O PÓŁNOCY

O PÓŁNOCY

sobota, 20 lipca 2013

Rozdział dziewiąty.

   Chłopak cały czas stał na drodze i patrzył w kierunku, w którym odjechała jego ciotka. Myślał o tym co mu powiedziała. O tym co się dziś stało. Oraz o tym komu o tym opowie. Przyjaciołom? Mamie? Małej siostrze? Czy tylko cioci? Pytań było za dużo a odpowiedzi wcale. Zdenerwowany taką sytuacją miał ochotę uciec jak najdalej i niczym się nie przejmować. Nie umiał.
   Popatrzył na swój dom i ruszył w kierunku drzwi. Otworzył zamek plecaka i zaczął szukać klucza. Nie mogąc go znaleźć, rzucił go na ziemię i kopnął. Zacisnął ręce w pięści i głęboko oddychał. Gdy się uspokoił, uklęknął obok plecaka i poszukał jeszcze raz. Szybko znalazł mały kluczyk i wstał, aby otworzyć drzwi. Wsadził klucz i przekręcił. Mała przywieszka w kształcie różowego rekina odbijała kolory, choć niebo było zasłonięte przez ciemne, deszczowe chmury.
   Gdy wchodził do domu po schodach biegła Caroline.
   - Oh, Jack! Rozwieszałam pranie i nie zdążyłam Ci otworzyć. Przepraszam. - powiedziała, po czym ucałowała syna w policzek. - Jak tam w szkole?
   - Yyy... Normalnie, tak jak zawsze. Żadnych nadzwyczajnych wydarzeń. - wzruszył ramionami z udawaną obojętnością.
   - Dlaczego kłamiesz?
   - Co? Ja nie kłamię! Przecież byłem w szkole!
   - Byłeś, owszem. Lecz tylko chwilę. Spóźniłeś się na pierwszą lekcję, a gdy już do szkoły dotarłeś wyszedłeś z niej z jakąś rudowłosą dziewczyną... Następnie widziano Cię na cmentarzu.
   Jack'a zamurowało. Skąd ona to wszystko wie?! - pomyślał. Stali nieruchomo patrząc sobie w oczy. Oczy Caroline wyrażały niecierpliwość.
   - Jack! Wytłumaczysz mi to wszystko czy nie?! - krzyknęła kobieta. Lekko zdziwiona tym, że krzyknęła, czego często nie robi, zacisnęła powieki na chwilę i mówiła dalej. - Nie wiem co się stało, ale nigdy nie miałam z Tobą problemów. Do dziś. O co chodzi? Co się stało? Powiedz mi, jesteś mi winny szczerość!
   - Nie ma sensu tłumaczyć Ci tego wszystkiego. I tak nic nie zrozumiesz i w nic nie uwierzysz! - odpowiedział.
   W oczach kobiety pojawiły się łzy. Caroline otarła je i spojrzała na syna.
   - Więc nie jestem warta Twojego zaufania i szczerości? - zapytała.
   - Jesteś, ale...
   - Ale? Ale, co?
   - Ale dziś nie mogę Ci tego opowiedzieć! Muszę to przemyśleć. To nie jest dla mnie łatwe! Muszę... Musze porozmawiać jeszcze z innymi osobami o tym. To może być dla Ciebie... niebezpieczne.
   Na dźwięk słowa 'niebezpieczne' Caroline potrząsnęła głową i powiedziała:
   - Co? Niebezpieczne? Jack, w co Ty się pakujesz?
   - Mamo, ja już jestem w to wpakowany... - odpowiedział, spuszczając głowę. - Przepraszam, mamo. Nie dziś. Obiecuję, że pogadamy o tym. Lecz nie dziś.
   Przytulił mamę i pocałował w czoło. Odwrócił się, złapał szybko plecak i pobiegł na górę do swojego pokoju. Zatrzymał się u szczytu schodów i spojrzał na matkę. Caroline stała z twarzą ukrytą w dłoniach. Zapłakała cicho, lecz szybko otarła łzy i poszła do kuchni. Jack odetchnął głęboko i ruszył do pokoju. Drzwi na końcu korytarza były lekko otworzone. Przez szczelinę na ciemny korytarz dostawało się światło lampki nocnej jego siostry. Sama Claire stała przy drzwiach patrząc jednym okiem na brata. Chłopak ją zauważył i chciał do niej podejść, aby pogadać, lecz dziewczynka cofnęła się szybko i zamknęła drzwi na kluczyk.
   - Claire! - zdążył powiedzieć tylko jej imię. 
   Zdziwiony Jack pokręcił głową i otworzył drzwi do swojej sypialni. Zatrzymał się jeszcze sprawdzając czy dziewczynka otworzy drzwi. Nie zrobiła tego. On także zamknął swoje drzwi na klucz i rzucił się na łóżko.
   Cały czas słyszał cichy płacz jago matki dochodzący z kuchni i ciche pomrukiwanie jego siostry.
   Wiedział, że zranił dziś matkę, ale na razie nie mógł jej nic powiedzieć. Jak mówił to może być, albo jest niebezpieczne. Jeszcze nie jest na to gotowy. Na początek pogada z ciocią Alice, a później z Claire. Później opowie mamie, a na końcu Kate i Michael'owi.
   Nagle jego telefon zadzwonił. Głośna muzyka zabrzmiała w jego pokoju. Złapał plecak i wyjął z niego telefon. Szybko odebrał, nie patrząc na to, kto dzwoni.
   - Tak słucham?
   - Hej Jack. - głos dziewczyny był cichy i szorstki.
   Kate.
   - Hej Kate. Coś się stało? Dlaczego dzwonisz?
   - Bo jestem Twoją przyjaciółką i się o Ciebie martwię. - to zdenerwowało Jack'a.
   - Yyy.. Nie masz powodu, aby się o mnie martwić! Coś jeszcze?
   - Chciałabym się z Tobą spotkać.
   - Ja... Nie mam czasu.
   - Jack, dlaczego kłamiesz? - poczuł dziwne uczucie deja vu. Czy nie słyszał już tego dziś? - Proszę Cię. Musimy porozmawiać.
   Chłopak wstał i podszedł do okna. Na podjeździe stała jakaś postać. Była to Kate.
   - Zaraz będę. - powiedział i rzucił telefon na łóżko. Narzucił na siebie bluzę i wyszedł z pokoju.
   Zbiegł szybko po schodach, oglądając się jeszcze na wciąż zamknięte drzwi pokoju Claire. Spojrzał także na Caroline siedzącą w kuchni. Zatrzymał się i szybko podjął decyzję, że powie mamie o tym, że wychodzi.
   - Yyy... Mamo, ja wychodzę na chwilę...
   - Dokąd? Mogę wiedzieć? - zapytała zdenerwowanym głosem.
   - Idę spotkać się z Kate. Chce ze mną porozmawiać.
   - Nie bądź długo, proszę.
   Otworzył drzwi i wyszedł na chłodne, wieczorne powietrze. Deszcz już ustał. Kate stała odwrócona do niego plecami. Patrzyła na niebo pełne gwiazd i czekała na niego.
   - Jestem. - powiedział.
   - Dziękuję, że przyszedłeś. - powiedziała i odwróciła się do niego.
   Na twarzy dziewczyny malował się smutek powiązany z powagą. Kate zawsze witała go uściskiem i gorącym uśmiechem. Tym razem tak nie było i to go zmartwiło.
   - Opowiesz mi wszystko? - zapytała znienacka.
   - Ale co mam Ci opowiedzieć?
   - Nie udawaj głupka Jack!
   - Dobrze, dobrze. Co chcesz wiedzieć?
   - Wszystko.
   - A więc czeka nas długa rozmowa...
   Kate spojrzała na niego z zaciekawieniem, a on się do niej uśmiechnął. Wyciągnął do niej rękę. Kate spojrzała na nią i po chwili złapała ją. Jack wykorzystując to wrzucił sobie dziewczynę na plecy i szepnął:
   - Teraz mocno się mnie trzymaj, bo nie chcę Cię zgubić. - zaśmiał się krótko, trochę drwiąco. Dziewczyna zaskoczona ścisnęła Jack'a mocniej. Jack popatrzył przed siebie. - No to zaczynam wyjaśniać, patrz! - i zaczął biec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz