O PÓŁNOCY

O PÓŁNOCY

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział piąty.

   Jack ruszył z powrotem do domu po plecak i zamknął kluczem drzwi. Jeszcze lekko zszokowany postanowił, że musi się pospieszyć, bo spóźni się na pierwszą lekcję. Szybkim krokiem szedł w stronę szkoły. Po jego plecach przeszedł zimny dreszcz, gdy lodowata kropelka deszczu wpadła mu za bluzę. Zarzucił kaptur na głowę i ruszył dalej. Idąc już pięć minut, uświadomił sobie, że i tak się spóźni, zwolnił trochę. Wyjął z kieszeni swoją MP3 i zaczął słuchać muzyki. Głośne, rockowe brzmienie pomogło mu się uspokoić i poukładać wszystko w myślach.
   Parę lat temu został ugryziony przez wilka w lesie. Co noc od tego zdarzenia budził go straszliwy ból promieniujący od miejsca ugryzienia. Jego mała siostra ostrzega go przed nikomu jeszcze nie znaną rudowłosą Eve, a później dowiaduje się, że taka właśnie dziewczyna zaczęła chodzić do ich szkoły. Coś tu jest nie tak.
   Zamyślony nie usłyszał, że samochód jadący obok zwolnił i ktoś pukał do niego przez szybę. Szybko zamrugał i przyjrzał się pojazdowi. Po chwili namysłu z niepewnością otworzył drzwi i zerknął na kierowcę.
   W samochodzie siedziała uśmiechnięta, blond włosa kobieta. Oczy miała intensywnie niebieskie i pełne optymizmu. Zabłysły na widok chłopaka.
   - Jack! Czemu idziesz do szkoły w deszczu! Wsiadaj, szybko! - powiedziała szybko.
   - Cześć ciociu. - odpowiedział.
   Za kierownicą siedziała ciocia Jack'a - Alice. Chłopak szybko wskoczył do auta i zatrzasnął za sobą drzwi.
   - No i jak? Co u ciebie słychać? - zapytała.
   - No wiesz ciociu. Raz lepiej, raz gorzej.
   - Rutyna, Jack. Wpadłeś w rutynę?
   - Chyba tak. - odpowiedział przypominając sobie conocne bóle i krzyki. - A co u ciebie, ciociu?
   - Po staremu. Cornelia złożyła papiery do nowej szkoły i chyba uda jej się tam dostać!
   - Oh, to dobrze. Pogratuluj jej i pozdrów. Chyba muszę was odwiedzić. Dawno jej nie widziałem.
   Cornelia, córka Alice i kuzynka Jack'a była bardzo miłą, młodszą od niego o dwa lata, nastolatką. W dzieciństwie bardzo sobie dokuczali, lecz już z tego wyrośli i lubią spędzać ze sobą czas. Cornelia była bardzo ambitna i planowała studiować na prestiżowych uczelniach w różnych częściach świata. Jej rodzice byli z niej dumni, choć czasem jej upór prowadził do niczego, co bardzo denerwowało dziewczynę.
   W samochodzie zapadła cisza. Jack włożył do jednego ucha słuchawkę i skupił się na słowach piosenki. Nagle pojazd zatrzymał się. Jack zorientował się gdzie są. Stali już pod jego szkołą. Chłopak wyłączył muzykę i już chciał wychodzić, kiedy Alice złapała go za rękę i powiedziała:
   - Poczekaj.
   Chłopak spojrzał na poważną twarz ciotki i znieruchomiał.
   - Widzę, że masz zły humor.- powiedziała. - Nie wiem dlaczego, to nie moja sprawa... Ale to smutne widzieć Cię tak przygnębionego. Masz tu ode mnie ... - sięgnęła ręką po mały pakunek leżący na tylnym siedzeniu. - ...mały prezencik. Mam nadzieję, że Ci się spodoba!
   - Nie musiałaś ciociu! - uśmiechnął się i przytulił ciocię. - Dziękuję. To ja już pójdę.
   - Jack?
   - Tak?
   - Masz jeszcze chwilę?
   - Oh, tak mam i tak spóźniłem się na pierwszą lekcję więc mogę jeszcze chwilę zostać. A... czy coś się stało?
   - Nie, jeszcze nie. Ale Jack, ty wiesz jak bardzo mi na Tobie zależy. Gdybym Cię straciła moje życie w połowie wypełniłaby pustka. Jesteś dla mnie zbyt ważny. Więc pamiętaj, cokolwiek się stanie dzisiaj, jutro czy za parę lat nie pozwól na to, żeby coś Ci się stało, żebyś nas zostawił. Nie chodzi tylko o mnie, ale też o Twoją siostrę i matkę. Charliemu też na Tobie zależy, więc uważaj. Mam nadzieję, że niedługo zrozumiesz dlaczego Ci to powiedziałam.
   Z oczu Alice biła powaga zmieszana z odrobiną żalu i goryczy.Jack wiedział, że lada moment z jej oczu popłyną łzy. Złapał ciotką za rękę, spojrzał jej głęboko w oczy i zapytał:
   - Obiecuję ciociu, ale dlaczego mi to mówisz? Co się może takiego stać?
   Alice nic nie odpowiedziała. Skierowała wzrok w kierunku wielkich drzwi szkoły. Wpatrywała się w to miejsce bardzo intensywnie. Nagle jej źrenice powiększyły się i spuściła szybko wzrok.
   - Muszę już jechać Jack. Pogadamy kiedy indziej. Pamiętaj co ci powiedziałam! - powiedziała.
   Odpaliła silnik samochodu, czym dała chłopakowi do zrozumienia, że to koniec ich rozmowy. Chłopak złapał szybko plecak, powiedział coś na pożegnanie i zatrzasnął drzwi. Patrzył jak jego ciocia wyjeżdża z parkingu. Kolejna osoba zostawiła mnie bez wyjaśnień. - pomyślał. Spojrzał na pakunek, który trzymał w ręce. Rozdarł papier ozdobny i jego oczom ukazało się małe pudełeczko. Otworzył je. W środku znajdowała się mała zawieszka na której wyryte było jedno słowo: "WILK". Popatrzył na to dziwnie. Wzdrygnął ramionami i przywiesił ją do swojego rzemyka dołączając zawieszkę do małego wilczka.
   Jack odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku drzwi. Kiedy przestał przyglądać się przywieszce uniósł wzrok. W drzwiach zobaczył postać zwrócona ku niemu.
   Kobieta była bardzo szczupła, ubrana bardzo modnie i widać było, że drogo. Jej włosy, długie loki, były koloru rudego. Cera ciemna i oczy duże i brązowe, lśniące jak małe żaróweczki. Kobieta odwróciła wzrok i spojrzała na Jack'a. Uśmiechnęła się i powiedziała:
   - Witaj znowu Jack! - jej głos był bardzo melodyjny i to on sprawił, że chłopak przypomniał sobie wszystko.
   Jack poczuł się jak sześć lat temu. Przed oczami stawały mu kolejne obrazy: spadająca w dół piłka; Chelsea - czarownica, która wyjawiła mu swój sekret, pokazała różę wyrastającą z jej ręki i opowiedziała mu do czego został wybrany; trzy postacie w czarnych pelerynach w tym rudowłosa stojąca teraz zaledwie parę metrów dalej; rozmowa o jego cioci; odejście Eve i jej pojawienie się jako wielki, rudy wilk; popchnięcie Jack'a wprost na wilczycę przez czarownicę i niewyobrażalny ból; płacz jego matki.
   Chłopak znieruchomiał. Kobieta patrzyła na niego, cały czas się uśmiechając. Nagle zadzwonił dzwonek szkolny. Drzwi otworzyły się i z korytarza zaczęli wybiegać uczniowie pędzący na lekcje do drugiego budynku. Jack poruszył się w ich stronę. Zatrzymał się jednak, gdy stracił Eve z oczu.
   - Jack! Oszalałeś? Leje jak nie wiem, a ty stoisz sobie na środku i nic? Chodź, bo znowu się spóźnisz!
   To Michael. Jack szybko do niego dołączył. Weszli razem do budynku.
   - Powiedz, czemu Cię nie było? - zapytał Michael.
   - Yyy... zaspałem... Czasami się zdarza.
   - Widziałeś już rudą? Najlepsze jest to, że przydzielili ją do naszej klasy!
   - Co?!
   - No po prostu... Co, nie cieszysz się?
   - Nie za bardzo.
   Chłopak ruszył w kierunku toalety. Nie odwracając się już do kumpla przyspieszył, gdy tylko zauważył szybko poruszającą się rudą czuprynkę włosów. Wszedł do łazienki i zamknął za sobą drzwi. Oparł się na blacie umywalki i odetchnął głęboko.
   W głowie wirowało mu zdanie wypowiedziane sześć lat temu na polanie w lesie prze Chelsee:

                                "...zostaniesz wilkołakiem - na pół człowiekiem i wilkiem."

   I właśnie wtedy do łazienki weszła rudowłosa, patrząc na Jack'a z satysfakcją.
   - Czego Ty ode mnie chcesz?!
   Eve nie odpowiedziała. Patrzyła tylko na niego i uśmiechała się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz