O PÓŁNOCY

O PÓŁNOCY

czwartek, 14 listopada 2013

Rozdział trzydziesty.

   Zmiennokształtny nie miał litości. Kopał Alexa już od ponad godziny, czekając na wyjaśnienia ze strony wampira. Ale co on miał mu powiedzieć? Nie było już sensu tłumaczyć. Czekała go śmierć, albo walka. Z pomocą Jacka. Miał wielką nadzieję, że Brunowi jednak udało się do niego dotrzeć.
   - Gadaj! - krzyknął do Alexa i plunął mu w twarz. - Gadaj idioto!
   Wampir nie odpowiadał. Nie wiedział czy mógł jeszcze mówić. Bolało go dosłownie wszystko. Przyjmował ciosy z pokorą, nie krzycząc, nie rzucając się na wszystkie strony. Czekał tylko na kolejny ciosy i na moment, w którym się to skończy. Ten zmiennokształtny przychodził do niego co jakiś czas. Za każdym razem bił go i kopał. Gdy mu się nudziło - wychodził. Alex spojrzał z ukosa na jego prześladowcę.
   Nigdy wcześniej mu się nie przyglądał, więc zdziwiło go to, że był jeszcze dzieciakiem. Ciemne włosy opadały mu na oczy, a niektóre pasma poprzylepiały mu się do czoła. Oczy miał czarne i pewne... niepewności. Jego usta były zaciśnięte. Alex wywnioskował, że chłopak jest zmuszony do robienia mu krzywdy. On nie chce tego robić, pomyślał.
   - Powiesz coś czy mam cię w końcu zabić, kretynie?! - zapytał groźnie chłopak.
   Ciężko oddychał. Odwrócił się na moment od Alexa i zakaszlał. Wampir szybko usiadł pod ścianą i spojrzał na zmiennokształtnego.
   - Wiem, że... nie chcesz tego... robić. - powiedział ciężko Alex. Nie miał siły na mówienie i naprawdę nie wiedział skąd zebrał siły na zmienienie pozycji.
   Chłopak szybko się odwrócił. Chciał wyjąć swój miecz, ale się powstrzymał.
   - O czym ty mówisz? Chyba naprawdę chcesz, abym cię zabił! - powiedział dziwnym tonem, jakby zaniepokojonym.
   - Człowieku... - Alex zakaszlał. Wypluł trochę krwi i znów spojrzał na chłopaka. - Ja też kiedyś tu mieszkałem. I cały czas bym tu był, gdybym nie został wyznaczony do nauki Wybranego... - rzucił mu wymowne spojrzenie i kontynuował, obserwując go. - Widziałem i słyszałem rzeczy, o których normalny rycerz Eve nie miał pojęcia. Mówiła mi wszystko... Zwierzała mi się. I to wszystko, dlatego, że mnie... kocha. - parsknął śmiechem i znów zakaszlał.
   Chłopak spojrzał na niego z niedowierzaniem, jakby dowiedział się, że jego wierna i kochająca żona zdradza go od początku ich małżeństwa. 
   - Kłamiesz. - powiedział przez zaciśnięte zęby. - Gdyby cię kochała nie kazałaby cię zabić.
   - Nie kłamię. Kocha mnie, ale zabiłem jej ulubionego rycerza, Matta, i dlatego skazała mnie na śmierć...
   Z ust rycerza wyrwał się cichy jęk.
   - To ty zabiłeś Matta? - zapytał po chwili.
   - Niestety. Nie chciałem tego zrobić. To on mnie zaatakował, więc ja się broniłem. Nic więcej...
   - Nikt nam o tym nie mówił. Nie chcieli mówić. A ona strasznie cierpiała. - potrząsnął głową. - Po co ja z tobą w ogóle rozmawiam?
   Podszedł do niego i już chciał go kopnąć, ale Alex szepnął:
   - Bo chcę ci powiedzieć prawdę...
   - Jaką prawdę? - zapytał lekko zdenerwowany.
   Alex zauważył, że zaczęły mu się trząść ręce.
   - Każą ci mnie bić, bo chcą się dowiedzieć czy to naprawdę ja zabiłem Matta czy Jack, mam rację? - chłopak skinął głową. - Eve ciągle szuka sposobu, aby mogła mnie uniewinnić i zabić Wybranego. - zamilkł. Spojrzał na chłopaka. Wyglądał jakby miał zaraz umrzeć. - A jeśli chodzi o was, rycerzyki, to za kilka lat i tak każe was zabić. Zawsze tak robiła. Kiedy jej armia wydawała się już nie tak silna jak na początku wydawała rozkaz: zabić całą dotychczasową armię i stworzyć nową... Nigdy nie udało mi się jej przekonać, że robi źle. Skutkiem tego jest nienawiść. Wszyscy ludzie mieszkający w jej mieście i na zamku - nienawidzą jej. Zabiła ich rodziny. A oni nie mogą nawet uciec. Jeśli wyprowadzą się - ona ich znajdzie i zabije. Taka jest prawda. Eve to czyste zło, to morderca. - wypowiadając ostatnie słowo zamyślił się. Mówił o Eve, ale automatycznie podporządkował siebie do tego opisu. On także był mordercą. Doskonałym mordercą.
   Rycerz patrzył na niego szklanymi oczami i potrząsał głową.
   - To nie prawda. Eve nie jest zła. Jest dobra, pomaga nam i... Nie ty na pewno kłamiesz... - powiedział ocierając oczy.
   - Jeśli to kłamstwo, to dlaczego płaczesz? Tylko nie mów, że coś wpadło ci do oczu. Na pewno coś kiedyś widziałeś i to cię zaniepokoiło, pomyśl...- zamilkł. Przyglądał się chłopakowi i wiedział, że jeszcze chwila i będzie po jego stronie. - Ja na twoim miejscu, chciałbym jak najszybciej uwolnić się od tej... świruski... - prychnął.
   Chłopak na niego spojrzał.
   - Nie kłamiesz, prawda?
   - Prawda. 
   Chłopak usiadł na ziemi i oparł się plecami o ścianę. Schował twarz w dłoniach i co chwilę kręcił głową. Alex usłyszał jakieś krzyki dobiegające zza okienka nad jego głową. Wstał powoli i spojrzał przez nie. Promienie Słońca na chwilę go oślepiły. Gdy już wyraźnie widział zauważył, że dwóch mężczyzn rzuca się co chwilę na siebie na ziemi. Dookoła nich zaczął tworzyć się mały tłumek. Wampir obserwował sytuację za oknem i nagle dopadła go woń krwi. Ludzkiej krwi. Jego oczy zciemniały, aż w końcu stały się całkiem czarne. Potarł je szybko i odwrócił się. Przeszedł chwiejnie przez cele i usiadł w najbardziej oddalonym od okienka miejscu. Spojrzał na zmiennokształtnego. Ten ciągle siedział z głową spuszczoną w dół.
   - Jak masz na imię? - zapytał po krótkim namyśle.
   - Peter. - odszepnął.
   - Ja mam na imię Alex. - powiedział.
   Peter pokiwał wolno głową i spojrzał na wampira. Zmierzył go wzrokiem i z powrotem spuścił głowę. Minęło kilka długich chwil. Milczeli. Alex ciągle nasłuchiwał co dzieje się za okienkiem i powstrzymywał się przed wychwytywaniem zapachu krwi. Był tak bardzo głodny. Musiał przestać o tym myśleć, więc zapytał Petera wprost:
   - Więc, pomożesz mi?
   Chłopak znów na niego spojrzał. Znów płakał. Jego oczy były czerwone i podpuchnięte. Patrzył na niego wrogo, ale ze strachem.
   - Jeśli się zgodzę, ona zginie? - zapytał bardzo cicho, zdając sobie sprawę z krążących wszędzie istot magicznych.
   Alex spojrzał mu w oczy i przytaknął. Peter głęboko westchnął.
   - Nie wiem czy ci pomóc. - powiedział.
   - Dlaczego? - zapytał z ciekawością Alex.
   - Bo jeśli Eve zginie - umrze moja matka...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz