O PÓŁNOCY

O PÓŁNOCY

niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział dziesiąty.

   Zaskoczona Kate zamknęła oczy i coraz bardziej zaciskała ręce na szyi Jack'a. Po chwili zdecydowała się na otwarcie oczu. Wszystko wokół niej wirowało. Obraz był rozmyty. Poruszali się nienaturalnie szybko. Dziewczynę ciągle dręczyło uczucie, że zaraz w coś uderzą.
   Po chwili otępienia w jej umyśle pojawiły się pytania typu: jak to się dzieje? To niemożliwe, a on to potrafi? Czy to magia?
    Nagle jej rozmyślania przerwało ostre szarpnięcie. Chłopak zatrzymał się i przełożył Kate z jego pleców na przewrócony pień drzewa. Dziewczyna przestraszona zaczęła rozglądać się dookoła siebie. Zdawało się, że serce wyskoczy jej zaraz z klatki piersiowej. Jack stał oparty o jakieś wysokie drzewo na przeciwko niej i uśmiechał się radośnie.
   - Podobało się? - zapytał z nieskrywanym entuzjazmem. 
   - Jack! Co to miało być?! - krzyknęła Kate, wstała i zaczęła chodzić w kółko, energicznie zaciskając ręce w pięści.
   - Spokojnie Kate. - szepnął chłopak i podszedł do niej.
   Jack załapał Kate za ręce, chcąc ją zatrzymać w miejscu.
   - Zostaw mnie! Nie wiem Jack jak to zrobiłeś ale to było dziwne i ja chyba już nie chcę nic wiedzieć! Chyba się trochę boję. - zaczęła ostatkiem sił uderzać Jack'a w jego klatkę piersiową. Nic to nie dało. Chłopak cały czas stał nieruchomo i trzymał jej ręce. W końcu Kate się poddała.
   - Już? Uspokoiłaś się? - zapytał niepewnie.
   - Tak. Chyba. Nie wiem. - Jack puścił jej ręce.
   Cały czas uważając na Kate oddalił się od niej na krok, chcąc zacząć tłumaczyć wszystko od początku. Jednak Kate mu na to nie pozwoliła. Podniosła głowę i popatrzyła mu w oczy. W jej pojawiły się łzy. Szybkim ruchem rzucili się sobie w ramiona. Kate cicho płakała, a Jack gładził jej włosy i całował w czoło.
   - Cicho Kate, cichutko. Cii! - szeptał.
   - Widzisz co się z nami stało? - zapytała Kate przez łzy.
   - Spokojnie, o czym ty mówisz?
   - Kiedyś byliśmy fajną i zgrana paczką przyjaciół teraz każdy ma przed resztą jakieś tajemnice...
   Jack wziął głęboki wdech i myślał nad tym co powiedziała Kate.
   - Masz rację. - potwierdził.
   Stali tak wtuleni w siebie przez chwilę. W pewnym momencie Kate wyślizgnęła się z jego objęć i powiedziała:
   - Porozmawiajmy.
   Jack skinął jej głową i szukając wzrokiem jej ręki, złapał ją czym prędzej i usiedli na pniu. Kate nie patrzyła na Jack'a. Za to on przypatrywał się jak zmienia się wyraz jej twarzy. Patrzyła w jedno miejsce i pewnie układała sobie wszystko w myślach. Jack pomyślał, że zacznie mówić kiedy ona da mu jakiś znak. Da jej trochę czasu.
   Po paru minutach dziewczyna głęboko odetchnęła i spojrzała na Jack'a. Uśmiechnęła się szeroko i otarła ostatnią, spływającą po jej policzku łzę.
   - Zacznę od początku. - powiedział.
   - Jasne, tak będzie najlepiej. Postaram się zrozumieć.
   - Parę lat po śmierci mojego taty, pamiętasz, miałem wypadek na małej polanie w lesie. To było w moje urodziny.
   - Tak, pamiętam. - wtrąciła szybko Kate.
   - Wtedy zostałem wybrany. Eve, ta rudowłosa, ugryzła mnie. Tylko, że jako wilk. Jest ona wilkołakiem.
   Kate wytrzeszczyła oczy. Jack zaśmiał się ironicznie.
   - Tak wiem. Początek jak z jakiejś bajki, ale to nie bajka. Następnie wymazano mi pamięć. Obudziłem się w szpitalu. Co noc, o północy, budził mnie przerażający ból, promieniujący od miejsca ugryzienia. - chłopak zdjął kaptur bluzy i pokazał Kate blizny na szyi.
   - Wyglądają jak świeże! - zauważyła dziewczyna.
   - Bo są, ale do tego dojdziemy zaraz. Dziś w moje osiemnaste urodziny, tak jak 'umówili się' ze mną wtedy na polanie, mieli przyjść i dokończyć moją przemianę. Wypełnili to. Od rana działy się dziwne rzeczy. Byłem trochę szybszy, silniejszy i słyszałem lepiej. Claire, jakby przewidziała, że to dziś Eve wróci, powiedziała mi, że mam na nią uważać. Później rozmowa z ciocią Alice o tym, że jeśli coś się wydarzy nie mogę sobie pozwolić na opuszczenie mojej rodziny. Tak na marginesie myślę, że ciocia ma z tym coś wspólnego. Eve i jej strażnicy znają ją. Rozmawiali o niej sześć lat temu. - Jack zatrzymał się na chwilę i pokręcił głową.
   - Czyli, że dopiero dziś zaczęło dziać się coś dziwnego? - zapytała Kate, korzystając z chwili ciszy.
   - Tak. To było takie nowe i dziwne.
   - Co było dalej?
   - Wyszedłem z samochodu ciotki, a w drzwiach do szkoły stała ona. Eve. Przypomniało mi się wszystko. Całe zajście na polanie. Wszyscy, którzy tam byli. Wszystkie odczucia. Chciałem od niej uciec. Nie chciałem znów doświadczyć tego potwornego bólu gryzienia. Zamknąłem się w toalecie, ale ona mnie odnalazła i powiedziała, że mam z nią iść. To nie była prośba. To był rozkaz. - zaśmiał się cicho, Kate obejrzała się dookoła i znów spojrzała na Jack'a.
   - Musiałeś jej słuchać.
   - Tak. Wiedziałem, że jest potężna i muszę. Wyszliśmy razem z łazienki, co wyglądało dziwnie. Słyszałem wszystkie głupie teksty wypowiedziane przez tłum. Potem Eve złapała mnie za rękę i to podsyciło zgryźliwe uwagi. Ale jej nie puściłem. To było dziwne. Wychodząc, zobaczyłem ciebie i Michael'a. Zrobiło mi się strasznie wstyd. Nie wiedziałem co sobie pomyśleliście...
   - Jack... - przerwała mu Kate. - Martwiłam się o Ciebie! Nie wchodziło w grę twierdzenie, że stałeś się jakimś łamaczem serc czy podrywaczem. Od razu wiedziałam, że coś jest nie tak. Chciałam za wami pobiec, lecz Michael mnie zatrzymał. Powiedział, że to nie ma sensu.
   - Tak czy inaczej, wyszliśmy ze szkoły i ona nagle zaczęła biec. Nie tak normalnie, ale nadnaturalnie szybko. Najdziwniejsze było to, że ja biegłem obok niej w tym samym tempie. Już wtedy zaczynała się moja końcowa faza przemiany. Szybko znaleźliśmy się na tej samej polanie co sześć lat wcześniej. Eve wszystko mi wytłumaczyła. Następnie, zmieniona w wilka, ponownie mnie ugryzła i...
   - I...? I co? Jack, co było dalej?! - zapytała zniecierpliwiona.
   - I ja też stałem się wilkiem. - odpowiedział uśmiechając się do Kate.
   Dziewczynę zamurowało.
   - Spodziewałam się tego, ale gdy to powiedziałeś... To jest dziwne. Takie... inne - powiedziała po chwili.
   - Tak wiem. Później powiedziała mi, że mogę teraz robić co chce i bla bla bla... Pobiegłem na cmentarz skąd odebrała mnie ciocia. Pokłóciłem się z mamą, ponieważ nie chciałem jej jeszcze tego mówić a ona oczekiwała wyjaśnień. Claire nie chciała ze mną porozmawiać. Wtedy zadzwoniłaś Ty.
   - Czyli... jestem pierwszą osobą, której to opowiedziałeś tak? - zapytała zaskoczona.
   - Tak, Kate. Jesteś pierwsza. Mam nadzieję, że uwierzyłaś w to i zachowasz to dla siebie?
   - Oczywiście, ale...
   - Ale?
   - Czy mógłbyś przemienić się w wilka? Chciałabym to zobaczyć!- na jej twarzy wykwitł błagalny uśmiech. Jack nie mógł się oprzeć i zgodził się.
   Jack oddalił się od Kate na kilkanaście metrów i skupił się bardzo głęboko. Po plecach przebiegł mu gorący dreszcz i chłopak w mgnieniu oka stał już na czterech łapach. Potrząsnął lekko łbem i spojrzał na Kate. Siedziała z szeroko otworzonymi oczami i wpatrywała się w niego. Wstała i szła w jego kierunku.
   - Jesteś bardzo ładny, Jack! Taki duży i... Po prostu piękny. - powiedziała zachwycona i przytuliła się do niego. - Szkoda, że nie możesz mówić. - zaczęła go gładzić bo głowie i karku. Uśmiechnięta patrzyła na niego, a on pełen dumy powoli ruszył w stronę małego gąszczu. Po chwili wybiegł już pod postacią człowieka.
   - To było... -
   - Tak wiem Kate, fajne. To było fajne. - dokończył za Kate Jack.
   Kate przytuliła się do Jack'a. On odwzajemnił uścisk, myśląc o tym co teraz będzie. Usiedli razem na z powrotem na pniu i chłopak zapytał:
   - Co o tym myślisz?
   - Myślę, że to jest fajne. No wiesz magia i to bycie wilkiem. Pamiętaj, że zawsze będziesz mógł na mnie liczyć. Nigdy Cię nie zdradzę, anie nie opuszczę. Tak robią przyjaciele. - mówiąc to złapała go za rękę i ścisnęła mocno.
   Jack słysząc ostatnie słowo spuścił wzrok na dół. Przecież nie mógł liczyć na nic więcej.W końcu byli tylko przyjaciółmi. Popatrzył znów na Kate. Wyjmowała z kieszeni swój telefon.
   - Ojej, to już ta godzina... Muszę już iść. Odprowadzisz mnie do domu? - powiedziała zdziwiona.
   - No jasne! Wskakuj.
   Droga upłynęła im w ciszy. Nagle Jack zatrzymał się tuż przed domem Kate. Zobaczywszy otwarte okno w jej pokoju, podskoczył wysoko i wskoczył do niego energicznie.
   - Proszę bardzo. Podwózka aż pod łóżko! - uśmiechnął się.
   - Jesteś niesamowity!
   - Muszę już lecieć, więc...
    Chciał ją przytulić, ale ona to zrobiła i szepnęła mu do ucha:
   - Nie odchodź jeszcze.
   - Nigdy. - odpowiedział.
   Nagle poczuł jej usta stykające się z jego ustami. Kate przylgnęła do niego całym ciałem, oplatając go rękami. Jack, zaskoczony, dopiero po chwili odwzajemnił uścisk. Nie mogli sie od siebie oderwać, choć wiedzieli, że to co robią nie zrobi dobrze ich przyjaźni. Uczucie, które ich łączyło dopiero teraz ujawniło się. Wszystko co do siebie czuli przez te wszystkie lata teraz okazywali sobie jako pocałunki.
   Kate zatrzasnęła okno, wyplątała się z uścisku Jack'a i zaczęła biec w kierunku drzwi. Lecz chłopak nie chcąc tak długo czekać, przeskoczył pokój i szybko zamknął drzwi na klucz. Odwrócił się i złapał zaskoczoną Kate w ręce.
   Całowali się długo i namiętnie. Nie wiedzieli nawet kiedy zasnęli na jej łóżku przytuleni do siebie.
   Tym czasem szczupła kobieta w pięknych, rudych włosach i długiej czarnej pelerynie stała na drzewie w pobliżu domu Kate i obserwowała parę z zazdrością. Widząc ich szczęście odbiła się od gałęzi, upadła lekko i z gracją na ziemi i zaczęła biec. Jak najdalej. Musiała wyładować swój gniew na kimś lub na czymś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz