Alexa obudził tępy ból pleców. Pamiętał tylko to, że w plecy wbiły mu się dwie strzały. Srebrne. Leżał teraz na zimnej posadzce w ciemnej celi. W innej celi niż poprzednio. W środku prawie wcale nie było światła. Tylko cienka strużka światła pochodząca z malutkiego okienka. Skrzywił się i spróbował się podnieść. Oczywiście nie mógł. Wiedźmy Eve coś mu zrobiły, albo dodały coś do srebra, z których zrobione były groty strzał. Bolało go. Wszystko. Chociaż nie czuł swoich kończyn po prostu go bolały.
Zmrużył oczy i spróbował rozejrzeć się dookoła. Nie wiadomo jak, ale udało mu się. Nie zauważył niczego i nikogo. Na szczęście. To znaczyło, że Bruno uciekł i był już w drodze do Jacka i Alice. Albo zamknęli go w osobnej celi. Oby nie.
Spojrzał na masywne drzwi. Wyglądały na naprawdę masywne. Położył głowę na ziemi. Poczuł chłód ziemi na policzku i zamknął oczy. Zalała go fala zmęczenia.
Już prawie zasnął, ale usłyszał jakieś dźwięki tuż za drzwiami. Ktoś mocował się z zamkami. Co chwilę na ziemię spadało coś ciężkiego. Pewnie kłódki. Alex policzył, że spadło ich aż sześć. Po chwili drzwi zaczęły się powoli otwierać.
- Witaj znowu, wampirku! - powiedział gniewny głos.
Jack nie mógł zasnąć. Na zewnątrz wszystko zaczynało się budzić do życia po długiej nocy. Zobaczył już kilku przechodniów, niosących zakupy, zrobione w małej piekarni niedaleko domu Alice. Przyglądał się ludziom i zastanawiał się przez chwilę, czy on też biegałby teraz od sklepu do sklepu, czy spałby jeszcze w swoim ciepłym łóżku, gdyby nie został wilkołakiem. Zacisnął powieki i pokręcił głową. Widocznie tak miało być...
Ciągle słyszał wolne, ale miarowe bicie serc Alice i Chelsei i trochę przyspieszone Bruna. Jacka zastanawiał ten chłopak. Był odważny i bardzo ufny, ale trochę zapatrzony w jeden cel. Robił to wszystko tylko po to, aby zabić wampiry, które zrobiły krzywdę jego rodzinie. Nie przejmował się losem innych rodzin. Był trochę samolubny, ale nie dziwił mu się. On stracił tylko ojca - to był dla niego wielki cios - a czym była dla tego młodego chłopaka strata całej rodziny na raz? To musiało być straszne i musiało zostawić po sobie jakiś ślad w jego psychice. Trochę się o niego martwił, ale wiedział, że dadzą sobie radę i pomogą Alexowi.
Usłyszał jakiś cichy dźwięk za plecami i odwrócił się. Jego oczom ukazała się Kate. Dziewczyna stała na przeciwko niego i rozglądała się po pokoju. Miała na sobie stare, znoszone jeansy i szarą, szeroką koszulkę z jakimś nadrukiem. Na ramiona zarzuciła kurtkę w kolorze khaki, kaptur z futerkiem okalał jej twarz. Włosów nie związała w kucyk, ani warkocz. Zostawiła rozpuszczone, tylko niektóre kosmyki spięła wsuwkami. Była zmęczona, było to widać po jej oczach. Były bardzo małe i sprawiały wrażenie, jakby zaraz miały się zamknąć i już nie otworzyć. Choć zmęczone, jej oczy były bystre i rozbiegane. Kiedy w końcu spojrzała na Jacka, uśmiechnęła sie i podeszła do niego.
- Jack... - szepnęła.
- Cii... - uciszył ją i pocałował.
Dziewczyna objęła go i zacisnęła powieki. Jack odwzajemnił uścisk i pocałował ją jeszcze kilkakrotnie w czoło. Stali tak przytuleni w pierwszych promieniach dnia. Chłopak usłyszał, że dziewczyna cichutko pociąga nosem i popłakuje.
- Kate... Dlaczego płaczesz? - zapytał. Wziął jej twarz w dłonie i zmusił ją do spojrzenia mu w oczy. - Nie przejmuj się, pomożemy Alexowi.
- Tak wiem, Jack, ale... Ale mi nie o to chodzi. - szepnęła. Do oczu napłynęły jej kolejne łzy. - Boję się Jack. Ja się po prostu boję. Jestem idiotką, ale to prawda.
- Nie jesteś idiotką. To normalne. To coś nowego, nowe doświadczenie. Nie wiesz co się wydarzy, ale musisz to zrobić...Ja też się bałem i nie chciałem tego, ale później to...
- Ty to co innego! - przerwała mu. - Ty nie mogłeś podjąć takiego wyboru jak ja. Choć brak przemiany spowodowałby przeistocznie się w Cień, miałabym wybór. Albo to, albo to. A ty tak po prostu zostałeś pchnięty w stronę Eve i było po wszystkim. Dla ciebie to było dużo, dużo łatwiejsze.
- Wiem, ale...
- Nie ma żadnego ale i wcale nic nie wiesz. Nie wiesz jak to jest stać przed takim wyborem.
Dziewczyna odsunęła się od niego i poszła do kuchni. Jack potrząsnął głową i ruszył za nią. Oparł się o ścianę i patrzył jak Kate myszkuje w lodówce, szukając czegoś do zjedzenia. Szybko zrobiła sobie płatki, usiadła przy stole i zaczęła jeść. Chłopak podszedł do niej i objął ją, a następnie szepnął jej do ucha:
- Wiem, że to dla ciebie trudne, bo to widzę. I wiem, że się nie poddasz, a jeśli to zrobisz, to masz mnie. A ja nie pozwolę, abyś stała się Cieniem. Nie dopóki ja żyję i dopóki jesteś tak ważną osobą w moim życiu.
Kate przestała jeść, wstała i przytuliła się do niego. Objęli się wzajemnie.
- Dziękuję. - wyszeptała dziewczyna.
Pocałowała go bardzo namiętnie, a on złapał ją energicznie w pasie i z powrotem posadził ją na krześle. Przycisnął ją mocniej do siebie, zasypując jej twarz i szyję tysiącem pocałunków. Lekko zdyszany oparł się o jej czoło i spojrzał jej w oczy. Już chciała znów go pocałować, ale on położył jej na ustach palec i pokiwał przecząco głową.
- Nieee... - powiedział ze śmiechem. - Teraz dokończysz śniadanie, a później pójdziesz jeszcze spać. Musisz mieć dużo energii, kochana.
Kate zrobiła urażoną minę, a on uśmiechnął się z wyższością. Spoglądała jeszcze na niego, ciągle go obejmując. Nagle wyprostowała się i powiedziała:
- Uważasz się za jakiegoś boga całowania? Wyglądasz jakbyś miał mi sprawić przykrość tym, że mnie nie całujesz... Pff... - prychnęła i z szerokim uśmiechem odwróciła się i chwyciła za łyżkę, z zamiarem dokończenia śniadania.
Jack odciągnął jej krzesło od stołu i błyskawicznie stanął przed nią.
- Tak, tak właśnie uważam. - odpowiedział, ciągle się uśmiechając.
- To się mylisz, kolego! - zaśmiała się.
- Udowodnić ci, że to ty się mylisz, koleżanko? - zapytał, patrząc jej w oczy.
Dziewczyna roześmiała się głośno i chciała wstać, ale Jack jej przeszkodził. Natychmiast zatrzymał ją namiętnym pocałunkiem. Kate miała do niego słabość, a już szczególnie kiedy ją całował, ale nie chciała mu tego pokazać, więc z wielką przykrością odepchnęła go od siebie i pokiwała przecząco głową.Stanęła przed nim wyprostowana i powiedziała:
- Bardzo cię przepraszam, ale teraz muszę zjeść śniadanie, tak jak mówiłeś, aby następnie udać się odpocząć, bo czeka mnie naprawdę ciężki dzień. - zaśmiała się i usiadła przy stole.
- Dobrze, księżniczko. - odpowiedział i pocałował dziewczynę w policzek. - I tak wiem, że jestem najlepszy! - krzyknął i zaśmiał się gardłowo.
Kate z szerokim uśmiechem na twarzy rzuciła w niego paczką chusteczek, leżącą na stole. Chłopak uchylił się i wybiegł z pokoju. Wyjrzał zza ściany, ale dziewczyna już w niego nie celował. Zajęła się płatkami. Jack pomyślał, że wygląda bardzo pięknie, choć jest nieuczesana i ie sprawiała sobie kłopotu, aby jakoś ładnie się ubrać. Kochał ją za to nad życie.
Poczuł na ramieniu czyjąś dłoń. Odwrócił się i ujrzał Alice. Kobieta uśmiechnęła się i wskazała gestem na drzwi po ich lewej stronie.
- Już są. - powiedziała.
Jack spojrzał na drzwi z ulgą, ale i uprzedzeniem. Życie wielokrotnie nauczyło go nie być łatwowiernym. Miał nadzieję przestrzegać tej nauki do końca życia.
Myślałam, że pohejtuję, a tu taki ładny tekst. :c Masz komentarz ode mnie, cieszymy się! Czekam na następny post. c;
OdpowiedzUsuń