazł się na trawniku przed domem jego ciotki.
Huśtawka energicznie się zakołysała i dziewczyna prawie spadła. Złapał się szybko za oparcie i ostrożnie zeszła z niej na ziemię. Pobiegła szybko do chłopaka i złapała go za ręce.
- Nie przejmuj się teraz nią. - powiedziała, patrząc mu w oczy. - Wygramy z nią.
Powiedziała to z pewnością, która bardzo spodobała się Jackowi. Przytulił dziewczynę i pocałował. Kate odwzajemniła uścisk. Stali tam jeszcze przez kilka minut, rozmawiając. Nagle zaczął padać deszcz. Jack objął dziewczynę mocno w pasie i natychmiast znaleźli się pod dachem, na werandzie. Zaczęli się śmiać. Zaczęli się droczyć, o to czy Kate po przemianie także będzie mogła się tak szybko poruszać.
Po kilku minutach na podjazd wjechało czarne BMW. Wycieraczki pracowały nienagannie. Okna były przyciemniane i nic nie można było przez nie zobaczyć.
Po minucie szyba, od strony kierowcy, powędrowała w dół.
- Dobrze trafiliśmy, to dom Alice Brown? - zapytał dość przystojny, bardzo umięśniony mężczyzna.
Kate schowała się za Jacka i przypatrywała się mężczyźnie zza jego ramienia.
- Tak, a o co chodzi? - zapytał chłopak.
Usłyszał ciche mruknięcie mężczyzny z samochodu. Nie zrozumiał co powiedział. Wyłączył silnik samochodu. Wysiadł z niego a za nim dwóch mężczyzn i jedna kobieta. Kiedy wszyscy zamknęli za sobą drzwi, nacisnął guzik na małym pilociku.
Dwaj mężczyźni, w tym kierowca, mieli na sobie czarne, rozpięte płaszcze długie do kolan. Byli bardzo barczyści. Włosy, obaj czarne, ścięte mieli bardzo krótko. Oczy zakrywały im czarne okulary. Byli do siebie podobni, jakby byli bliźniakami. Zupełnie jak Maggie i Margaret. Ruszyli zdecydowanym krokiem w stronę Jacka i Kate.
Za nimi podążała kobieta i kolejny mężczyzna. Kobieta, a raczej dziewczyna, była bardzo młoda i ładna. Czarne włosy, także krótko przycięte, okalały jej pociągłą twarz, a szare oczy były tak bardzo piękne. Była bardzo szczupła. W jej ubiorze dominowała czerń. Czarne jeansy, szpilki i kurtka ze skóry. Jedynie koszulka była koloru bordowego. Wyglądała, jakby zeszła właśnie z okładki jakiegoś magazynu o modzie.
Chłopak ubrany był identycznie, z wyjątkiem butów, zaśmiał się w myślach Jack. Także czarne, krótkie loki sterczały mu w różne strony. Różnił się od pozostałej trójki kolorem skóry. Był Mulatem. Pomiędzy nim, a jego towarzyszką uderzał zauważalny kontrast. Blada skóra kontra ciemna.
Kierowca podszedł do Jacka i wyciągnął do niego dłoń.
- Mam na imię Alhari, przybyliśmy, aby wam pomóc. - powiedział z dziwnym akcentem i uśmiechnął się.
Jack uścisnął jego dłoń i odwzajemnił uśmiech.
- Jack, jestem bratankiem...
- Tak wiem, wiem. Twoja ciotka wszystko nam opowiedziała. - spojrzał na dom i gestem wskazał na drzwi. - Alice w środku?
- Tak, chyba. Kate? - zapytał dziewczyny.
- Yyy... Tak jest w domu. - powiedziała wychodząc zza Jacka.
- Kate! Witaj, jestem Alhari. - Do dziewczny także wyciągnął rękę. Ona ją uściskała i spojrzała na mężczyznę. - Poznajcie resztę! To Bedori. - wskazał na swoją kopię.
- Witaj Jack, Kate. - przywitał się z każdym i ciepło uśmiechnął. Bedori zdjął okulary i ich oczom ukazały się nieziemsko zielone oczy.
- A to James i Victoria. - powiedział Alhari i odsunął się, aby zrobić parze miejsce.
- Witajcie. - powiedziała Victoria i szeroko uśmiechnęła się do Jacka i Kate. - Miło mi was poznać. Mam nadzieję, że wam pomożemy.
- Siemka, jestem James. - wtrącił się chłopak. Podał parze rękę i wymienił spojrzenia z Alharim. - Nie miało tu być ludzi, same istoty magiczne. - warknął. Ton jego głosu trochę przestraszył Kate. Z powrotem schowała się za Jacka.
- James, ona już dziś stanie się czarownicą. - powiedział szorstko. - Przepraszam za niego, został wampirem niedawno, ciągle trochę trudno mu powstrzymać się przed... No wiecie, pragnieniem... - powiedział lekko zawstydzony, choć Jack nie wiedział dlaczego to on się wstydził.
- Może wejdziemy do środka? - zapytał Jack.
- Dobry pomysł. - szepnęła Kate i szybko pomaszerował do drzwi.
Otworzyła je i zawołała.
- Alice! Gdzie jesteś? Mamy nowych yyy... gości...
Z drzwi do salony wyszła Alice. Popatrzyła na uśmiechniętą Kate, a następnie na Jacka.
- Gdzie oni są? Ci goście? - zapytała zdziwiona.
Nagle do pokoju wpadła cała czwórka.
- Niespodzianka! - krzyknął Alhari.
Oczy Alice się zaświeciły, szepnęła:
- Alhari...
I rzuciła się mu na szyję.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz