Stojąc nieruchomo Jack z przejęciem przypatrywał się pięknej, młodej twarzy Chelsei. Tajemnicza kobieta, wcześniej okryta czarnym płaszczem z ogromnym czerwonym kapturem, a teraz tylko w białej, prostej sukience, także przyglądała się Jack'owi.
- Jack, odezwiesz się do mnie w końcu, czy nie? Ile mam czekać? - zaśmiała się.
- Ja po prostu... Przpraszam. - odpowiedział.
- Chłopcze nic się nie stało! Hmm... Może ja zacznę. Już wiesz, że mam na imię Chelsea. Teraz pewnie zastanawiasz się dlaczego Cię tu zaciągnęłam.
- Co? Znalazłem się tu nie przez przypadek, tylko dlatego, że mnie tu ściągnęłaś?
- Tak. Na czym to ja skończyłam? A no tak. Jesteś tu, ponieważ zostałeś wybrany.
- Wybrany? Do czego?!
- Tego dowiesz się w swoim czasie. Dziś powiem Ci tylko parę istotnych faktów. Chcę żebyś teraz się odprężył, bo trudno mi rozmawiać z tak zdenerwowaną osobą... To naprawdę trudne.
- Wcale nie jestem zdenerwowany. No może troszkę...
Chelsea uśmiechnęła się lekko, a następnie poczęła się rozglądać po polanie. Z nieskrywanym zdenerwowaniem nabrała do ust dużą ilość powietrza, po czym bardzo powoli je wypuściła.
Nagle ruszyła w kierunku Jack'a. Chłopaka cofnął się o krok i wytrzeszczył oczy. Kobieta kolejny raz pozwoliła sobie na skromny uśmiech i szybkim ruchem minęła młodzieńca i usiadła na małej skale tuż za jego plecami. Jack odwrócił się do niej cały czas mocno przyciskając piłkę do piersi.
- A więc Jack, myślę, że jeśli moi przyjaciele wybrali Cię do tak trudnego zadania, wzięli pod uwagę twoją bystrość umysłu, i dlatego powinieneś już wiedzieć, że nie jestem zbyt normalna. - kolejny uśmiech.
- Nie normalna w jakim sensie? - zapytał chłopak.
- Zauważyłeś moje płynne i bardzo szybkie ruchy? - Jack skinął głową - No właśnie o to mi chodziło. Jack teraz posłuchaj mnie bardzo uważnie! Nie jestem człowiekiem, ponieważ 250 lat temu zostałam wybrana, tak jak ty dziś, i przemieniona w czarownicę. Od tamtego czasu posiadam nieograniczone moce związane z naturą. Mogę spowodować bardzo dziwne rzeczy.
Jakby na dowód jej słów z jej lekko podniesionej ręki zaczęła wyrastać mała róża. Jack jak zaczarowany wpatrywał się jak kolejne płatki róży odchylają się tworząc piękny kwiat.
- Dotknij. Ona jest prawdziwa.
Chłopiec popatrzył Chelsei w oczy. Ona pokiwała głową. Jack po raz pierwszy od pobytu na polanie lekko się uśmiechnął.
- Jest piękna - powiedział, po czym dotknął delikatnych płatków i łodyżki. - Naprawdę jesteś czarownicą.
- Posłuchaj, spójrz mi w oczy. - Chłopiec szybko, choć niechętnie przeniósł wzrok z róży na kobietę. - To co Ci teraz pokazałam i co Ci powiem za chwilkę wymaże się z twojej pamięci i przypomnisz sobie to dopiero w dniu twoich osiemnastych urodzin. Mamie i policji powiesz tylko, że pamiętasz ugryzienie małego wilka. Nic więcej, dobrze?
Przerażenie Jack'a zaczęło wzrastać z każdym kolejnym słowem począwszy od słowa 'policji'. Co ona chce ze mną zrobić? - myślał Jack. Nie mając jednak już żadnego wyjścia skinął posłuszne głową.
- Co ma do tego policja, proszę pani? - zapytał pospiesznie.
- Dowiesz się później! Teraz nie mamy czasu, muszę Ci wszystko opowiedzieć. A więc już nie długo pojawią się tu moi przyjaciele, o których już wspominałam. To oni wyjaśnią Ci dlaczego zostaniesz wilkołakiem - na pół człowiekiem i wilkiem. Pamiętaj, że po przemianie będziesz miał jeszcze sześć lat beztroskiego życia. Później wrócimy.
Ostatnie dwa słowa zabrzmiały bardzo złowieszczo. Jack nawet nie zauważył kiedy usiadł na trawie obok pięknej Chelsi.
- Jack, to już czas! Wstań. - szepnęła, po czym sama z wielką gracją wstała.
Otrzepała swoją idealnie białą sukienkę i skierowała swój wzrok w stronę ściany drzew na przeciwko nich.
- To oni, już tu są.
- Ja niczego nie widzę, pani Chelseo! Dlaczego ja ich nie widzę?!
- Uspokój się, przecież jeszcze nie jesteś istotą magiczną.
Słowo 'jeszcze' cały czas odbijało się echem w jego głowie. Chłopak chciał zadać kobiecie milion pytań, lecz jakaś dziwna siła nie pozwoliła mu nawet otworzyć ust. Zauważył kolejny uśmiech na twarzy Chelsei. Co ona ze mną robi? - myślał intensywnie.
Nagle spośród drzew zaczęły wyłaniać się postacie. Byli to dwaj mężczyźni i kobieta. Cała trójka była tak samo ubrana jak Chelsea na samym początku ich rozmowy. W długie czarne płaszcze z czerwonymi kapturami.
Ich twarze nie wyrażały żadnych emocji. Po prostu szli nie zważając na otaczający ich świat. Poruszali się tak jak Chelsea bardzo szybko i płynnie. W odstępie kilku metrów od Jack'a i Chelsei zatrzymali się i zrzucili swoje kaptury. Kobieta stałą po środku, a dwaj mężczyźni po jej bokach.
- Witajcie! - zawołała Chelsea wyraźnie uradowana tym spotkaniem. - Witaj Eve, Mattcie, Alecu!
Rudowłosa kobieta, Eve, skinęła tylko głową i popatrzyła na chłopaka stojącego za czarownicą.
- Jack, jak mniemam? Witaj!
W jednej chwili rudowłosa stała tuż przy nim. Po chwili zastanowienia położyła swoją prawą rękę na jego ramieniu.
- Chłopcy! - krzyknęła do zajętych powitaniem z Chelseą Matta i Aleca. Ich oczy od razu odnalazły postać Eve z zaciekawieniem.
- Tak, Eve?
- On naprawdę jest idealny. Pełen żalu po stracie ojca oraz radości z nowo nawiązanej więzi z ciocią. A przy okazji, to właśnie jego ciocią jest Alice.
- Alice? Dawno już nas nie odwiedzała. Teraz przynajmniej będziemy mieli powód do odwiedzin, prawda Matt? - powiedziała bardziej umięśniony z dwójki przybyłych.
- Oczywiście - zaśmiał się Matt.
Eve odwróciła się do Matta, Aleca i Chelsei.
- Dziękuję wam za pomoc w odnalezieniu ideału! Mam nadzieję, Chelseo, że powiedziałaś Jack'owi wszystkie ważne szczegóły?
- Oczywiście Eve. Jak kazałaś.
- Dziękuję.
Kobieta odwróciła się znów do Jack'a i powiedziała:
- Teraz podejdziesz do Chelsei i poczekasz na mnie. Ja Cię przemienię i spotkamy się za sześć lat, jak wcześniej powiedziała Ci Chelsea, prawda? - spojrzała kątem oka na dziewczynę za nią.
- Tak proszę pani - odpowiedział Jack. - Mogę tylko o coś zapytać?
Z małym zdziwieniem Eve skinęła głową.
- Dlaczego dopiero za sześć lat?
- Ponieważ tak ustaliła Najwyższa Rada.
Rudowłosa wymieniła spojrzenia z resztą i ruszyła ku ścianie lasu. Po chwili Chelsea szybko i dość mocna złapała Jack'a za ramiona i przyciągnęła do siebie. Szepnęła mu do ucha:
- Tylko nie krzycz! Będę musiała wtedy zamknąć twoje usta i będzie bardzo bolało. Krzyk i tak nic nie da.
Po chwile z lasu wyszedł nadnaturalnie duży wilk. Kolor jego sierść miał taki sam odcień jaki miały włosy Eve. Czyżby to ona, zmieniła się w wilka? - pomyślał.
- Chelseo, czy to ...?
- Tak!
To co nastąpiło później działo się bardzo szybko. Jack został popchnięty przez Chelsee do przodu, prosto na Eve. Wilczyca skoczyła szybko na Jack'a. Później chłopak czuł tylko palący ból w okolicy szyi. Ból promieniował do wszystkich kończy i był nie do zniesienia. "Nie krzycz!", "Krzyk nic nie da!". Przypomniały mu się te słowa Chelsei.
Piłka, nie puszczaj piłki - pomyślał jeszcze Jack.
W głowie Jack'a wymazały się już prawie wszystkie wydarzenia z polany pozostał tylko ból i słowa czarownicy: "Będziemy teraz przyjaciółmi, krótko, ale będziemy."
Potem Jack nie czuł już nic. Nie pamiętał niczego co tam się działo. Usłyszał głośne krzyki, syreny policyjne i coś jeszcze. Cichy, stłumiony szloch. Szloch jego matki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz