Kate obudziło ćwierkanie ptaków i promienie słoneczne dostające się do jej pokoju przez malutkie okno. Naciągnęła kołdrę na głowę, choć wiedziała, że musi już wstać. Nie może spóźnić się na lekcje. A już szczególnie na lekcje z panem Thomilsonem. To właśnie z nim ma pierwszą lekcję. Zaczęła marudzić w nieznanym nikomu języku i powoli wyjęła jedną nogę spod kołdry. Sukces!
Nagle usłyszała cichy, radosny śmiech.
Jack!
Zapomniała o Jack'u. Przecież został u niej na noc po tym jak... Po tym jak się całowali. Do teraz Kate nie wiedziała czy dobrze postąpiła. Byli przyjaciółmi, choć od zawsze coś do niego czuła. Wczoraj nie zapanowała nad emocjami. Muszę z nim o tym porozmawiać, pomyślała.
Wyjrzała zza kołdry i spojrzała na chłopaka siedzącego na krześle i wpatrującego się w Kate z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Myślałem, iż to, że jestem wilkołakiem jest na skraju nienormalności. Ale dźwięki, które wydajesz kiedy się budzisz... Są jeszcze dziwniejsze. - powiedział, ciągle nie przestawał się śmiać.
Kate zrobiła urażoną minę i rzuciła w niego swoją poduszką, po czym rzuciła się z powrotem na łóżko i nakryła kołdrą. W jednej chwili kołdra sfrunęła z niej i poszybowała na drugą ścianę pokoju, zatrzymując się na jej biurku. Usiadła energicznie z rozszerzonymi oczami.
- Jack! Co ty robisz? Ja chcę spać! - powiedziała.
- Spokojnie! Nie krzycz. Twoja mama się obudziła i idzie tutaj... - odpowiedział opanowany.
- Co?! Ona cię zobaczy! Ona nie może Cię zobaczyć, Jack! - zaczęła gorączkowo rozglądać się po pokoju za jakimś bezpiecznym schronieniem dla chłopaka.
- Spokojnie, Kate. Tu masz kołdrę przykryj się i udawaj, że śpisz. Gdy Twoja mama wyjdzie ja wrócę. Tylko mnie nie wydaj! - powiedział rozbawiony.
Obejrzała się na okno i zobaczyła tylko jak swobodnie spada na dół. Oby nic mu się nie stało, pomyślała po czym klepnęła się w głowę. Wilkołak... Zapomniała.
Do jej pokoju weszła Irina, jej matka. Rozejrzała się zaspana po pokoju. Zobaczywszy, że jej córka śpi, chciała już wyjść, ale jej uwagę przykuło otwarte okno i zimne powietrze wpadające przez nie do pokoju. Szybkim krokiem podeszłą do niego i zamknęła je. Gdy szła już do drzwi, na krześle obok biurka córki Irina spostrzegła męską koszulkę. Rozejrzała się dookoła, nagle rozbudzona i czujna.
Jej córka nigdy nie sprawiała kłopotów, miała dobre oceny w szkole, nie sprowadzała chłopaków do domu, pomagała rodzicom. Lecz ta koszulka skłoniła Irinę do zerknięcia pod łóżko i do dużej szafy córki. Nie znalazła tam nikogo, ani niczego. Cóż, pomyślała, pewnie ktoś w szkole dla żartów włożył ją jej w szkole.
Poczuła wstyd i czym prędzej wyszła z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Zdziwiona dziewczyna otworzyła szeroko oczy i usiadła na łóżku przytulając się do swojej niebieskiej poduszki.
Dlaczego ona to zrobiła? - rozmyślała. - Czyżby nie miała do mnie zaufania...
Usłyszała ciche skrobanie w szybę, spojrzała w jej kierunku. Ujrzała tam Jack'a trzymającego się parapetu u czekającego na otwarcie okna. Powolnym krokiem, nie spiesząc się podeszła do okna i otworzyła je.
- Dzięki - powiedział lekko skruszony.
- Uhm.
Jack spojrzał na Kate. Jeszcze przed chwilą była wesoła i promienna, skłonna zrobić coś głupiego i szalonego. Teraz dziewczyna wyglądała jakby miała się zaraz rozpłakać. Stała przytulona do poduszki i nic nie mówiła. Chłopak przytulił ją do siebie i pocałował w czoło.
- Oj, przepraszam. To przeze mnie. Gdybym nie narobił takiego bałaganu z moimi ubraniami, nie musiałaby...
- To nie Twoja wina - przerwała mu. - Po prostu ona straciła zaufanie do mnie. Kiedy powiedziałam jej, że się z nikim nie przespałam i nie mam zamiaru zrobić tego z pierwszym lepszym powiedziała, że to rozumie i mi ufa. Nie żebyś ty był jakiś pierwszy lepszy, bo tak nie jest. Ale nie chcę na razie... Zrozumiesz, prawda?
- Oczywiście, Kate.
Dziewczyna posłała mu nieśmiały uśmiech i wtuliła się w jego ramiona.
- Tylko nie płacz! - zaśmiał się.
- Nie mów tak, bo zacznę. - odpowiedziała radośnie.
- Chciałbym tak stać z Tobą tu i przytulać się i całować i rozmawiać, ale... Zaraz obudzi się mama i muszę iść do domu...
Kate parsknęła śmiechem i klepnęła go w ramię.
- No dobrze. Idź już, idź.
- Pójdziemy razem do szkoły, tak?
- Tak, tak. Będę gotowa.
Jack złapał twarz Kate w dłonie i pocałował ją.
- O tym też musimy później porozmawiać, Jack. - powiedziała bardzo poważnym tonem.
Chłopak skinął jej głową i pocałował jeszcze raz w policzek i wyskoczył z okna. Pomachał jej z dołu i pobiegł.
Szybkie tempo pozwoliło mu na dobiegnięcie do domu w kilka sekund a nie minut jak zwykle. Odbił się od ziemi i wskoczył do swojego pokoju. Gwałtownie rzucił się na łóżko, udał śpiącego. W tym momencie do pokoju weszła jego matka. Rozejrzała się po pokoju i powiedziała:
- Jack, wstawaj! Dalej, bo się spóźnisz. - zmarszczyła czoło i zapytała - Dlaczego jesteś w tych ubraniach, co wczoraj?
Udająca zaspanego odpowiedział:
- Yyy... Późno wróciłem i zasnąłem od razu.
- Znowu? Dalej przebieraj się. Jeszcze musisz coś zjeść!
Jack wstał i podszedł do szafy. Wyciągnął świeżą parę jeansów i biały T-shirt. Spojrzał na pogodę za oknem i zdecydował się na bluzę. Schylił się jeszcze po plecak i wybiegł z pokoju.
- Jack! A łóżko kto pościeli?! - krzyknęła Caroline ze swojego pokoju.
- Mamo, chyba nie chcesz żebym się spóźnił?
Nie usłyszał odpowiedzi tylko westchnięcie. Zbiegł szybko po schodach i wpadł do kuchni. Ku jego zdziwieniu przy stole siedział Charlie. Nie wyglądał jak ktoś spieszący się do pracy, bo zaspał. Raczej jak ktoś kto nie ma pracy, lub ma wolne.
- Charlie? Co Ty tu robisz? - zapytał zdziwiony.
- Dzień dobry. Siedzę, jem i czytam gazetę a co się stało?
- Nic się nie stało, ale o tej porze zawsze byłeś już w pracy...
- Mam wolne!
- Wow, wreszcie! Piątka, Charlie! - przybili sobie piątki, Jack przysiadł się, wymienił z Charlie'm kilka uwag i ciekawych wydarzeń ze świata sportu, a szczególnie piłki nożnej. W między czasie chłopak podkradł ojczymowi dwie kanapki. Cały czas się śmiejąc, wybełkotał jakieś słowa pożegnania. Stojąc już na dworze usłyszał głośne:
- Ej! Jack, ty... Eh, szkoda gadać.
Zaśmiał się i zaczął biec. Po chwili stał już na ganku domu Kate. Zadzwonił do drzwi i czekał, aż ktoś mu otworzy. W drzwiach ukazała jasnowłosa kobieta, trochę przy kości. Na widok Jack'a zmarszczyła czoło. Jej niebieskie oczy były zmęczone, lecz czujne.
- Dzień dobry, pani. Ja przyszedłem po Kate. - przywitał się.
- Dzień dobry. Tak właśnie myślałam. - odpowiedziała.
Jack zauważył, że przyglądała się jego koszulce. Pewnie sprawdzała czy to ta sama, którą znalazła u swojej córki na krześle. Irina zawołała córkę. Wykorzystując chwile, kiedy ona jeszcze jadła, zagadała Jack'a.
- No Jack, jak Ci idzie w szkole?
- Dobrze, w miarę dobrze.
- Cieszę się. Już dawno Cię nie było u nas. Nie widziałam Cię długo. Wydoroślałeś, chłopcze. Jeszcze dziś widzę jak biegałeś po podwórku z założonym pampersem. - zaśmiała się.
- Ja niestety tego nie pamiętam... - odpowiedział zawstydzony. - Na pewno było ze mną dużo śmiechu. Mam zawsze mi to powtarzała. - zaśmiali się oboje. Nagle w drzwiach pojawiła się Kate.
- Hej, Jack! Mamo idę już. - pocałowała matkę w czoło i ruszyli w kierunku szkoły.
Kiedy przeszli parę metrów Kate odezwała się:
- Ciągle stoi ganku, prawda?
Chłopak odwrócił się i spojrzał w kierunku domu dziewczyny. Rzeczywiście Irina cały czas stała w tym samym miejscu i ich obserwowała.
- Tak.
- Czeka, aby się przekonać czy jesteśmy razem czy jesteś tylko fajnym i miłym kolegą.
- To niech się przekona.
Jack zatrzymał się i złapał Kate za ręce. Popatrzył jej w oczy i pocałował. Nie był to zwykły całus w policzek, a długi i namiętny pocałunek.
Łapiąc oddech dziewczyna odwróciła się i powiedziała:
- Chyba zaakceptowała nasz związek, bo nie wybiegła za nami z siekierą! - zaśmiała się.
Jack uśmiechnął się tylko szeroko. Złapał ją za rękę i szli w milczeniu. Zaczął jej się przyglądać. Kate zawstydzona popatrzyła na niego pytająco.
- Co? - zapytała w końcu.
- Nic, po prostu się cieszę.
- Z czego?
- Po raz pierwszy powiedziałaś: 'nasz związek' czyli...
- Tak, myślę, że nic tego nie zmieni i... Nie musimy o tym rozmawiać... Chyba, że Ty chcesz ...?
- Nie, nie. Wszystko jest w porządku. Jak najlepszym.
Chłopaka rozpierała radość. Złapał Kate za ramiona i zaczął się z nią kręcić. Kate zaczęła coś mówić, że jeszcze ktoś to zobaczy i dowie się kim on jest. Jack przytaknął:
- Tak dowie się, ale tylko tego, że mam najwspanialszą dziewczynę na świecie! Ha ha ha! - zaczął się głośno śmiać i odstawił Kate na ziemię.
Zauważyli, że doszli już pod szkołę. Chłopak rozejrzał się dookoła. Spostrzegł paru znajomych przy drzwiach szkoły i pomachał im. Powiedział do Kate:
- Ej, a może dziś nie pójdziemy do szkoły? Może pójdziemy na wagary? - uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Z Tobą zawsze, ale nie dziś. Thomilson mnie zabije jak nie przyjdę na biologię...
- Eh... Zawsze go nie lubiłem. No trudno. Dawaj buziaka i leć. - uśmiechnął się zawiadacko i kusząco.
Przyciągnął dziewczyną do siebie i popatrzył w oczy. Tym razem to ona pocałowała jego. Wyplątała się z jego objęć i szepnęła:
- Idziemy? Wszyscy się gapią!
- Yyy... Chyba musisz iść sama. Mam gościa.
Na twarzy Jack'a pojawił się grymas złości. Kate podążyła za jego wzrokiem i ujrzała tylko czerwoną kropkę na tle lasu.
- Kto to?
- Eve.
W tym momencie rozbrzmiał dzwonek zwołujący uczniów na lekcje. Kate przerażona spojrzała na swojego chłopaka.
- Idziesz na lekcje czy do niej?
- Muszę iść. Muszę dowiedzieć się czego chce. Naprawdę przepraszam, Kate! - ucałował ją i ruszył w kierunku lasu. Gdy upewnił się, że nikt go już nie zobaczy zaczął biec.
Kate odprowadziła go zazdrosnym wzrokiem. Od kiedy Jack wszystko jej opowiedział poczuła nienawiść do tej kobiety. Sprawiła Jack'owi ból dwa razy. Mimo to łączyła ich jakaś przedziwna więź. Może to był kolejny problem, który popchnął Kate do pocałowania go wczoraj? Teraz była z tego dumna. I miała nadzieję, że będzie tak zawsze.
Lecz teraz poczuła się dziwnie. Ukłucie zazdrości trochę zabolało. I na dodatek zaczęło znowu padać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz