O PÓŁNOCY

O PÓŁNOCY

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział czwarty.

   Budzik zaczął głośno dzwonić wyrywając Jack'a i Claire z głębokiego snu. Chłopak rzucił się na niego i szybkim ruchem wyłączył go. Mała Claire przetarła niewyspane jeszcze oczy i spojrzała na brata. Jack przytulił ją mocno i powiedział miękko:
   - Dzień dobry kochana!
   - Cześć. - odpowiedziała zmęczonym tonem dziewczynka.
   - Leć się ubrać. Tylko szybko, bo się spóźnimy! - puścił do niej oko i szybkim, zwinnym ruchem podbiegł do drzwi i je otworzył. - Proszę bardzo księżniczko!
   Obaj wybuchnęli śmiechem, Claire dała bratu kuksańca i szybko uskoczyła przed jego odpowiedzią. Jack stał uśmiechnięty patrząc jak czterolatka wchodzi do swojego pokoju, ciągnąc za sobą misia. Zamknął drzwi pokoju i ruszył do okna, aby je otworzyć. Gdy próbował to zrobić okno od razu otworzyło się. Jack zdziwił się. Zawsze ciężko mu było je otworzyć, ponieważ jest już stare i trochę zepsute. Skąd mam dziś tyle siły? - zapytał sam siebie w myślach.
   Odetchnął świeżym powietrzem i zaczął się ubierać. Narzucił na siebie koszulkę z nadrukowanym zabawnym obrazkiem i jeansy. Szybko odwiedził jeszcze łazienkę i wrócił do pokoju po plecak.
   - A, prawie bym zapomniał. - powiedział sam do siebie.
   Podszedł do swojego stolika nocnego i wziął do ręki rzemyk z uwieszonym na nim małym wilczkiem. Zawiązał go szybko na nadgarstku i ruszył do kuchni.
   Jego dom nie był zbyt bogato udekorowany. Lecz był bardzo duży i przestronny. Jack uwielbiał spędzać w nim czas.
   W kuchni nie było nikogo, ale chłopak zauważył ślady potwierdzające niedawną obecność Charliego. Na pewno jest on już w pracy. Jack podszedł do lodówki wyjął mleko i wziął płatki, które stały na lodówce. Zauważył, że obok mleka stoi duże kartonowe pudełko. Ciekawe co to? - pomyślał, lecz nie sprawdził.
   Już prawie kończył jeść, gdy usłyszał kroki na schodach i stłumione szepty i śmiech. Wyjrzał przez drzwi kuchni na klatkę schodową lecz nikogo tam nie zobaczył. Wzdrygnął ramionami i dokończył śniadanie. Odłożył miskę to zmywarki i ruszył w stronę drzwi. Nagle w kuchni pojawiły się Caroline i Claire.
   - Sto lat! Sto lat! Niech żyje, żyje nam!
   Matka i siostra zaczęły śpiewać. Claire tańczyła, skakała, aby na końcu uwiesić się na szyi Jack'a. Matka chłopaka trzymała w ręce mały pakunek.
   - No nie! Tylko nie prezent! Mówiłem, że nie macie nic mi kupować! - zaśmiał się. - No a teraz pokażcie co tam macie!
   Cała trójka wybuchła śmiechem. Caroline złożyła synowi życzenia. Jack zauważył w jej oczach łzy.
   - Mamo, nie płacz znowu! Przeze mnie za dużo płaczesz. Wiesz co? Najlepszym prezentem od ciebie był by piękny uśmiech. Przez cały dzień. Zgoda? - zapytał.
   - Zgoda, Jack. - odpowiedziała. - Kocham cię - szepnęła mu jeszcze na ucho.
   - Mamo, mamo teraz moja kolej! - krzyknęła Claire.
   Jack zabrał siostrę na ręce i przytulił do siebie a ona powiedział do niego:
   - Braciszku a ja Ci życzę, abyś zawsze był zdrowy. I żebyś nigdy mnie nie zostawił. I mamy i taty też, dobrze? - uśmiechnęła się do niego.
   - No jasne, że was nie zostawię!
   Claire pocałowała brata w policzek i kazała mu postawić siebie na ziemię. Caroline też pocałowała Jack'a. Podeszła do lodówki i powiedziała:
   - Tu jest torcik dla ciebie. Nie jedz bez nas! - zaśmiała się. - Prezent możesz odpakować. Jak chcesz. My będziemy w domu około czternastej. Będziemy na ciebie czekać. A teraz już idziemy, bo dziś muszę być szybciej w pracy. Claire! Szybko ubieraj się!
   - Dobrze mamo! - odkrzyknęła dziewczynka.
   - Zrozumiałeś wszystko? - zapytała syna.
   - Tak mamo! - zaśmiał się.
   Wyszedł jeszcze za nimi na podjazd i patrzył jak mała Claire łapie kropelki deszczu na język. Pomachał mamie i siostrze i już chciał wejść z powrotem do domu po plecak, kiedy usłyszał swoje imię.
   - Jack! Jack! Jack!
   To Claire go wołała.
   - Tak, Claire?
   - Schyl się do mnie, powiem Ci coś na ucho! - zachichotała.
   - No dobrze. Co chcesz mi powiedzieć ślicznotko?
   Claire uśmiechnęła się do brata, przytuliła mocno i szepnęła, z wielką powagą jakiej jeszcze nie usłyszał z ust czterolatki, do niego:
   - Uważaj na rudą Eve. Ona jest groźna i chce mi ciebie odebrać!
   Popatrzyła mu głęboko w oczy i uciekła. Wsiadła szybko do samochodu i odjechali. Po chwili otępienia Jack zaczął gonić auto lecz było już za późno.  
   - Nie, poczekajcie! - krzyknął jeszcze w nadziei, że Caroline usłyszy. - Claire, kto to Eve? - powiedział już do siebie.
   Idąc wolno do domu, jego telefon wydał dźwięk SMS-a. Wyjął komórkę z kieszeni i od niechcenia spojrzał na zawartość wiadomości.  Wysłał ją jego kumpel Michael.  

   "Stary, nie uwierzysz! Do szkoły przyszła nowa laska! Ruda i bardzo ładna! Podobno ma na imię Eve. Przyjdź szybko!!"

   Jack nie mógł uwierzyć własnym oczom. Skąd Claire wiedziała o ich nowej koleżance? I skąd ona wie, że rudowłosa jest groźna? Stał tak na podjeździe swojego domu. Przemoknięty i zszokowany nie wiedział co ma teraz zrobić. W jednej chwil podjął decyzje. Pójdzie do szkoły. Będzie starał się dużo dowiedzieć o Eve, ale i nie spotkać z nią. Claire zawsze wiedziała, mimo młodego wieku, co robić w trudnych sytuacjach. Zrobi więc tak jak ona mu kazała.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz