O PÓŁNOCY

O PÓŁNOCY

sobota, 6 lipca 2013

Rozdział szósty.

   Jack stojąc w szkolnej toalecie wpatrywał się w migoczące oczy Eve. Były jego urodziny. Za zwyczaj podobał mu się ten dzień. Ale ten był inny niż reszta. Tego dnia przypomniał sobie co tak naprawdę stało się sześć lat temu.
   Właśnie zaczynał uświadamiać sobie, że znajduje się w sytuacji bardzo niebezpiecznej, kiedy rudowłosa powiedziała:
   - Jestem kobietą z manierami, więc na początek chcę życzyć Ci wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! - chłopak patrzył na nią zniechęcony i zdezorientowany. - Jako, że za zwyczaj jestem miła przygotowałam dla ciebie prezent! Czeka już sześć lat, ale nic na to nie poradzę...
   Jack cały czas wpatrywał się w Eve. Kobieta zbliżyła się do niego o krok, wciąż się uśmiechając.
   - Nie chcę żadnych prezentów! Nie chcę Cię znać! Na nic się nie zgodziłem wtedy na polanie, więc nie masz prawa robić ze mną czego chcesz! - powiedział Jack.
   Podwyższony ton jego głosu zdziwił Eve. Widocznie nie często ktoś na nią krzyczy, lub chociaż próbuje to zrobić. Jej brew poszybowała w górę. Uśmiech zszedł z jej ust i zastąpił go grymas złości. Głębokiej złości.
   - Jak śmiesz mówić do mnie w ten sposób?! Jesteś wybrany! I nikogo nie obchodzi i nie będzie obchodziło Twoje zdanie! Rozumiesz? Czy mam to wytłumaczyć inaczej?! - mówiąc to z jej oczu bił żywy ogień a dłonie zacisnęły się w pięści. Kobieta znów zbliżyła się do Jack'a.
   Chłopak patrzył na nią czując dreszcze. Nawet nie zauważył kiedy ktoś zaczął mocować się z zamkniętymi przez rudowłosą drzwiami. Po minucie szarpania klamki dało się usłyszeć lekkie kopnięcie w drzwi i szybko wypowiedziana wiązanka przekleństw. To chyba poprawiło humor rudej wilczycy, ponieważ kolejny raz uśmiechnęła się od ucha do ucha po czym wyszeptała:
   - Chodź. Już za chwilę dowiesz się wszystkiego, ale musisz ze mną iść.
   - Dokąd? - zapytał.
   - Dowiesz się niedługo. Teraz chodź. Nie zatrzymuj się jeśli ktoś będzie Cię wołał, dobrze?
   - A jeśli będzie to nauczyciel?
   - Wtedy zacznij biec.
   Jack przypatrywał się jak kobieta zwinnie odblokowuje drzwi toalety i wychodzi z uniesioną wysoko głową. Pewnie dziwnie to wygląda - dziewczyna wychodząca z męskiej toalety w towarzystwie ucznia. - pomyślał. Tak - odpowiedział sobie - wygląda to bardzo dziwnie. Wszystkie głowy zwrócone były w ich stronę. Słyszał szepty i śmiech jego znajomych. Były to szepty podziwu ze strony kolegów i teksty pełne pogardy wypowiedziane przez dziewczyny.
   "Chłopaki patrzcie, Jack już wyrwał rudą. Ten to jest szczęściarz!", "Co za idiota!", "Jak on to robi?", "Zamknęli się w łazience? Pewnie było miło. He he he!!"
   Słyszał szepty tak ciche, że gdyby był normalny i nie miał zostać wilkołakiem nie usłyszał by tego nawet z odległości dwóch metrów. Teraz słyszał nawet o czym rozmawia dyrektor z sekretarką w drugim budynku szkolnym.
   Słysząc te głupie teksty i opinie aż się w nim zagotowało. Idąca przed nim Eve spojrzała na niego kątem oka, zwolniła i szepnęła mu do ucha:
   - Spokojnie Jack. Teraz nie zaczynaj. Dokopiesz im po przemianie. A teraz się spieszmy.
   Mówiąc to złapała rękę Jack'a i pociągnęła go za sobą. Mimo nasilonych tym gestem uwag i tekstów nie puścił jej, lecz ścisnął jeszcze mocniej. Wychodząc z budynku obrócił się i spojrzał na znajomych wodzących za nim wzrokiem. Pośród setki zdziwionych twarzy ujrzał twarze Michaela i Kate, dziewczyny, która bardzo mu się podobała i była jago przyjaciółka jak i Michael. 
   Usłyszał krótkie pytanie wypowiedziane przez Kate:
   - Michael, dlaczego on to zrobił?
   Poczuł, że narasta w nim złość. Chciał ją wyładować, i to szybko. Miał ochotę w coś uderzyć, coś rzucić, wykrzyczeć wszystko. Nie zauważył kiedy Eve zaczęła biec ciągnąc go za sobą. Jack zawsze szybko biegał, ale tempo, które narzuciła mu rudowłosa było nadludzkie, nienormalne. Lecz dziwne było to, że chłopak w ogóle się nie męczył. Biegł równie szybko jak ona. Nagle zatrzymał się i szczupła ręka Eve wysunęła się z jego dłoni. Zaskoczona kobieta zatrzymała się i odwróciła twarzą w stronę chłopaka. Popatrzyła zdezorientowanym wzrokiem na swoją dłoń a następnie na dłoń Jack'a.
   - Czy coś się stało?
   - Nie...
   - To dlaczego nagle się zatrzymałeś?
   - Powiedz mi jakim cudem poruszam się tak szybko i słyszę rzeczy, których normalnie nie powinieniem usłyszeć?
   - Oh, Jack. To pierwsza faza przemiany... Ale nie martw się, gdy będzie już po będziesz jeszcze szybszy, będziesz jeszcze lepiej słyszał i będziesz silny jak nikt inny. Ale poczekaj jeszcze chwilę, dobrze?
   Jack nie odpowiedział. Rozejrzał się dookoła. Chciał zlokalizować swoje położenie. Niestety nie udało mu się. Byli w jakimś dużym lesie.
   - No Jack, koniec tego dobrego! Biegniemy dalej. I nie pytaj dokąd. I tak nie odpowiem.
   Biegli razem, już nie trzymając się za ręce, przez parę minut. Spodobało mu się, że może tak szybko biegać. Przez cały czas myślał jak wytłumaczy to wszystko przyjaciołom. Co powiedzą Kate i Michael? Czy uwierzą w to co chce im powiedzieć? A co jeśli go wyśmieją?
   Nagle Eve zatrzymała się na skraju jakiejś małej polanki. Wkroczyła na nią i stąpając delikatnie szła w stronę samego jej środka. Chłopak zrobił krok wprowadzający go na nią i od razu ją poznał. Była to polana, na której sześć lat temu został ugryziony przez Eve. Brakowało jeszcze paru osób a doznałby tak zwanego deja vu.
   Rudowłosa patrzyła jak chłopak lustruje wzrokiem każdy centymetr tego niezwykłego miejsca.
   - Widzę, że nie muszę Ci już mówić gdzie jesteśmy. Podejdź do mnie, porozmawiamy. A uwierz mi, jest o czym...
   Jack podszedł szybkim krokiem do Eve, która wystawiła twarz w stronę słońca. Bał się tej rozmowy. Czuł, że to ostatnie chwile jego już i tak pokręconego ludzkiego życia. Siedział teraz spokojnie obserwując kątem oka rudowłosą, choć myślami był w całkiem innym miejscu. W jego myślach układał sobie scenariusz życia, jakie by prowadził, gdyby nie został wybrany. Oraz scenariusz życia jakie zacznie prowadzić od następnego dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz