Wampir zahamował ostro kilka metrów przed skrajem polany. Wyostrzył swoje zmysły i napiął wszystkie mięśnie, gotowy do obrony. Nasłuchiwał. Nic. Cisza. Przerywało ją tylko, co jakiś czas postukiwanie dzięcioła. Wziął głęboki wdech. W powietrzu unosił się zapach tętniącego życiem lasu i rozkładającego się ciała. Alex skrzywił się i powoli zbliżył się do polany. Na pierwszy rzut oka nic się na niej nie zmieniło. Ciało Aleca ciągle leżało na środku nieruchome. Chłopak zbliżył się do niego i przez chwilę mu się przypatrywał.
W całym swoim życiu widział wiele przemocy, lecz zawsze był do niej uprzedzony. Nienawidził momentów kiedy musiał kogoś zabić lub kogoś zranić. W pewnym okresie życia był zmuszany do zabijania. Bezwzględna Charlotte mieszała mu w głowie swoim urokiem, a on, młody i bezwarunkowo w niej zakochany, wykonywał wszystkie jej rozkazy. Zabijał dla niej różne osoby. Od zwykłych niemiłych i nachalnych facetów spotkanych na ulicy, do niektórych królów, którzy po kilku spędzonych z nią nocach nie byli skłonni podzielić się z nią swoją władzą. Dzięki tej kobiecie stał się zabójcą doskonałym. Wiedział jak zaatakować, jak walczyć i jak przeżyć. Choć nie zawsze przychodziło mu to z łatwością, każdą ofiarę zabijał w ten sam sposób.
Na początku męczył ofiary substancjami wypalającymi ich ciała, następnie torturował je, wypominając wszystkie krzywdy i grzechy wyrządzone przez nie w życiu. Za każdym razem, tuż przed zabiciem ich wyszukiwał o nich różnorodnych informacji, by miał usprawiedliwienia, dlaczego ich zabija. Na koniec każdej ofierze wyrywał serce z klatki piersiowej. Szybko. Nie lubił, gdy ofiary krzyczały, czy błagały o litość. Do dziś tego nienawidził. I nienawidzić będzie.
Spojrzał na twarz wilkołaka. Od jego odejścia skóra znów zmieniła kolor. Robiła się coraz bardziej czarna. Powieki opadły w dołki, w których kiedyś znajdowały się oczy Aleca. Teraz już zasuszyły się i zniknęły. Średniej wielkości dziura, w której zatrzymał się toporek, niosąc śmiercionośny cios, nie zasklepiła się. Gdyby Alec żył, już dawno nie było by po niej śladu.
Już chciał wziąć jego ciało na ręce i przenieść do własnoręcznie zbudowanej, prowizorycznej trumny, i zakopać gdzieś w środku lasu, gdy usłyszał jakieś szmery za plecami. Odwrócił się błyskawicznie i gdzieś daleko w lesie, zamajaczyła mu przed oczami postać w długim czarnym płaszczu. Pokręcił głową i ostrożnie rozejrzał się po polanie w poszukiwaniu broni. Niestety w pobliżu nie było niczego, co mogłoby mu pomóc.
Wampir skupił się na postaci. Zauważył, że zbliża się do niego bardzo w bardzo wolnym tempie. Z niecierpliwością wypisaną na twarzy, czekał na moment kiedy zobaczy twarz tej postaci i może ją pozna.
I rzeczywiście poznał. Matt zrzucił kaptur z głowy i stanął na skraju lasu, patrząc Aleksowi w oczy. Obrzucił go spojrzeniem pełnym pogardy i rozejrzał się po polanie. Uniósł lekko brwi, gdy zauważył ciało leżące za jego plecami. Po chwili rozmyśleń, chyba sobie coś uświadomił, bo poderwał się z miejsca i błyskawicznie znalazł się przy ciele swojego przyjaciela. Spojrzał na jego twarz i padł na kolana. Z jego ust wydobył się przeciągły jęk. Zasłonił twarz rękoma i klęczał w ciszy przez chwilę.
Wpadł w kłopoty. Wiedział jak bardzo Alec był związany ze swoim kuzynem Mattem. Obaj w tym samym czasie zostali przemienieni i razem służyli u boku Eve. Alex poznał ich kilka dni po tym, jak Eve uratowała go od śmierci z rąk Francesso. Wiedział, że Matt nie odpuści im. Zemści się.
Przez chwilę, pierwszy raz w życiu, miał ochotę kogoś zabić. Jeden problem z głowy, pomyślał. Lecz później nasunęły mu się na myśl problemy, które nastąpiły by po jego śmierci. Eve straciłaby dwóch, najwierniejszych ochroniarzy. Zabiłaby nie tylko jego, ale także Jacka, Kate a może i nawet Alice i Claire. Rozmyślił się i szybko zaczął się oddalać, jednak Matt wstał i powiedział:
- Stój!
Ostry ton jego głosu sparaliżował jego kończyny. Wampir nie ruszał się i wiedział, ze skończy się to dla niego źle. Miał uciec kiedy jeszcze miał szanse. Wilkołak odwrócił się do niego, a w jego oczach Alex zauważył żywy ogień. Lecz nie tylko. Widział też rozpacz. Głęboką rozpacz.
- Czy ty wiesz co ten twój młody wilczek narobił?! - krzyknął. - Wiesz?
Alex stał wyprostowany z założonymi na piersi rękoma. Popatrzył na wilkołaka i prychnął mu w twarz.
- Skąd wiesz, że to on? - zapytał z uśmiechem na twarzy.
Pochwalił się w duszy za to, że w dziewiętnastym wieku uczęszczał na spotkania teatru. Nauczył się tam ukrywać prawdziwe uczucia i grać jak nikt inny. Często był chwalony przez nauczycielki jak i widzów, którzy czasami oglądali wystawiane przez nich sławne sztuki.
- Ja wiem dużo, chłoptasiu. nie bądź taki mądry, bo zaraz możesz skończyć na dnie jednego z wielu jezior w okolicy. - powiedział i zrobił krok w kierunku Aleksa.
- Zabawny jesteś. Oskarżasz niewinne osoby, a teraz mi grozisz. Niezłe z ciebie ziółko, Matt. - powiedział z wyraźną pogardą w głosie.
Matt zmierzył wampira ostrym spojrzeniem i roześmiał się.
- Dobry z ciebie aktor, Alex. Nigdy się nie chwaliłeś, dlaczego? - zapytał z udawanym zawodem.
- O co ci chodzi, Matt? Powiedz co chcesz i spadaj stąd. - odszczeknął mu się chłopak.
- Twój przyjaciel zabił mojego kuzyna a ty pytasz o co mi chodzi?! - zakrzyczał zdenerwowany. - Widocznie zapomniałeś już jak używa się mózgu. Szkoda. Może podpowiedziałby ci, ze masz się stąd zwijać, bo zaraz naprawdę cię zabiję. A później zabiję też Jacka i tą jego dziewczynę. Śliczna jest, dlatego z nią jeszcze bym się zabawił. - zaśmiał się patrząc wampirowi w oczy.
Gdy Matt powiedział ostatnie zdanie w Aleksie się zagotowało. Zacisnął dłonie w pięści i napiął wszystkie mięśnie gotowy do skoku na tego głupca. Nie wiedział, pewnie, że ma przed sobą wyśmienitego zabójcę. Choć nie czuł się dziś na siłach, gdyby zaszła tak potrzeba zaczął by walczyć, aż do ostatniej kropli krwi.
- Coś ty powiedział, idioto? - zapytał rozzłoszczony.
- Że zabiję wszystkich i ciebie też za to co zrobił ten głupiec, Jack. I pomyśleć, że Eve uważała go za idealnego! - prychnął.
- Jeżeli zabijesz Jacka, nie zabijesz zabójcy twojego kuzyna. - odpowiedział. W jednej chwili podjął decyzję, już nie mógł jej zmienić.
- Co chcesz przez to powiedzieć?! - zagrzmiał wilkołak.
- Chcę ci przekazać... - Alex wziął głęboki oddech i spojrzał Mattowi w oczy ze śmiertelną powagą. - ...że to ja zabiłem twojego kuzyna, Aleca.
Zdezorientowany wilkołak pokręcił głową i uśmiechnął się złowrogo. Odwrócił się i popatrzył na ciało kuzyna. Nie tracąc chwili nieuwagi Matta wampir rzucił się po leżący nieopodal drewniany miecz, który pokryty był srebrem. Stanął w pozycji gotowej do ataku na lekko ugiętych nogach z mieczem wyciągniętym przed siebie. Matt odskoczył do tyłu i spod płaszcza wyjął mały, także posrebrzany, toporek i uniósł go na wysokość jego głowy.
- A więc tak chcesz się bawić? - zapytał z uśmiechem na swojej brzydkiej twarzy. - Zabójco... - dodał po chwili.
Na twarzy Aleksa pojawił się szeroki uśmiech. Musiał grać. Musiał udawać pewność siebie.
- Z takim przeciwnikiem pewnie nie będzie żadnej zabawy! - odkrzyknął wampir, marszcząc brwi i zaciskając rękę na trzonku miecza.
To rozpaliło Matta do czerwoności. Rzucił się w jego stronę i, gdy był już bardzo blisko wampira, rzucił w niego toporkiem. Alex uchylił się i broń przeleciała mu kilka centymetrów nad głową. Błyskawicznie znalazł się przy Mattcie i wymierzył mu cios stopą prosto w szczękę. Cios odrzucił wilkołaka do tyłu. Matt upadł, podniósł się na rękach i wytarł strużkę krwi wypływającej mu z ust. Obrzucił chłopaka lodowatym spojrzeniem i szybko zjawił się przy nim zadając mu kilka ciosów w twarz i brzuch. Kolejny cios Matt wymierzał w głowę, ale tym razem Aleksowi udało się uciec w bok. Matt rzucił się za nim. Chłopak zadał mu kilka ran mieczem. Z jego ust wydarł się przerażający krzyk. Srebro zadało mu niewyobrażalny ból. Rozejrzał się po polanie i złapał swój toporek, leżący prawie pod jego nogami. Alex za późno zareagował. Odwrócił się i rzucił do ucieczki. Matt zamachnął się i rzucił toporek w jego kierunku. Wampir zamiast się uchylić, nie zrobił tego, wierząc w swoją wampirzą szybkość, i toporek wbił się w jego bark, powalając go.
Poczuł piekący ból w miejscu uderzenia. Zaklął pod nosem i krzyknął z bólu. Klęknął i przewrócił się. Przez chwilę unosząc się dumą popsuł wszystko. Chciał jeszcze się szybko podnieść i uciec, ale nie zdążył. Poczuł ciężar nogi Matta na jego plecach.
- Miałeś racje, nie było z tobą żadnej zabawy. - powiedział i wybuchnął donośnym śmiechem, a Alex z poczuciem upokorzenia zasnął. Odpłynął w ciemność.
O PÓŁNOCY
piątek, 18 października 2013
niedziela, 13 października 2013
Rozdział dwudziesty pierwszy.
Alex wybiegł szybko z domu Alice pędząc w stronę lasu. Tą drogą najszybciej dostanie się na polane gdzie ćwiczył Jack. Biegł, nie zważając na gałęzie i krzaki smagające go po twarzy i całym ciele. Największy ból czuł na policzkach i rękach, ale nie zatrzymywał się. Gdy był już niedaleko skupił się i wytężył słuch. Usłyszał tylko cichy niemiarowy oddech i nic poza tym.
Wbiegł na polanę i rozejrzał się. Wydawała się inna niż przed jego odejściem. Jakby ktoś wszystkie liście z drzew i niektóre mniejsze gałązki drzew porozrzucał na środku polany. Jedno z drzew leżało tuż przy jej skraju, a inne, też złamane, utrzymywały się jeszcze w powietrzu. Wielka, naruszona wcześniej tylko grotami strzał i toporków, tarcza leżała teraz złamana w pół. Alex pomyślał, że musiałby przejść tu mały huragan. Lub mogłaby tu z nadludzką szybkością biegać jakaś istota magiczna niszcząc schludny wygląd polany.
- Co tu się stało?! - powiedział sam do siebie.
Nagle przypomniał mu się powód, dla którego tutaj wrócił.
Jack.
Alex zaczął chodzić po polanie, szukając przyjaciela. Kiedy go zauważył natychmiast ruszył w jego stronę i przyklęknął przy nim. Chłopak leżał na boku i miał zamknięte oczy. Był cały poturbowany i gdzieniegdzie widać było ślady krwi.
Wampir ostrożnie położył go na plecy i zaczął lekko uderzać dłonią o jego policzek. Jack nie reagował, nie budził się.
- Co ja narobiłem... Jestem głupi i nieodpowiedzialny... - mamrotał ciągle pod nosem. - Jack obudź się, Jack!
Ciągle do niego mówił i klepał po policzku. Przypomniał sobie, że w samochodzie miał dwie butelki wody. Postanowił, że pobiegnie po nie, chociaż to dużo nie pomoże. Gdy stał już przy samochodzie poczuł się jakby był obserwowany. Rozejrzał się uważnie, a gdy nikogo nie zauważył ruszył z powrotem do Jacka. Usiadł obok niego i oblał mu twarz wodą. Chłopak nie zareagował. Po chwili jednak, gdy Alex wlał mu wodę do ust, Jack zaczął kaszleć i otworzył oczy. Wsparł się na łokciu i spojrzał wampirowi w oczy.
- Trafiłem... Trafiłem go... On mnie atakował. Zobacz kto to... Szybko. - powiedział po czym legł na ziemię i zamknął oczy.
- Co? - zapytał, ale chłopak już mu nie odpowiedział, stracił przytomność.
Alex nie wiedział o kogo mu chodzi i dopiero po chwili zrozumiał, że chłopak z kimś walczył i najwyraźniej go zranił. Rozejrzał się po polanie i zdał sobie sprawę, że kilkanaście metrów dalej, twarzą zwrócona w dół, leży jakaś postać. Był tak zaaferowany Jackiem, że nie zważał na niebezpieczeństwo jakie groziło mu ze strony innych, możliwe, że obecnych na polanie.
Postać leżała nieruchomo. Alex nie słyszał jej oddechu. Wstał powoli i ruszył w jej kierunku. Po posturze ciała mógł stwierdzić, że był to mężczyzna, dosyć rosły. Kiedy Alex upewnił się, że jest martwy odwrócił jego ciało, aby zobaczyć twarz. Na początku go nie poznał. Był martwy już od ponad dwóch godzin więc jego skóra stwardniała i zmieniła kolor na ziemisty. Z jego piersi wystawał trzonek wbitego w serce drewnianego toporka. Twarz wykrzywiał grymas bólu i zaskoczenia. Gdy Alex przykucnął aby wyjąć z jego piersi toporek, rozpoznał go. Wstał szybko i cofając się o krok prawie nie wywrócił się potykając o wystający z ziemi korzeń. Przestraszony złapał się za głowę i popatrzył na nieprzytomnego Jacka.
Na ziemi tuż przed nim leżał ciało zabitego przez Jacka - Aleca - jednego z przybocznych Eve.
Alex ekspresowo znalazł się przy Jacku, złapał go w pasie i przerzucił sobie go przez ramię. Ruszył w stronę skraju lasu. Gdy już był na skraju obrócił się i spojrzał na ciało, a następnie rozejrzał się po polanie. Upewniwszy się, że nikt ich nie śledzi puścił się biegiem przez gęsty las w stronę domu Alice trzymając moco Jacka przy sobie, aby nie narazić go na następne obrażenia.
Po chwili stał już pod drzwiami Alice i mocno zaczął w nie walić pięścią. Usłyszał jak niepewnie Kate i Alice weszły do korytarza, ale nie otworzyły drzwi.
- Pomocy, pomóżcie! Alice, Kate! - krzyknął.
Od razu rzuciły się do drzwi. Gdy tylko te się otworzyły z szybkością wampira wpadł do salonu i położył Jacka na pustej kanapie. Alice i Kate po chwil weszły do pokoju i zatrzymały sie w drzwiach lustrując widok jaki zobaczły. Alex widział przerażenie malujące się na ich twarzach. Stał przy kanapie brudny i zmęczony, ale, co ważniejsze, na kanapie leżał Jack, który ciągle był nieprzytomny.
Wampir spojrzał na Alice, a następnie na Kate. Gdy zwrócił wzrok na nią omal się nie uśmiechnął. Ucieszył się, że jest jej już lepiej i, że tak dobrze wygląda. Gdzieś głęboko w jego podświadomości miał ochotę przytulić ją. Nie wiedział skąd brały mu się takie myśli o tej dziewczynie. Potrząsnął niezauważalnie głową i krzyknął zdezorientowany:
- Pomóżcie mu!
Dopiero, gdy usłyszały jego słowa rzuciły się ku niemu. Alice szybciej uklękła przy kanapie. Kate była tuż za nią. starając się wyminąć Alexa spojrzała mu w oczy. Wampir odwrócił szybko wzrok i ruszył do drzwi. Dziewczyna odwróciła się za nim i zapytała:
- Gdzie idziesz?
Alex chciałby otrzymać od niej inne pytanie, niestety.
- Idę posprzątać po Jacku. - odpowiedział poważnie i odwrócił się by wyjść.
Zerknął jeszcze przez ramię i widział jak Kate upada przy Jacku, całuje go w czoło i pyta Alice co może zrobić, aby mu pomóc. Szybko wyszedł z domu i zaczął biec.
- Czas na małe sprzątanie, idioto...
Wbiegł na polanę i rozejrzał się. Wydawała się inna niż przed jego odejściem. Jakby ktoś wszystkie liście z drzew i niektóre mniejsze gałązki drzew porozrzucał na środku polany. Jedno z drzew leżało tuż przy jej skraju, a inne, też złamane, utrzymywały się jeszcze w powietrzu. Wielka, naruszona wcześniej tylko grotami strzał i toporków, tarcza leżała teraz złamana w pół. Alex pomyślał, że musiałby przejść tu mały huragan. Lub mogłaby tu z nadludzką szybkością biegać jakaś istota magiczna niszcząc schludny wygląd polany.
- Co tu się stało?! - powiedział sam do siebie.
Nagle przypomniał mu się powód, dla którego tutaj wrócił.
Jack.
Alex zaczął chodzić po polanie, szukając przyjaciela. Kiedy go zauważył natychmiast ruszył w jego stronę i przyklęknął przy nim. Chłopak leżał na boku i miał zamknięte oczy. Był cały poturbowany i gdzieniegdzie widać było ślady krwi.
Wampir ostrożnie położył go na plecy i zaczął lekko uderzać dłonią o jego policzek. Jack nie reagował, nie budził się.
- Co ja narobiłem... Jestem głupi i nieodpowiedzialny... - mamrotał ciągle pod nosem. - Jack obudź się, Jack!
Ciągle do niego mówił i klepał po policzku. Przypomniał sobie, że w samochodzie miał dwie butelki wody. Postanowił, że pobiegnie po nie, chociaż to dużo nie pomoże. Gdy stał już przy samochodzie poczuł się jakby był obserwowany. Rozejrzał się uważnie, a gdy nikogo nie zauważył ruszył z powrotem do Jacka. Usiadł obok niego i oblał mu twarz wodą. Chłopak nie zareagował. Po chwili jednak, gdy Alex wlał mu wodę do ust, Jack zaczął kaszleć i otworzył oczy. Wsparł się na łokciu i spojrzał wampirowi w oczy.
- Trafiłem... Trafiłem go... On mnie atakował. Zobacz kto to... Szybko. - powiedział po czym legł na ziemię i zamknął oczy.
- Co? - zapytał, ale chłopak już mu nie odpowiedział, stracił przytomność.
Alex nie wiedział o kogo mu chodzi i dopiero po chwili zrozumiał, że chłopak z kimś walczył i najwyraźniej go zranił. Rozejrzał się po polanie i zdał sobie sprawę, że kilkanaście metrów dalej, twarzą zwrócona w dół, leży jakaś postać. Był tak zaaferowany Jackiem, że nie zważał na niebezpieczeństwo jakie groziło mu ze strony innych, możliwe, że obecnych na polanie.
Postać leżała nieruchomo. Alex nie słyszał jej oddechu. Wstał powoli i ruszył w jej kierunku. Po posturze ciała mógł stwierdzić, że był to mężczyzna, dosyć rosły. Kiedy Alex upewnił się, że jest martwy odwrócił jego ciało, aby zobaczyć twarz. Na początku go nie poznał. Był martwy już od ponad dwóch godzin więc jego skóra stwardniała i zmieniła kolor na ziemisty. Z jego piersi wystawał trzonek wbitego w serce drewnianego toporka. Twarz wykrzywiał grymas bólu i zaskoczenia. Gdy Alex przykucnął aby wyjąć z jego piersi toporek, rozpoznał go. Wstał szybko i cofając się o krok prawie nie wywrócił się potykając o wystający z ziemi korzeń. Przestraszony złapał się za głowę i popatrzył na nieprzytomnego Jacka.
Na ziemi tuż przed nim leżał ciało zabitego przez Jacka - Aleca - jednego z przybocznych Eve.
Alex ekspresowo znalazł się przy Jacku, złapał go w pasie i przerzucił sobie go przez ramię. Ruszył w stronę skraju lasu. Gdy już był na skraju obrócił się i spojrzał na ciało, a następnie rozejrzał się po polanie. Upewniwszy się, że nikt ich nie śledzi puścił się biegiem przez gęsty las w stronę domu Alice trzymając moco Jacka przy sobie, aby nie narazić go na następne obrażenia.
Po chwili stał już pod drzwiami Alice i mocno zaczął w nie walić pięścią. Usłyszał jak niepewnie Kate i Alice weszły do korytarza, ale nie otworzyły drzwi.
- Pomocy, pomóżcie! Alice, Kate! - krzyknął.
Od razu rzuciły się do drzwi. Gdy tylko te się otworzyły z szybkością wampira wpadł do salonu i położył Jacka na pustej kanapie. Alice i Kate po chwil weszły do pokoju i zatrzymały sie w drzwiach lustrując widok jaki zobaczły. Alex widział przerażenie malujące się na ich twarzach. Stał przy kanapie brudny i zmęczony, ale, co ważniejsze, na kanapie leżał Jack, który ciągle był nieprzytomny.
Wampir spojrzał na Alice, a następnie na Kate. Gdy zwrócił wzrok na nią omal się nie uśmiechnął. Ucieszył się, że jest jej już lepiej i, że tak dobrze wygląda. Gdzieś głęboko w jego podświadomości miał ochotę przytulić ją. Nie wiedział skąd brały mu się takie myśli o tej dziewczynie. Potrząsnął niezauważalnie głową i krzyknął zdezorientowany:
- Pomóżcie mu!
Dopiero, gdy usłyszały jego słowa rzuciły się ku niemu. Alice szybciej uklękła przy kanapie. Kate była tuż za nią. starając się wyminąć Alexa spojrzała mu w oczy. Wampir odwrócił szybko wzrok i ruszył do drzwi. Dziewczyna odwróciła się za nim i zapytała:
- Gdzie idziesz?
Alex chciałby otrzymać od niej inne pytanie, niestety.
- Idę posprzątać po Jacku. - odpowiedział poważnie i odwrócił się by wyjść.
Zerknął jeszcze przez ramię i widział jak Kate upada przy Jacku, całuje go w czoło i pyta Alice co może zrobić, aby mu pomóc. Szybko wyszedł z domu i zaczął biec.
- Czas na małe sprzątanie, idioto...
sobota, 12 października 2013
Rozdział dwudziesty.
Po wyjściu Alexa, Kate dziwnie się poczuła. Wiedziała, że źle postąpiła, gdy opuszczała dziś popołudniu ten dom. Ciągle leżała na kanapie i miała zamknięte oczy. Cały czas czuła, że Alice ciągle przy niej jest i czeka, aż się obudzi i będą mogły porozmawiać. Dziewczyna się tego bała. Nie wiedziała czy pod nieobecność Alexa i Jacka będzie dalej tak miła i wyrozumiała, czy będzie na nią zła i będzie robić jej wyrzuty.
Kiedy zdobyła się na otwarcie oczu Alice krzątała się w kuchni. Chyba zmywała naczynia.Stała do niej obrócona bokiem, więc mogła zauważyć, że Kate się nieznacznie poruszyła. Na szczęście uszło to jej uwadze. Kate zacisnęła mocno powieki, a gdy ponownie je otworzyła czarownica już nad nią stała.
- Odpoczęłaś już? Potrzebujesz jeszcze czegoś? - zapytała z uśmiechem na twarzy.
Kate udając lekko zaspaną, oparła się na łokciu i spróbowała usiąść. Alice szybko wyciągnęła do niej rękę i pomogła. Kiedy dziewczyna siedziała już wyprostowana, odwzajemniła, nieznikający z twarzy kobiety, uśmiech.
- Już chyba czuję się dobrze i... przepraszam. - powiedziała skruszonym głosem.
Alice nic nie powiedziała. Usiadła obok niej i przytuliła ją do siebie. Kate nie widziała jej twarzy, ale wyczuwała, że kobieta ciągle się uśmiecha. Zaczęła się zastanawiać, czy czasem nie zaczynają jej boleć policzki od ciągłego uśmiechu.
Poczuła się jak u siebie. Jakby osobą, która ją przytula, był pocieszająca mama, a dom, w którym są, był ich własnym.
- Wiedziałam, że tak zareagujesz, dziecko. Każda z nas musi przejść przez ten dziwny etap niedowierzania i zaprzeczenia. - powiedziała w końcu Alice.
- Więc nie gniewasz się za to, że wcześniej się tak uniosłam?
- Wcale. Bardziej jestem zła na siebie. Pozwoliłam ci wyjść z tego domu, gdzie byłaś bezpieczna, tuż po tym jak dowiedziałaś się o Istotach Cieni. Na zewnątrz nie byłaś już bezpieczna. Gdy tylko oddaliłaś się od mojego domu, od zasięgu mojej magii, one zaczęły cię dręczyć. To one wyprowadziły cię w to nieznane miejsce. Ah... Popełniłam straszny błąd.
Kate nie odezwała się. Chciała zaprzeczyć i powiedzieć, że to jej wina, ale Alice także by zaprzeczyła i mogły by tak, aż ktoś nie przyszedłby i im nie przeszkodził.
Siedziały w ciszy, obejmując się wzajemnie. Nagle z małego drewnianego zegara w kuchni wyfrunęła kukułka, robiąc drobny hałas. Kate przerażona, podskoczyła i złapała się za serce.
- O jej... - powiedziała śmiejąc się sama z siebie. - Przestraszyłam się kukułki. - dodała, jakby było to niezrozumiałe dla Alice.
Kobieta wstała i wolnym krokiem ruszyła do kuchni. Spojrzała na zegar, wskazała na niego i powiedziała:
- Mnie też czasem straszy. - zaśmiała się.
Odwróciła się od dziewczyny i sięgnęła po coś do wysokiej szafki. Wyjęła z niej wielki słoik z ciastkami. Kate myślała, że wysypie je na talerz, lecz nie zrobiła tego. Wzięła słoik pod pachę i usiadła obok dziewczyny. Szybko otworzyła go i złapała jedno z ciastek. Gestem pokazała Kate, że ma się poczęstować.
- Nie, dziękuję. Chyba nie mam ochoty na słodycze. - powiedziała i wstała.
Rozprostowała się i spojrzała na Alice, która zafascynowana zajadała już drugie ciastko. Dopiero wtedy uświadomiła sobie jak bardzo jest głodna. Włożyła na siebie swoją bluzę, którą miała pod kurtką i spodnie. Były trochę brudne, ale nie miała niczego innego. Alice spojrzała na nią i prychnęła, wstała i wyszła na chwilę z pokoju. Po chwili wróciła ze świeżą parą spodni dresowych i podkoszulką.
- Ubierz to, dziecko. Przecież nie możesz chodzić w czymś takim. - zgromiła ją i usiadła z powrotem na kanapie, biorąc słoik do rąk.
Ubrała się szybko w rzeczy od Alice i dotarło do niej, że musi wziąć prysznic. Włosy miała całe posklejane od błota.
Jako, że już wcześniej Kate poczuła się jak u siebie, pomaszerowała w kierunku lodówki. Otworzyła ją i dopiero wtedy przypomniało jej się gdzie jest. Wyjrzała zza drzwi lodówki i zapytała:
- Mogę?
- Oczywiście, bierz co chcesz! - krzyknęła do niej Alice, jakby urażona tym, że dziewczyna przerywa jej delektowanie się ciastkami.
Kate rozejrzała się po lodówce. Była pełna, niektóre produkty prawie nie mieściły się na półkach. Pewnie często robi zakupy, pomyślała. Po kilku minutach szukania znalazła plasterki szynki i sera i małego pomidora. Zrobiła sobie szybko kanapki. Popatrzyła na czajnik i pomyślała o herbacie. Coś ciepłego dobrze by jej teraz zrobiło. Zaparzyła herbatę, włożyła kanapki na talerz i i usiadła przy stoliku.
Ekspresowo pochłonęła cały posiłek i zapytała o łazienkę. Alice wskazała jej drogę.
- Ręcznik są w dolnej szafce tuż przy drzwiach! - zawołała za nią.
Szybko wzięła prysznic i wróciła do pokoju, usiadła obok Alice i zapytała:
- Jak to będzie?
- Co?
- Moja przemiana.
- Ahh... O to pytasz... Tego się nie da wytłumaczyć. Ale mniej więcej będzie to tak.Wymówię kilka zaklęć, przywołam duchy kilku ważnych czarownic i to one cię przemienią. Nie wiem jak one to robią.
- Znałaś je? Te czarownice-duchy?
- Osobiście nie, ale z opowiadań - tak. Wiem, że najsilniejsza i najważniejsza ma na imię Cynthia.
- A czy najsilniejsza czarownica nie powinna należeć do Najwyższych?
- Oczywiście, powinna. I należy. Pozostali członkowie kontaktują się z nią za pomocą jej córki, Annabel, także czarownicy. Po śmierci Cynthi chciano by to właśnie jej córka miała ją zastąpić w Radzie, ale odkryto sposób na komunikowanie się z nią. I tak już zostało.
Kate kiwnęła głową i zamyśliła się.
- Boisz się. - Alice nie zadała pytania, była tego pewna.
- Tak. Bardzo. Zupełnie nie wiem co mam ze sobą zrobić.
- Nie myśl o tym.
Nagle do drzwi zaczął ktoś pukać. To raczej nie było pukanie tylko walenie w drzwi. Alice i Kate rzuciły sobie porozumiewawcze spojrzenia i przeszły do korytarza.
- Pomocy, pomóżcie! Alice, Kate!
Usłyszały zdruzgotany głos Alexa i szybko rzuciły się do drzwi. gdy je otwarły nie zobaczyły Alexa. W drzwiach nie było nikogo. Usłyszały zgrzytnięcie sprężyn z kanapy Alice i szybko wróciły do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Gdy weszły do niego im oczom ukazał się straszny widok.
Przy kanapie stał brudny i ciężko oddychający Alex. Patrzył na nich błagalnym wzorkiem. Gorsze było to co ujrzały na kanapie. Leżał na niej Jack. Także cały brudny, ale nie tylko od błota i kurzu z lasu. Jego ubranie było poplamione krwią, a na ciele dało się zauważyć wiele zadrapań. Oczy miał zamknięte. Był nieprzytomny.
- Pomóżcie mu! - krzyknął Alex.
Alice i Kate sparaliżowane widokiem, na dźwięk tych słów rzuciły się ku Jackowi by mu pomóc.
Kiedy zdobyła się na otwarcie oczu Alice krzątała się w kuchni. Chyba zmywała naczynia.Stała do niej obrócona bokiem, więc mogła zauważyć, że Kate się nieznacznie poruszyła. Na szczęście uszło to jej uwadze. Kate zacisnęła mocno powieki, a gdy ponownie je otworzyła czarownica już nad nią stała.
- Odpoczęłaś już? Potrzebujesz jeszcze czegoś? - zapytała z uśmiechem na twarzy.
Kate udając lekko zaspaną, oparła się na łokciu i spróbowała usiąść. Alice szybko wyciągnęła do niej rękę i pomogła. Kiedy dziewczyna siedziała już wyprostowana, odwzajemniła, nieznikający z twarzy kobiety, uśmiech.
- Już chyba czuję się dobrze i... przepraszam. - powiedziała skruszonym głosem.
Alice nic nie powiedziała. Usiadła obok niej i przytuliła ją do siebie. Kate nie widziała jej twarzy, ale wyczuwała, że kobieta ciągle się uśmiecha. Zaczęła się zastanawiać, czy czasem nie zaczynają jej boleć policzki od ciągłego uśmiechu.
Poczuła się jak u siebie. Jakby osobą, która ją przytula, był pocieszająca mama, a dom, w którym są, był ich własnym.
- Wiedziałam, że tak zareagujesz, dziecko. Każda z nas musi przejść przez ten dziwny etap niedowierzania i zaprzeczenia. - powiedziała w końcu Alice.
- Więc nie gniewasz się za to, że wcześniej się tak uniosłam?
- Wcale. Bardziej jestem zła na siebie. Pozwoliłam ci wyjść z tego domu, gdzie byłaś bezpieczna, tuż po tym jak dowiedziałaś się o Istotach Cieni. Na zewnątrz nie byłaś już bezpieczna. Gdy tylko oddaliłaś się od mojego domu, od zasięgu mojej magii, one zaczęły cię dręczyć. To one wyprowadziły cię w to nieznane miejsce. Ah... Popełniłam straszny błąd.
Kate nie odezwała się. Chciała zaprzeczyć i powiedzieć, że to jej wina, ale Alice także by zaprzeczyła i mogły by tak, aż ktoś nie przyszedłby i im nie przeszkodził.
Siedziały w ciszy, obejmując się wzajemnie. Nagle z małego drewnianego zegara w kuchni wyfrunęła kukułka, robiąc drobny hałas. Kate przerażona, podskoczyła i złapała się za serce.
- O jej... - powiedziała śmiejąc się sama z siebie. - Przestraszyłam się kukułki. - dodała, jakby było to niezrozumiałe dla Alice.
Kobieta wstała i wolnym krokiem ruszyła do kuchni. Spojrzała na zegar, wskazała na niego i powiedziała:
- Mnie też czasem straszy. - zaśmiała się.
Odwróciła się od dziewczyny i sięgnęła po coś do wysokiej szafki. Wyjęła z niej wielki słoik z ciastkami. Kate myślała, że wysypie je na talerz, lecz nie zrobiła tego. Wzięła słoik pod pachę i usiadła obok dziewczyny. Szybko otworzyła go i złapała jedno z ciastek. Gestem pokazała Kate, że ma się poczęstować.
- Nie, dziękuję. Chyba nie mam ochoty na słodycze. - powiedziała i wstała.
Rozprostowała się i spojrzała na Alice, która zafascynowana zajadała już drugie ciastko. Dopiero wtedy uświadomiła sobie jak bardzo jest głodna. Włożyła na siebie swoją bluzę, którą miała pod kurtką i spodnie. Były trochę brudne, ale nie miała niczego innego. Alice spojrzała na nią i prychnęła, wstała i wyszła na chwilę z pokoju. Po chwili wróciła ze świeżą parą spodni dresowych i podkoszulką.
- Ubierz to, dziecko. Przecież nie możesz chodzić w czymś takim. - zgromiła ją i usiadła z powrotem na kanapie, biorąc słoik do rąk.
Ubrała się szybko w rzeczy od Alice i dotarło do niej, że musi wziąć prysznic. Włosy miała całe posklejane od błota.
Jako, że już wcześniej Kate poczuła się jak u siebie, pomaszerowała w kierunku lodówki. Otworzyła ją i dopiero wtedy przypomniało jej się gdzie jest. Wyjrzała zza drzwi lodówki i zapytała:
- Mogę?
- Oczywiście, bierz co chcesz! - krzyknęła do niej Alice, jakby urażona tym, że dziewczyna przerywa jej delektowanie się ciastkami.
Kate rozejrzała się po lodówce. Była pełna, niektóre produkty prawie nie mieściły się na półkach. Pewnie często robi zakupy, pomyślała. Po kilku minutach szukania znalazła plasterki szynki i sera i małego pomidora. Zrobiła sobie szybko kanapki. Popatrzyła na czajnik i pomyślała o herbacie. Coś ciepłego dobrze by jej teraz zrobiło. Zaparzyła herbatę, włożyła kanapki na talerz i i usiadła przy stoliku.
Ekspresowo pochłonęła cały posiłek i zapytała o łazienkę. Alice wskazała jej drogę.
- Ręcznik są w dolnej szafce tuż przy drzwiach! - zawołała za nią.
Szybko wzięła prysznic i wróciła do pokoju, usiadła obok Alice i zapytała:
- Jak to będzie?
- Co?
- Moja przemiana.
- Ahh... O to pytasz... Tego się nie da wytłumaczyć. Ale mniej więcej będzie to tak.Wymówię kilka zaklęć, przywołam duchy kilku ważnych czarownic i to one cię przemienią. Nie wiem jak one to robią.
- Znałaś je? Te czarownice-duchy?
- Osobiście nie, ale z opowiadań - tak. Wiem, że najsilniejsza i najważniejsza ma na imię Cynthia.
- A czy najsilniejsza czarownica nie powinna należeć do Najwyższych?
- Oczywiście, powinna. I należy. Pozostali członkowie kontaktują się z nią za pomocą jej córki, Annabel, także czarownicy. Po śmierci Cynthi chciano by to właśnie jej córka miała ją zastąpić w Radzie, ale odkryto sposób na komunikowanie się z nią. I tak już zostało.
Kate kiwnęła głową i zamyśliła się.
- Boisz się. - Alice nie zadała pytania, była tego pewna.
- Tak. Bardzo. Zupełnie nie wiem co mam ze sobą zrobić.
- Nie myśl o tym.
Nagle do drzwi zaczął ktoś pukać. To raczej nie było pukanie tylko walenie w drzwi. Alice i Kate rzuciły sobie porozumiewawcze spojrzenia i przeszły do korytarza.
- Pomocy, pomóżcie! Alice, Kate!
Usłyszały zdruzgotany głos Alexa i szybko rzuciły się do drzwi. gdy je otwarły nie zobaczyły Alexa. W drzwiach nie było nikogo. Usłyszały zgrzytnięcie sprężyn z kanapy Alice i szybko wróciły do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Gdy weszły do niego im oczom ukazał się straszny widok.
Przy kanapie stał brudny i ciężko oddychający Alex. Patrzył na nich błagalnym wzorkiem. Gorsze było to co ujrzały na kanapie. Leżał na niej Jack. Także cały brudny, ale nie tylko od błota i kurzu z lasu. Jego ubranie było poplamione krwią, a na ciele dało się zauważyć wiele zadrapań. Oczy miał zamknięte. Był nieprzytomny.
- Pomóżcie mu! - krzyknął Alex.
Alice i Kate sparaliżowane widokiem, na dźwięk tych słów rzuciły się ku Jackowi by mu pomóc.
piątek, 11 października 2013
Rozdział dziewiętnasty.
Kate wyszła, a wręcz wybiegła z domu Alice. Nie pamiętała już nawet czy trzasnęła drzwiami, czy wyszła z szacunkiem dla pani domu. Nie obchodziło ją to. Szła przed siebie i ciągle myślała o tym, co Alice jej przekazała. Nie mieściło jej się to wszystko w głowie.
Istoty Cieni. Czarownice. Magia. I w końcu: przemiana w jedną z czarownic...
Dziewczyna zmierzała do domu, ale dokładnie nie wiedziała gdzie się znajduje. Szła przed siebie przez długi czas. Nie rozpoznawała tego miejsca. Coś wywiodło ją w nieznajome miejsce. Zatrzymała się, chwyciła pod boki i rozejrzała po okolicy.
- No pięknie! - wykrzyknęła. - Gdzie ty jesteś, głupia idiotko?! - zapytała samej siebie.
Zaczęła rozglądać się za jakimiś ludźmi. może oni pomogliby jej dostać się do domu. Ulice były puste. Panował tu spokój i bezwzględna cisza zakłócana czasem szczekaniem jakiegoś psa. Pomyślała, że zapuka do drzwi jednego z domów i ludzie mieszkający w nim, pomogą jej.
Optymistycznym krokiem ruszyła w stronę najbliższego domu. Nie był zbyt piękny i zadbany, ale nie był też strasznie zapuszczony. Kolor wyblakł już lata temu i teraz z, pewnie, jednego z odcieni ciemnego pomarańczu, został jasny, prawie nie widoczny morelowy odcień. W oknach wisiały zszarzałe już długie firanki, a na parapetach stały rośliny w różnokolorowych doniczkach.Kiedy zaczęła wspinać się po schodkach przed wejściem, każdy z nich głośno zaskrzypiał, jakby miał się zaraz zawalić.
Do drzwi przymocowana była duża kołatka, na której końcu wyrzeźbiony był ryczący tygrys. Kate popatrzyła na niego i dotknęła jego nos. Zimny, bardzo zimny. Bez chwili wachania złapała kołatkę w ręce i mocno zapukała. Poprawiła szybko ubranie i przybrała szeroki uśmiech. Czekała kilka minut, ale nikt nie otworzył. Wzruszyła ramionami i okręciła się na pięcie.
Za każdym razem, gdy pukała do jakichś drzwi nikt nie otwierał. Raz wydawało jej się, że ktoś obserwował ją zza firanki powieszonej w oknie przy drzwiach. Nikt nie chciał jej pomóc. Albo nie mógł.
Zaczynało się robić ciemno. I zimno. Zapięła kurtkę i schowała ręce głęboko do kieszeni. Nagle usłyszała jakieś głosy. Dochodziły ze wszystkich stron. Kate zaczęła kręcić się dookoła i rozglądać się. Ulice były puste, tak jak przed chwilą, ale czuła się jakby stała na środku jakiejś ulicy w Nowym Jorku w godzinie szczytu.
Głosy stawały się coraz bardziej głośniejsze. Aż w końcu przeszły do krzyku. Dziewczyna nie rozumiała nawet słów wykrzykiwanych przez głosy. Dłoniami zasłoniła uszy i zaczęła biec, aby być jak najdalej od tego hałasu. Biegła, znów nie wiedząc w jakim kierunku. Nagle potknęła się o jakiś twardy, duży przedmiot. Upadła w kałuże błota w środku... lasu. Nie wiedziała co tam robiła, ale ciągle słyszała te straszne głosy. Wstała i zaczęła biec szybciej.
- Nie! Nie! Zostawcie mnie! - krzyczała, cięgle biegnąc.
Wtem przypomniały jej się słowa Alice o Istotach Cieni. To one ją gonią. Są niewidzialne, ale ona może je usłyszeć. Cienie chcą mnie zabić, pomyślała w panice Kate.
Biegła nieprzerywanie, a w duszy przeklinała siebie za obijanie się podczas lekcji wychowania fizycznego. Nie potrafiła biegać szybko. Lecz teraz dawała z siebie wszystko.
Kolejne przewrócenie się. Gdy Kate wstawała z ziemi, poczuła ból. Ból jakiego nie czuła nigdy wcześniej. Był tak mocny i przenikliwy, że sparaliżował jej ciało. Dziewczyna nie mogła się ruszać. Towarzyszyło temu uczycie odgryzania jej kawałków ciała. Czuła się obezwładniona przez niewidzialne siły. Nie wiedziała co ma teraz robić, przecież nie mogła się poruszyć.
Poczuła kolejny atak bólu i usłyszała głośny krzyk. Po chwili zdała sobie sprawę, że wydobywa się on z jej gardła. Ból był tak silny, że Kate zamarzyła o tym, by jak najszybciej umrzeć. W jednej chwili głosy ucichły. Po chwili znów je usłyszała, ale tym razem wydawały jej się oddalone i trochę przestraszone. Odeszły. Nie słyszała już ich. Ulga jaka poczuła rozlała sie po całym jej ciele.
Leżała sparaliżowana strachem i bólem w kałuży błota, w jakimś dużym i ciemnym lesie, nie wiadomo w jakim miejscu na świecie, czekając na pomoc. Po chwili usłyszała czyjś głos tuz przy niej. Nie był to głos jednego z Cieni, lecz kogoś znajomego. Dopiero po upływie kilku minut zaczęła rozpoznawać słowa:
-... mnie?! Kate obudź się! Kate! Co się stało?!
Kate otworzyła oczy i ujrzała klęczącego nad nią Alexa. W jego oczach ujrzała strach i panikę, ale wydawał się być opanowany. Uśmiechnęła się do niego i chwyciła go za rękę.
- Cienie, Alex Cienie. - wyszeptała.
- Spokojnie Kate, nic nie mów. Oszczędzaj siły. Muszę zawieść cię do Alice. Ona ci pomoże! - wykrzykiwał Alex, zdejmując swoją kurtkę.
- Nie, nie. Nie chcę być... - nie dokończyła, ponieważ Alex ją uciszył.
- Cicho.Nie masz innego wyboru Kate. Albo to albo śmierć. Nie pozwolę ci umrzeć, więc nie masz nic do gadania. - założył jej swoją kurtkę i wziął na ręce. - Trzymaj się mnie mocno. Biegniemy do Alice.
Nic już nie mówiła. Nie chciała umierać, ale nie chciała też zostać czarownicą. Nie miała pewnie wyboru. W ostateczności i tak wybrała by przemianę niż śmierć.
Po krótkiej chwili zasnęła. Kiedy się obudziła, pochylała się nad nią Alice. Patrzyła na nią życzliwie. Dla Kate było to trochę dziwne, zważając na to jak się zachowała poprzednio.
- Mówiłam, że wrócisz. - szepnęła do niej i uśmiechnęła się.
Zaczęła ją rozbierać. Gdy już to zrobiła okryła ją grubymi kocami i powiedziała:
- Możesz już wejść, Alex.
W pokoju pojawił się bardzo szybko i od razu uklęknął przy kanapie, na której leżała Kate.
- Jak się czujesz? - zapytał troskliwie.
- Już lepiej, ale nadal jest mi zimno i czuję się trochę sparaliżowana...
- Wiem co czujesz. Tez mnie kiedyś napadły. Ale to było bardzo dawno... - Alice włączyła się do rozmowy.
- Co teraz robimy, Alice? - zapytał Alex.
- Teraz czas na przemianę. Pomożesz mi?
- Tak, tak. Pomogę.
Spojrzał na Kate. Dziewczyna leżała zwinięta w kłębek. Spod kilku warstw koców widać był tylko czubek jej głowy. Twarz miała lekko zarumienioną i co chwilę pociągała nosem. Alex odgarnął dłonią włosy z jej twarzy i przez chwilę poczuł się jak ktoś naprawdę jej bliski. Odrzucił od siebie tą myśl. Pomyślał o Jacku. Przecież to ich łączyła miłość. Nie jego i Kate tylko Jacka i Kate. Myślał nad tym jeszcze chwilę, ale starał się odrzucać od siebie taką ewentualność. Nie mógł by się zakochać w kimś, kto jest już zakochane. To absurd! To pierwsza zasada jaką Alex wyznaje w miłości...
- Jack! - zerwał się na równe nogi i krzyknął. - Zostawiłem Jacka, gdy usłyszałem twój krzyk. Ja muszę tam szybko biec. Coś może mu się stać!
Alice i Kate spojrzały na niego zaskoczone. Alex spojrzał jeszcze raz na dziewczynę, a później na Alice, jakby czekając na pozwolenie.
- Biegnij! Poczekamy. - powiedziała i usiadła obok Kate.
Alex jeszcze raz rzucił okiem na nią i ruszył prosto przed siebie. Nie miał czasu. Nie darowałby sobie gdyby Jackowi coś się stało.
Istoty Cieni. Czarownice. Magia. I w końcu: przemiana w jedną z czarownic...
Dziewczyna zmierzała do domu, ale dokładnie nie wiedziała gdzie się znajduje. Szła przed siebie przez długi czas. Nie rozpoznawała tego miejsca. Coś wywiodło ją w nieznajome miejsce. Zatrzymała się, chwyciła pod boki i rozejrzała po okolicy.
- No pięknie! - wykrzyknęła. - Gdzie ty jesteś, głupia idiotko?! - zapytała samej siebie.
Zaczęła rozglądać się za jakimiś ludźmi. może oni pomogliby jej dostać się do domu. Ulice były puste. Panował tu spokój i bezwzględna cisza zakłócana czasem szczekaniem jakiegoś psa. Pomyślała, że zapuka do drzwi jednego z domów i ludzie mieszkający w nim, pomogą jej.
Optymistycznym krokiem ruszyła w stronę najbliższego domu. Nie był zbyt piękny i zadbany, ale nie był też strasznie zapuszczony. Kolor wyblakł już lata temu i teraz z, pewnie, jednego z odcieni ciemnego pomarańczu, został jasny, prawie nie widoczny morelowy odcień. W oknach wisiały zszarzałe już długie firanki, a na parapetach stały rośliny w różnokolorowych doniczkach.Kiedy zaczęła wspinać się po schodkach przed wejściem, każdy z nich głośno zaskrzypiał, jakby miał się zaraz zawalić.
Do drzwi przymocowana była duża kołatka, na której końcu wyrzeźbiony był ryczący tygrys. Kate popatrzyła na niego i dotknęła jego nos. Zimny, bardzo zimny. Bez chwili wachania złapała kołatkę w ręce i mocno zapukała. Poprawiła szybko ubranie i przybrała szeroki uśmiech. Czekała kilka minut, ale nikt nie otworzył. Wzruszyła ramionami i okręciła się na pięcie.
Za każdym razem, gdy pukała do jakichś drzwi nikt nie otwierał. Raz wydawało jej się, że ktoś obserwował ją zza firanki powieszonej w oknie przy drzwiach. Nikt nie chciał jej pomóc. Albo nie mógł.
Zaczynało się robić ciemno. I zimno. Zapięła kurtkę i schowała ręce głęboko do kieszeni. Nagle usłyszała jakieś głosy. Dochodziły ze wszystkich stron. Kate zaczęła kręcić się dookoła i rozglądać się. Ulice były puste, tak jak przed chwilą, ale czuła się jakby stała na środku jakiejś ulicy w Nowym Jorku w godzinie szczytu.
Głosy stawały się coraz bardziej głośniejsze. Aż w końcu przeszły do krzyku. Dziewczyna nie rozumiała nawet słów wykrzykiwanych przez głosy. Dłoniami zasłoniła uszy i zaczęła biec, aby być jak najdalej od tego hałasu. Biegła, znów nie wiedząc w jakim kierunku. Nagle potknęła się o jakiś twardy, duży przedmiot. Upadła w kałuże błota w środku... lasu. Nie wiedziała co tam robiła, ale ciągle słyszała te straszne głosy. Wstała i zaczęła biec szybciej.
- Nie! Nie! Zostawcie mnie! - krzyczała, cięgle biegnąc.
Wtem przypomniały jej się słowa Alice o Istotach Cieni. To one ją gonią. Są niewidzialne, ale ona może je usłyszeć. Cienie chcą mnie zabić, pomyślała w panice Kate.
Biegła nieprzerywanie, a w duszy przeklinała siebie za obijanie się podczas lekcji wychowania fizycznego. Nie potrafiła biegać szybko. Lecz teraz dawała z siebie wszystko.
Kolejne przewrócenie się. Gdy Kate wstawała z ziemi, poczuła ból. Ból jakiego nie czuła nigdy wcześniej. Był tak mocny i przenikliwy, że sparaliżował jej ciało. Dziewczyna nie mogła się ruszać. Towarzyszyło temu uczycie odgryzania jej kawałków ciała. Czuła się obezwładniona przez niewidzialne siły. Nie wiedziała co ma teraz robić, przecież nie mogła się poruszyć.
Poczuła kolejny atak bólu i usłyszała głośny krzyk. Po chwili zdała sobie sprawę, że wydobywa się on z jej gardła. Ból był tak silny, że Kate zamarzyła o tym, by jak najszybciej umrzeć. W jednej chwili głosy ucichły. Po chwili znów je usłyszała, ale tym razem wydawały jej się oddalone i trochę przestraszone. Odeszły. Nie słyszała już ich. Ulga jaka poczuła rozlała sie po całym jej ciele.
Leżała sparaliżowana strachem i bólem w kałuży błota, w jakimś dużym i ciemnym lesie, nie wiadomo w jakim miejscu na świecie, czekając na pomoc. Po chwili usłyszała czyjś głos tuz przy niej. Nie był to głos jednego z Cieni, lecz kogoś znajomego. Dopiero po upływie kilku minut zaczęła rozpoznawać słowa:
-... mnie?! Kate obudź się! Kate! Co się stało?!
Kate otworzyła oczy i ujrzała klęczącego nad nią Alexa. W jego oczach ujrzała strach i panikę, ale wydawał się być opanowany. Uśmiechnęła się do niego i chwyciła go za rękę.
- Cienie, Alex Cienie. - wyszeptała.
- Spokojnie Kate, nic nie mów. Oszczędzaj siły. Muszę zawieść cię do Alice. Ona ci pomoże! - wykrzykiwał Alex, zdejmując swoją kurtkę.
- Nie, nie. Nie chcę być... - nie dokończyła, ponieważ Alex ją uciszył.
- Cicho.Nie masz innego wyboru Kate. Albo to albo śmierć. Nie pozwolę ci umrzeć, więc nie masz nic do gadania. - założył jej swoją kurtkę i wziął na ręce. - Trzymaj się mnie mocno. Biegniemy do Alice.
Nic już nie mówiła. Nie chciała umierać, ale nie chciała też zostać czarownicą. Nie miała pewnie wyboru. W ostateczności i tak wybrała by przemianę niż śmierć.
Po krótkiej chwili zasnęła. Kiedy się obudziła, pochylała się nad nią Alice. Patrzyła na nią życzliwie. Dla Kate było to trochę dziwne, zważając na to jak się zachowała poprzednio.
- Mówiłam, że wrócisz. - szepnęła do niej i uśmiechnęła się.
Zaczęła ją rozbierać. Gdy już to zrobiła okryła ją grubymi kocami i powiedziała:
- Możesz już wejść, Alex.
W pokoju pojawił się bardzo szybko i od razu uklęknął przy kanapie, na której leżała Kate.
- Jak się czujesz? - zapytał troskliwie.
- Już lepiej, ale nadal jest mi zimno i czuję się trochę sparaliżowana...
- Wiem co czujesz. Tez mnie kiedyś napadły. Ale to było bardzo dawno... - Alice włączyła się do rozmowy.
- Co teraz robimy, Alice? - zapytał Alex.
- Teraz czas na przemianę. Pomożesz mi?
- Tak, tak. Pomogę.
Spojrzał na Kate. Dziewczyna leżała zwinięta w kłębek. Spod kilku warstw koców widać był tylko czubek jej głowy. Twarz miała lekko zarumienioną i co chwilę pociągała nosem. Alex odgarnął dłonią włosy z jej twarzy i przez chwilę poczuł się jak ktoś naprawdę jej bliski. Odrzucił od siebie tą myśl. Pomyślał o Jacku. Przecież to ich łączyła miłość. Nie jego i Kate tylko Jacka i Kate. Myślał nad tym jeszcze chwilę, ale starał się odrzucać od siebie taką ewentualność. Nie mógł by się zakochać w kimś, kto jest już zakochane. To absurd! To pierwsza zasada jaką Alex wyznaje w miłości...
- Jack! - zerwał się na równe nogi i krzyknął. - Zostawiłem Jacka, gdy usłyszałem twój krzyk. Ja muszę tam szybko biec. Coś może mu się stać!
Alice i Kate spojrzały na niego zaskoczone. Alex spojrzał jeszcze raz na dziewczynę, a później na Alice, jakby czekając na pozwolenie.
- Biegnij! Poczekamy. - powiedziała i usiadła obok Kate.
Alex jeszcze raz rzucił okiem na nią i ruszył prosto przed siebie. Nie miał czasu. Nie darowałby sobie gdyby Jackowi coś się stało.
poniedziałek, 7 października 2013
Rozdział osiemnasty.
- Co? - zapytała Kate, nie dając upustu swoim emocjom. - Ja też będę wiedźmą?
- Nie, poprawka. Będziesz czarownicą Kate. Nie jakąś tam wiedźmą. Wiedźmy to te czarownice, które praktykują tak zwaną czarną magię - prychnęła. - Ty tego nie będziesz robić, ponieważ to jest zabronione. - dokończyła z uśmiechem.
Kobieta wstała i wzięła ze stolika pusty talerzyk po ciasteczkach. Kiedy stała przy blacie w kuchni odwrócona do dziewczyny plecami, ta wstała zabrała torebkę i już prawie wyszła z pokoju kiedy Alice krzyknęła:
- Gdzie idziesz? Do łazienki? To nie tam.
- Yyy... - przez chwilę Kate chciała skłamać, że zostawiła coś w kurtce, ale rozmyśliła się.- Nie szukam łazienki.
- Więc gdzie się wybierasz?
Kobieta patrzyła na nią dziwnym wzrokiem, cały czas trzymając w ręce talerz z ciasteczkami.
- Idę do domu, proszę pani. - odpowiedziała takim tonem jakby było to oczywiste.
- Dlaczego?! - zapytała oburzonym tonem.
- Nie prosiłam pani o przemienienie mnie w czarownicę, więc nie zostanę tutaj ani chwili dłużej, bo nie chcę nią zostać. Chcę pozostać człowiekiem!! - wykrzyknęła i wyszła z pokoju.
Kiedy ubierała kurtkę i zakładała buty prawie na pewno usłyszała słowa Alice:
- Niedługo i tak wrócisz.
Alex zatrzymał samochód na dróżce prowadzącej do ciemnego lasu. Wysiadł z niego i zaczął wyjmować broń z tylnego siedzenia. Po kilku sekundach popatrzył na Jacka i wymamrotał coś pod nosem o pomocy. Jack błyskawicznie zaczął mu pomagać. Wszystko wrzucali do dwóch dużych worków. Jego podekscytowanie rosło z każdą chwilą, z każdym dotknięciem drewnianych ostrzy i sprzętów.
Gdy wyjęli już wszystko Alex zamknął samochód i ruszył w las. Jack złapał swoją torbę i ruszył za przyjacielem. Gdy tylko chłopak zrównał się z nim, wampir zaczął biec i już go nie było widać. Jack ruszył szybko za nim omijając wszystkie drzewa.
Wampir zatrzymał się po minucie intensywnego biegu.
- Stój! - krzyknął do Jacka.
Chłopak nie zwracał na niego uwagi, był skupiony na czymś zupełnie innym. Ciągle myślał nad tym co będą robić w środku lasu. Jakby postąpił, co by zrobił? Przez te rozmyślania wilkołak wpadł na Alexa z odgłosem głuchego przyłożenia pięścią ze stali w marmur.
- Co ty robisz, do...?! - nie dokończył. Popatrzył na chłopaka, powstrzymującego się od wybuchnięcia śmiechem, z taką powagą w oczach jakiej Jack u niego nigdy nie widział.
- Po prostu się zagapiłem i nie usłyszałem Cię. - wyjaśniał Jack, opanowując się.
Alex pokręcił głową i odwrócił się od przyjaciela. Rzucił swoją torbę na ziemię. Niektóre drewniane przedmioty wypadły z niego na ziemię. Wampir popatrzył na nie, a następnie nie worek Jacka.
- Daj go! - warknął.
Chłopak rzucił mu go i przyglądał mu się. Jego przyjaciel wysypał wszystko na środek polanki, na której się znajdywali. Była nawet trochę podobna do Jego Polanki. Nazywał ją tak od początku. Od ugryzienie przez Eve, gdy był chłopcem, do końcowej fazy przemiany, także wykonanej przez Eve.
Gdy wszystkie przedmioty leżały już, wysypane, na ziemi, Alex stanął na środku polanki i uniósł wysoko palec. Jack pomyślał, że sprawdza kierunek wiatru, ale po co? Po chwili zaczął się obracać i przypatrywał się drzewom. Gdy był już gotowy, zrobił dziesięć kroków w przeciwną stronę skąd przybyli.
Jack patrzył ciekawie na przyjaciela i myślał nad tym, co on może teraz robić.
Po dojściu do swojego celu, Alex obrzucił miejsce niewzruszonym spojrzeniem i jak gdyby nigdy nic wyrwał rosnący przed nim wielki i gęsty krzak.
Dla Jacka wydało się to dziwne. Później jego oczom ukazała się wielka dwukolorowa tarcza. Widać było, że nie jest nowa, ale już trochę zużyta.
- Tu będziemy ćwiczyć. Dalej ogarnij się! - powiedziała Alex i wrócił do miejsca gdzie wysypał broń.
- Alex, mogę o coś zapytać? - powiedział Jack trochę przestraszony tonem głosu wampira.
- Lepiej się zabierz za ćwiczenia, a nie zadawaj głupich pytań! Jeśli będziesz tak stał to dużo się nie nauczysz! - odkrzyknął.
Jack wziął do ręki leżący najbliżej niego łuk i zaczął szukać strzały. Alex podał mu ja szybko, mrucząc coś pod nosem. Chłopak przyjął odpowiednią pozycję i wystrzelił strzałę. Usłyszał krótkotrwały świst a następnie głuche uderzenie. Ku zaskoczeniu Jacka strzała wbiła się w sam środek tarczy. Alex uniósł wysoko brwi i rzucił mu kolejną strzałę. Po kolejnych udanych trafieniach wampir powiedział do chłopaka:
- Jak na razie dobrze ci idzie, ale to jest tylko łuk. Teraz weź toporek.
- Alex...
- Nie, nic nie mów. Gadanie może cię tylko rozproszyć. Po prostu wyobraź sobie, że jesteś na polu walki. Poczuj to. zachowuj się jakbyś tam był. Bądź uważny i czuły na wszystkie niepokojące znaki. Musisz być zawsze gotowy do walki, nawet teraz!
Na polanie zaległa cisza. Chłopak skupił się tak jak nakazał mu Alex. Zamknął oczy i oczyścił umysł. Gdy je otworzył zaczął poruszać się jakby był w transie. Atakował tarczę z każdego możliwego punktu i wszystkimi możliwymi sposobami.
Gdy się ocknął zaczęło robić się ciemno. Nie wiedział nawet ile godzin trenował, ale był już trochę zmęczony. Rozejrzał się po polanie. Była pusta. Ani śladu po Aleksie. Zdenerwowany rzucił na ziemie jakąś dziwną broń tak mocno, że rozpadła się w małe kawałki.
Nagle usłyszał jakiś szelest. Rozejrzał się uważnie. Miejsce skąd dochodził ten dźwięk było teraz e=równo na przeciw niego. Patrzył w to miejsce i zastanawiał się co się kryje za wielkimi krzakami.
- Kto tam? - zapytał. - Alex?
Zaczął powoli zbliżać się do obserwowanego miejsca. Nagle na jego plecy spadł jakiś ciężar. Jack upadł. Chciał się przewrócić na plecy, ale coś wielkiego, leżącego na nim nie pozwalało mu tego zrobić. Zaczął krzyczeć i wiercić się. Jak na zawołanie ciężar z jego pleców zniknął. Jack usiadł błyskawicznie. Zakaszlał i potarł ręką bolące miejsce.
Zauważył, że coś porusza się w jego kierunku z nadzwyczajną prędkością. To cos po chwili uderzyło go z ogromną siłą w ramiona i znów przewróciło. Jack skulił się z bólu i czekał na kolejną falę bólu. Przypominało mu to conocny ból promieniujący od miejsca jego ugryzienia. Nagle przypomniał mu się Alex. Przypomniały mu sie jego słowa.
Na polanie panował chaos. Postać, która go uderzyła przemieszczała się po całej polanie, przygotowując się do kolejnego ataku.
Ostatkiem sił wstał, lekko się zakołysał i znów upadł. Złapał najbliżej leżącą broń. Był to łuk. Na szczęście gotowy do strzału. Szybko wstał i strzelił. Nie mógł trafić, dlatego próbował cały czas. Po kilku minutach skończyły mu się strzały. Odrzucił łuk i złapał toporek. Ostatnia broń jaka mu została. Reszta była za daleko od Jacka.
Tajemnicza postać zdenerwowana strzałami zaczęła się do niego zbliżać. Chłopak przygotował się i rzucił toporek. Usłyszał głuche uderzenie i zauważył, że postać klęknęła. Po chwili przewróciła się i juz się nie poruszała.
- Trafiłem... - powiedział cicho i runął na ziemię.
- Nie, poprawka. Będziesz czarownicą Kate. Nie jakąś tam wiedźmą. Wiedźmy to te czarownice, które praktykują tak zwaną czarną magię - prychnęła. - Ty tego nie będziesz robić, ponieważ to jest zabronione. - dokończyła z uśmiechem.
Kobieta wstała i wzięła ze stolika pusty talerzyk po ciasteczkach. Kiedy stała przy blacie w kuchni odwrócona do dziewczyny plecami, ta wstała zabrała torebkę i już prawie wyszła z pokoju kiedy Alice krzyknęła:
- Gdzie idziesz? Do łazienki? To nie tam.
- Yyy... - przez chwilę Kate chciała skłamać, że zostawiła coś w kurtce, ale rozmyśliła się.- Nie szukam łazienki.
- Więc gdzie się wybierasz?
Kobieta patrzyła na nią dziwnym wzrokiem, cały czas trzymając w ręce talerz z ciasteczkami.
- Idę do domu, proszę pani. - odpowiedziała takim tonem jakby było to oczywiste.
- Dlaczego?! - zapytała oburzonym tonem.
- Nie prosiłam pani o przemienienie mnie w czarownicę, więc nie zostanę tutaj ani chwili dłużej, bo nie chcę nią zostać. Chcę pozostać człowiekiem!! - wykrzyknęła i wyszła z pokoju.
Kiedy ubierała kurtkę i zakładała buty prawie na pewno usłyszała słowa Alice:
- Niedługo i tak wrócisz.
Alex zatrzymał samochód na dróżce prowadzącej do ciemnego lasu. Wysiadł z niego i zaczął wyjmować broń z tylnego siedzenia. Po kilku sekundach popatrzył na Jacka i wymamrotał coś pod nosem o pomocy. Jack błyskawicznie zaczął mu pomagać. Wszystko wrzucali do dwóch dużych worków. Jego podekscytowanie rosło z każdą chwilą, z każdym dotknięciem drewnianych ostrzy i sprzętów.
Gdy wyjęli już wszystko Alex zamknął samochód i ruszył w las. Jack złapał swoją torbę i ruszył za przyjacielem. Gdy tylko chłopak zrównał się z nim, wampir zaczął biec i już go nie było widać. Jack ruszył szybko za nim omijając wszystkie drzewa.
Wampir zatrzymał się po minucie intensywnego biegu.
- Stój! - krzyknął do Jacka.
Chłopak nie zwracał na niego uwagi, był skupiony na czymś zupełnie innym. Ciągle myślał nad tym co będą robić w środku lasu. Jakby postąpił, co by zrobił? Przez te rozmyślania wilkołak wpadł na Alexa z odgłosem głuchego przyłożenia pięścią ze stali w marmur.
- Co ty robisz, do...?! - nie dokończył. Popatrzył na chłopaka, powstrzymującego się od wybuchnięcia śmiechem, z taką powagą w oczach jakiej Jack u niego nigdy nie widział.
- Po prostu się zagapiłem i nie usłyszałem Cię. - wyjaśniał Jack, opanowując się.
Alex pokręcił głową i odwrócił się od przyjaciela. Rzucił swoją torbę na ziemię. Niektóre drewniane przedmioty wypadły z niego na ziemię. Wampir popatrzył na nie, a następnie nie worek Jacka.
- Daj go! - warknął.
Chłopak rzucił mu go i przyglądał mu się. Jego przyjaciel wysypał wszystko na środek polanki, na której się znajdywali. Była nawet trochę podobna do Jego Polanki. Nazywał ją tak od początku. Od ugryzienie przez Eve, gdy był chłopcem, do końcowej fazy przemiany, także wykonanej przez Eve.
Gdy wszystkie przedmioty leżały już, wysypane, na ziemi, Alex stanął na środku polanki i uniósł wysoko palec. Jack pomyślał, że sprawdza kierunek wiatru, ale po co? Po chwili zaczął się obracać i przypatrywał się drzewom. Gdy był już gotowy, zrobił dziesięć kroków w przeciwną stronę skąd przybyli.
Jack patrzył ciekawie na przyjaciela i myślał nad tym, co on może teraz robić.
Po dojściu do swojego celu, Alex obrzucił miejsce niewzruszonym spojrzeniem i jak gdyby nigdy nic wyrwał rosnący przed nim wielki i gęsty krzak.
Dla Jacka wydało się to dziwne. Później jego oczom ukazała się wielka dwukolorowa tarcza. Widać było, że nie jest nowa, ale już trochę zużyta.
- Tu będziemy ćwiczyć. Dalej ogarnij się! - powiedziała Alex i wrócił do miejsca gdzie wysypał broń.
- Alex, mogę o coś zapytać? - powiedział Jack trochę przestraszony tonem głosu wampira.
- Lepiej się zabierz za ćwiczenia, a nie zadawaj głupich pytań! Jeśli będziesz tak stał to dużo się nie nauczysz! - odkrzyknął.
Jack wziął do ręki leżący najbliżej niego łuk i zaczął szukać strzały. Alex podał mu ja szybko, mrucząc coś pod nosem. Chłopak przyjął odpowiednią pozycję i wystrzelił strzałę. Usłyszał krótkotrwały świst a następnie głuche uderzenie. Ku zaskoczeniu Jacka strzała wbiła się w sam środek tarczy. Alex uniósł wysoko brwi i rzucił mu kolejną strzałę. Po kolejnych udanych trafieniach wampir powiedział do chłopaka:
- Jak na razie dobrze ci idzie, ale to jest tylko łuk. Teraz weź toporek.
- Alex...
- Nie, nic nie mów. Gadanie może cię tylko rozproszyć. Po prostu wyobraź sobie, że jesteś na polu walki. Poczuj to. zachowuj się jakbyś tam był. Bądź uważny i czuły na wszystkie niepokojące znaki. Musisz być zawsze gotowy do walki, nawet teraz!
Na polanie zaległa cisza. Chłopak skupił się tak jak nakazał mu Alex. Zamknął oczy i oczyścił umysł. Gdy je otworzył zaczął poruszać się jakby był w transie. Atakował tarczę z każdego możliwego punktu i wszystkimi możliwymi sposobami.
Gdy się ocknął zaczęło robić się ciemno. Nie wiedział nawet ile godzin trenował, ale był już trochę zmęczony. Rozejrzał się po polanie. Była pusta. Ani śladu po Aleksie. Zdenerwowany rzucił na ziemie jakąś dziwną broń tak mocno, że rozpadła się w małe kawałki.
Nagle usłyszał jakiś szelest. Rozejrzał się uważnie. Miejsce skąd dochodził ten dźwięk było teraz e=równo na przeciw niego. Patrzył w to miejsce i zastanawiał się co się kryje za wielkimi krzakami.
- Kto tam? - zapytał. - Alex?
Zaczął powoli zbliżać się do obserwowanego miejsca. Nagle na jego plecy spadł jakiś ciężar. Jack upadł. Chciał się przewrócić na plecy, ale coś wielkiego, leżącego na nim nie pozwalało mu tego zrobić. Zaczął krzyczeć i wiercić się. Jak na zawołanie ciężar z jego pleców zniknął. Jack usiadł błyskawicznie. Zakaszlał i potarł ręką bolące miejsce.
Zauważył, że coś porusza się w jego kierunku z nadzwyczajną prędkością. To cos po chwili uderzyło go z ogromną siłą w ramiona i znów przewróciło. Jack skulił się z bólu i czekał na kolejną falę bólu. Przypominało mu to conocny ból promieniujący od miejsca jego ugryzienia. Nagle przypomniał mu się Alex. Przypomniały mu sie jego słowa.
Na polanie panował chaos. Postać, która go uderzyła przemieszczała się po całej polanie, przygotowując się do kolejnego ataku.
Ostatkiem sił wstał, lekko się zakołysał i znów upadł. Złapał najbliżej leżącą broń. Był to łuk. Na szczęście gotowy do strzału. Szybko wstał i strzelił. Nie mógł trafić, dlatego próbował cały czas. Po kilku minutach skończyły mu się strzały. Odrzucił łuk i złapał toporek. Ostatnia broń jaka mu została. Reszta była za daleko od Jacka.
Tajemnicza postać zdenerwowana strzałami zaczęła się do niego zbliżać. Chłopak przygotował się i rzucił toporek. Usłyszał głuche uderzenie i zauważył, że postać klęknęła. Po chwili przewróciła się i juz się nie poruszała.
- Trafiłem... - powiedział cicho i runął na ziemię.
wtorek, 10 września 2013
Rozdział siedemnasty.
- Powie mi pani wreszcie o co chodzi? - zapytała nieśmiało Kate. Trochę wstydziła się tego, że nakrzyczała na Alice, ale nie wytrzymała. Tak po prostu.
Alice nie odpowiedziała. Krzątała się w kuchni. Wreszcie, po paru minutach, z dużą tacą w rękach, podeszła do stolika i wyłożyła na niego dwie filiżanki z herbatą, cukierniczkę i talerz z ciasteczkami. Uśmiech nie schodził z jej twarzy. Popatrzyła na Kate i wzięła zdjęcia do ręki.
- Posłuchaj... Wiesz dużo, ale nie wiesz wszystkiego. - powiedziała spokojnie Alice. Już się nie uśmiechała. - Spójrz jeszcze raz na te zdjęcia. Bardzo dokładnie. Proszę. - podała dziewczynie zdjęcia.
Kate szybko przewertowała kilka zdjęć i jeszcze raz. I jeszcze raz. Nie zobaczyła nic dziwnego.
- Przykro mi, ale ja nic tutaj nie widzę...
- Wiem. Zaraz zobaczysz. - kolejny uśmiech.
Kobieta zabrała zdjęcia Kate i zamknęła oczy. Jedną ręką wodziła nad nimi, a drugą trzymała je lekko podniesione nad kolanami. Zaczęła mówić - bardzo cicho i z wielkim skupieniem - jakieś dziwne słowa. Dziewczyna pomyślała, że to pewnie w jakimś obcym języku. Po chwili zdjęcia zaczęły się zmieniać. Zaczęły pojawiać się na nich jakieś dziwne cienie.
Alice otworzyła szeroko oczy i podała zdjęcia Kate.
- Teraz popatrz. - rzekła.
Na każdym z zdjęć pojawiły się cienie. Wszędzie dookoła postaci Kate i Jacka znajdowały się cienie, które ukształtowały się jakby na niewyraźne sylwetki ludzi.
- Co to jest? - zapytała przerażona.
- To Istoty Cieni. Jestem pewna, że tego Jack ci nie powiedział! Zgadłam?
- Nie powiedział. Co to za Istoty?
- Te Istoty są złe. Ty i Jack to najlepszy przykład. On jest wilkołakiem - istotą magiczną, a ty jesteś człowiekiem. A z istotami magicznymi łączy cię tylko to, że twój chłopak jest wilkołakiem i tak dalej... Chodzi o to, że Istoty Cieni pożywiają się takimi jak ty! Najwyższa Rada od lat przestrzega przed tym, aby informować istoty nieświadome o nas - o magicznych. Więc ci, którzy są ludźmi, a wiedzą o nas są powoli, bardzo powoli zabijane przez Cienie. Wyjadają sobie twoją duszę, a gdy już skończą - umierasz. Wtedy ty także stajesz się Cieniem.
Kate nie wiedziała co powiedzieć. Patrzyła szeroko otwartymi oczami na Alice i zaczęła się bać. Pomyślała o tym, że Cienie mogą ją teraz otaczać i powoli wyjadać jej duszę. Rozejrzała się dookoła i nagle przeszedł jej po plecach zimny dreszcz.
- Tu ich nie ma. - powiedziała Alice, jakby czytała jej w myślach. - Wyczarowałam sobie ochronę dla mojego domu i nie mają tu wejścia! No chyba, że je tu zaproszę. Kate! Jeśli kiedykolwiek to zrobię, będziesz musiała zamknąć jak najszybciej wszystkie okna i drzwi. Te które zdążą tu wejść - zabijemy. - powiedziała to jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie.
- Więc jesteś czarownicą? - zapytała dla pewności.
- Tak. I ty także będziesz!
- Jack! Wstawaj! - krzyknął Alex.
Claire stała przy nim i patrzyła na brata. Co chwilę powstrzymywała śmiech. Jej brata zasnął przed godziną i nie mógł się teraz obudzić.
- Alex to nie pomoże. - powiedziała spokojnie.
- To co pomoże? Musimy iść ćwiczyć!
Dziewczynka nie odpowiedziała. Wspięła się niezgrabnie na łóżko i wskoczyła na brata. Jack krzyknął i złapał Claire. Zaczął ją łaskotać i kulać się po całym łóżku.
- Dobrze, dobrze. Koniec już! Nie mamy czasu! - powiedziała zdenerwowany Alex.
Od czasu wizyty Eve nie uśmiechał się i często na nich krzyczał.
Jack wstał i położył Claire na łóżko. Dziewczynka roześmiała się i wstała. Jack wziął ją na ręce i dał jej buziaka.
- Szefie, gdzie dziś idziemy i co będziemy robić? - zapytał żartobliwie Jack.
- Ha ha ha, śmieszne Jack, śmieszne - odparł sarkastycznie Alex. Odwrócił się i wyszedł z pokoju.
Jack z Claire na rękach podążyli za nim. Gdy oni wyszli z pokoju, Alex był już przy schodach. Spojrzał na nich i już chciał zejść na dół, kiedy Jack powiedział:
- Alex! Poczekaj. Przepraszam stary, że sobie żartowałem. Zgoda?
Wyciągnął do wampira dłoń. Alex spojrzał na nią i uścisnął ją.
- Idziemy do lasu. Będziemy ćwiczyć. Pasuje?
Jack skinął głową i postawił Claire na ziemi.
- Mogę iść z wami? - zapytała z uśmiechem.
Alex i Jack spojrzeli na siebie, a później na dziewczynkę. Jack kucnął przed nią i złapał ją za ręce.
- Niestety nie możesz, Claire.
- Dlaczego?! - oburzyła się dziewczynka.
- Jesteś za... - Ugryzł się w język. Chciał powiedzieć, że jest za mała, ale ostatnio często jej to mówił. - Jesteś za drobna i za ważna dla mnie, abym mógł ci na to pozwolić Claire. Tam może ci się coś stać. Nie przeżyłbym tego Claire!
Dziewczynka spojrzała mu w oczy, ucałowała go w oczy i podeszła do Alexa.
- Zaopiekuj się moim bratem, dobrze? - szepnęła i także go ucałowała. Alex uśmiechnął się i przytulił ją.
Chłopcy zeszli schodami na dół. Jack krzyknął do Charliego, który jadł późny obiad, że wychodzi i poszli. Kiedy wychodzili z domu nie padało. Jack pomyślał, że to dobrze. Nic nie będzie im przeszkadzać.
Na podjeździe stało najnowsze i najdroższe volvo jakie widział. Ognistą czerwienią odróżniał się od otaczających go jesiennych szarości. Alex nadusił jeden z guzików na pilocie samochodowym i otworzył go. Jack szybko wpadł do środka i usiadł wygodnie w fotelu.
- Stary, ale bryka! Chcesz mi ją sprezentować? - zażartował Jack.
- Nie. - odpowiedział poważnie Alex.
Jechali w zupełnej ciszy. Kierowali się na obrzeża miasta. Gdy byli już poza jego granicami Jack odezwał się:
- To co dziś robimy?
- Odwróć się to się dowiesz.
Chłopak posłuchał wampira i odwrócił się. To co zobaczył wzbudziło w nim lekki strach.
Na tylnim siedzeniu leżały: drewniane, nowe kusze, wiele drewnianych kołków o różnych rozmiarach, pistolety o różnych kalibrach i magazynki załadowane małymi, drewnianymi kołkami. Były nawet długie, ostro zakończone dzidy i małe siekierki z drewna.
Widząc zdziwienie Jacka, Alex powiedział:
- Już wiesz co będziemy robić. Podoba się? - dodał po chwili.
Jack spojrzał na Alexa i znów na arsenał ukryty z tyłu.
- Skąd ty to masz? - zapytał.
- Moje własne wyroby. Mogę założyć firmę, nie uważasz? - kolejny sarkazm.
Jack popatrzył na Alexa, uśmiechnął się i powiedział:
- No to się zabawimy!
Alice nie odpowiedziała. Krzątała się w kuchni. Wreszcie, po paru minutach, z dużą tacą w rękach, podeszła do stolika i wyłożyła na niego dwie filiżanki z herbatą, cukierniczkę i talerz z ciasteczkami. Uśmiech nie schodził z jej twarzy. Popatrzyła na Kate i wzięła zdjęcia do ręki.
- Posłuchaj... Wiesz dużo, ale nie wiesz wszystkiego. - powiedziała spokojnie Alice. Już się nie uśmiechała. - Spójrz jeszcze raz na te zdjęcia. Bardzo dokładnie. Proszę. - podała dziewczynie zdjęcia.
Kate szybko przewertowała kilka zdjęć i jeszcze raz. I jeszcze raz. Nie zobaczyła nic dziwnego.
- Przykro mi, ale ja nic tutaj nie widzę...
- Wiem. Zaraz zobaczysz. - kolejny uśmiech.
Kobieta zabrała zdjęcia Kate i zamknęła oczy. Jedną ręką wodziła nad nimi, a drugą trzymała je lekko podniesione nad kolanami. Zaczęła mówić - bardzo cicho i z wielkim skupieniem - jakieś dziwne słowa. Dziewczyna pomyślała, że to pewnie w jakimś obcym języku. Po chwili zdjęcia zaczęły się zmieniać. Zaczęły pojawiać się na nich jakieś dziwne cienie.
Alice otworzyła szeroko oczy i podała zdjęcia Kate.
- Teraz popatrz. - rzekła.
Na każdym z zdjęć pojawiły się cienie. Wszędzie dookoła postaci Kate i Jacka znajdowały się cienie, które ukształtowały się jakby na niewyraźne sylwetki ludzi.
- Co to jest? - zapytała przerażona.
- To Istoty Cieni. Jestem pewna, że tego Jack ci nie powiedział! Zgadłam?
- Nie powiedział. Co to za Istoty?
- Te Istoty są złe. Ty i Jack to najlepszy przykład. On jest wilkołakiem - istotą magiczną, a ty jesteś człowiekiem. A z istotami magicznymi łączy cię tylko to, że twój chłopak jest wilkołakiem i tak dalej... Chodzi o to, że Istoty Cieni pożywiają się takimi jak ty! Najwyższa Rada od lat przestrzega przed tym, aby informować istoty nieświadome o nas - o magicznych. Więc ci, którzy są ludźmi, a wiedzą o nas są powoli, bardzo powoli zabijane przez Cienie. Wyjadają sobie twoją duszę, a gdy już skończą - umierasz. Wtedy ty także stajesz się Cieniem.
Kate nie wiedziała co powiedzieć. Patrzyła szeroko otwartymi oczami na Alice i zaczęła się bać. Pomyślała o tym, że Cienie mogą ją teraz otaczać i powoli wyjadać jej duszę. Rozejrzała się dookoła i nagle przeszedł jej po plecach zimny dreszcz.
- Tu ich nie ma. - powiedziała Alice, jakby czytała jej w myślach. - Wyczarowałam sobie ochronę dla mojego domu i nie mają tu wejścia! No chyba, że je tu zaproszę. Kate! Jeśli kiedykolwiek to zrobię, będziesz musiała zamknąć jak najszybciej wszystkie okna i drzwi. Te które zdążą tu wejść - zabijemy. - powiedziała to jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie.
- Więc jesteś czarownicą? - zapytała dla pewności.
- Tak. I ty także będziesz!
- Jack! Wstawaj! - krzyknął Alex.
Claire stała przy nim i patrzyła na brata. Co chwilę powstrzymywała śmiech. Jej brata zasnął przed godziną i nie mógł się teraz obudzić.
- Alex to nie pomoże. - powiedziała spokojnie.
- To co pomoże? Musimy iść ćwiczyć!
Dziewczynka nie odpowiedziała. Wspięła się niezgrabnie na łóżko i wskoczyła na brata. Jack krzyknął i złapał Claire. Zaczął ją łaskotać i kulać się po całym łóżku.
- Dobrze, dobrze. Koniec już! Nie mamy czasu! - powiedziała zdenerwowany Alex.
Od czasu wizyty Eve nie uśmiechał się i często na nich krzyczał.
Jack wstał i położył Claire na łóżko. Dziewczynka roześmiała się i wstała. Jack wziął ją na ręce i dał jej buziaka.
- Szefie, gdzie dziś idziemy i co będziemy robić? - zapytał żartobliwie Jack.
- Ha ha ha, śmieszne Jack, śmieszne - odparł sarkastycznie Alex. Odwrócił się i wyszedł z pokoju.
Jack z Claire na rękach podążyli za nim. Gdy oni wyszli z pokoju, Alex był już przy schodach. Spojrzał na nich i już chciał zejść na dół, kiedy Jack powiedział:
- Alex! Poczekaj. Przepraszam stary, że sobie żartowałem. Zgoda?
Wyciągnął do wampira dłoń. Alex spojrzał na nią i uścisnął ją.
- Idziemy do lasu. Będziemy ćwiczyć. Pasuje?
Jack skinął głową i postawił Claire na ziemi.
- Mogę iść z wami? - zapytała z uśmiechem.
Alex i Jack spojrzeli na siebie, a później na dziewczynkę. Jack kucnął przed nią i złapał ją za ręce.
- Niestety nie możesz, Claire.
- Dlaczego?! - oburzyła się dziewczynka.
- Jesteś za... - Ugryzł się w język. Chciał powiedzieć, że jest za mała, ale ostatnio często jej to mówił. - Jesteś za drobna i za ważna dla mnie, abym mógł ci na to pozwolić Claire. Tam może ci się coś stać. Nie przeżyłbym tego Claire!
Dziewczynka spojrzała mu w oczy, ucałowała go w oczy i podeszła do Alexa.
- Zaopiekuj się moim bratem, dobrze? - szepnęła i także go ucałowała. Alex uśmiechnął się i przytulił ją.
Chłopcy zeszli schodami na dół. Jack krzyknął do Charliego, który jadł późny obiad, że wychodzi i poszli. Kiedy wychodzili z domu nie padało. Jack pomyślał, że to dobrze. Nic nie będzie im przeszkadzać.
Na podjeździe stało najnowsze i najdroższe volvo jakie widział. Ognistą czerwienią odróżniał się od otaczających go jesiennych szarości. Alex nadusił jeden z guzików na pilocie samochodowym i otworzył go. Jack szybko wpadł do środka i usiadł wygodnie w fotelu.
- Stary, ale bryka! Chcesz mi ją sprezentować? - zażartował Jack.
- Nie. - odpowiedział poważnie Alex.
Jechali w zupełnej ciszy. Kierowali się na obrzeża miasta. Gdy byli już poza jego granicami Jack odezwał się:
- To co dziś robimy?
- Odwróć się to się dowiesz.
Chłopak posłuchał wampira i odwrócił się. To co zobaczył wzbudziło w nim lekki strach.
Na tylnim siedzeniu leżały: drewniane, nowe kusze, wiele drewnianych kołków o różnych rozmiarach, pistolety o różnych kalibrach i magazynki załadowane małymi, drewnianymi kołkami. Były nawet długie, ostro zakończone dzidy i małe siekierki z drewna.
Widząc zdziwienie Jacka, Alex powiedział:
- Już wiesz co będziemy robić. Podoba się? - dodał po chwili.
Jack spojrzał na Alexa i znów na arsenał ukryty z tyłu.
- Skąd ty to masz? - zapytał.
- Moje własne wyroby. Mogę założyć firmę, nie uważasz? - kolejny sarkazm.
Jack popatrzył na Alexa, uśmiechnął się i powiedział:
- No to się zabawimy!
piątek, 6 września 2013
Rozdział szestansty.
Kate po szybkim posiłku w Dinner Place, pośpieszała chłopaków, aby szybciej szli, ponieważ chciała być szybciej w domu. Musiała skłamać, że mama prosiła ją o to by ta pomogła jej w sprzątaniu. Uwierzyli. Nawet nie pytali po co muszą sprzątać dom w środku tygodnia. Alex się nawet śmiał z niej, że dała się w to wrobić.
Wiedziała, że to źle, że okłamuje Jacka. Miała szczęście, że Alex, mimo możności czytania w myślach, nie poznał, że dziewczyna kłamie. Pewnie nie usłyszał tego, bo ciągle kłócił się z Jackiem. Szła obok nich i przypatrywała im się. Wyglądali jakby nie byli jakimiś magicznymi istotami. Wyglądali jak dwoje nastolatków rozprawiających o tym, który klub sportowy jest najlepszy. Wyglądali tak młodo i beztrosko. Nikt, kto obserwowałby ich z oddali nie powiedział, że Alex w mgnieniu oka może skręcić kark Jackowi a z Kate wyssać całą jej krew. Po prostu wyglądali jakby byli normalni.
No właśnie. Normalni. Czy któryś z nich jest jeszcze normalny? Ani Alex, ani Jack nie są normalni. Jeden z nich to wampir a drugi to wilkołak. Ale czy można powiedzieć, że ona jest normalna? Przecież jej chłopak to Jack. On nie jest normalny. Jej nowy przyjaciel to wampir - to go także wyklucza z grona normalnych. Nikt nie jest normalny. Po za tymi, którzy o wampirach, wilkołakach i innych stworzeniach magicznych słyszeli z filmów, opowiadań i czytali o nich w książkach.
Stojąc już przy drzwiach swojego domu, ucałowała Jacka i pomachała Alexowi. Otworzyła cicho drzwi swoim kluczem i weszła do korytarza. W domu panowała cisza. Nigdzie nie widziała mamy. Pewnie nie wróciła jeszcze z pracy. Pobiegła szybko na górę, do swojego pokoju. Przebrała się i poszła do łazienki, aby się odświeżyć.
Po kilkunastu minutach wyszła z łazienki. Gdy już prawie była w swoim pokoju usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Mam wróciła! pomyślała. Było słychać jak odkłada parasol i powiesza kurtkę na jej miejsce. Kobieta wzięła głęboki wdech. Następnie Kate usłyszała kroki. Pewnie poszła do kuchni. Dziewczyna postanowiła, że cichutko wróci do pokoju, weźmie to co potrzebuje i wymknie się mamie, tak aby ta nie wiedziała, że córka wróciła już do domu. Nagle rozległo się wołanie mamy:
- Kate? Jesteś w domu?
Te słowa zawisły w powietrzu i nie chciały wylecieć z głowy dziewczyny. Stała sparaliżowana przy drzwiach i patrzyła w kierunku schodów. Miała dziwne uczucie, że jej matka skrada się po schodach, aby sprawdzić czy aby jej córka nie stoi przy drzwiach swojego pokoju i czeka, żeby szybko wymknąć się z domu.
Idiotka! - powiedziała do siebie w myślach. - Tylko ja mogę wymyślić takie głupie rzeczy.
Klepnęła się ręką w czoło i uważając na skrzypiące deski podłogi wróciła do pokoju. Wyjrzała, za okno i stwierdziła, że weźmie sweter i kurtkę. Na wypadek deszczu. Po chwili stanęła przed schodami i popatrzyła da dół. Jej mama była w kuchni. Zaczęła powoli schodzić, cięgle patrząc na drzwi kuchni.
Będąc na przedostatnim schodku usłyszała głośne skrzypnięcie.
Ups! Zapomniała o tym wyjątkowo głośno skrzypiącym schodzie. Czym prędzej podążyła do drzwi wyjściowych i gdy brała kurtkę kątem oka zobaczyła opierającą się o ścianę jej matkę. Patrzyła na nią ze zdziwieniem. Z tak dużym zdziwieniem, aż na czole zrobiły jej się bruzdy.
- Mama! - zawołała zdziwiona. - Nie wiedziałam, że jesteś w domu! - skłamała. Podeszła do matki i uściskała ją mocno.
- Dopiero wróciłam. A ty? Gdzie się wybierasz? - zapytała.
- Yyy... Ja idę do Jacka! - nie wiedziała co wymyślić, więc powiedziała co pierwsze wpadło jej na myśl. - Tak, idę do Jacka.
- A po co do niego idziesz? - zapytała podejrzliwie.
- Jack znalazł fajny film w Internecie i chcieliśmy go dziś obejrzeć. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko?
Kobieta popatrzyła na córkę i chwyciła ją za rękę.
- Pamiętaj! Nie rób żadnych głupstw. Ten chłopak jest świetny. Pasujecie do siebie! Nie popsuj tego. - kobieta uśmiechnęła się do niej, pocałowała w policzek i weszła z powrotem do kuchni.
Kate została sama w korytarzu. Nagle zrobiło jej się zimno. Potrzebowała kogoś kto by ją teraz przytulił. Jack. Potrzebowała Jacka. Niestety nie mogła teraz do niego pójść. Miała inne plany.
Otworzyła drzwi i zobaczyła deszcz. Złapała kurtkę z nałożyła ją na siebie. Owinęła się grubym szalem i wyszła na zimne jesienne powietrze.
Pół godziny później stojąc pod drzwiami pani Alice, Kate była lekko zdenerwowana i poirytowana. Nie lubiła nic nie wiedzieć i robić coś w ciemno. Bała się tego.
Już chciała zapukać kiedy drzwi nagle się otworzyły. Blond włosy opadały na okrągłą twarz kobiety. Jej niebieskie oczy wyglądały jak małe gwiazdki. Błyszczące i przyjazne. Spoglądały na nią żywo, jednocześnie obserwując ulicę za dziewczyną.
- Dzień dobry, pani! - powiedziała grzecznie, uśmiechając się do Alice.
Kobieta nie odpowiedziała, tylko szerzej się uśmiechnęła. Odwróciła się i zaprosiła ją gestem do środka. Kate zamknęła za sobą drzwi i zdjęła buty. Alice roześmiała się i mruknęła:
- Nie musiałaś. Lubię sprzątać. Łatwo mi to idzie. - znów się roześmiała.
Weszły do małego pokoju. Był to salon połączony z kuchnią. Kate spodobał się takie połączenie. Za to nie podobał jej się wystrój. Wiktoriańskie meble zdecydowanie nie pasowały do wnętrza. Nawet jeśli dom był zaprojektowany już dawno, jego twórca na pewno nie wyobrażał sobie wypełniać jego wnętrz takimi masywnymi meblami.
- Usiądź kochana! - rzuciła Alice, wychodząc z salonu weszła do kuchni.
Kiedy Alice uwijała się w kuchni , Kate rozejrzała się po pokoju. Oprócz masywnych wszechobecnych mebli było tu dużo poduszek i obrazów. Patrząc na jeden z nich - największy - zdała sobie sprawę z tego, że wisi on na kominku. Wyglądał on jakby nigdy nie był używany. Pewnie dlatego go nie zauważyła. Spostrzegła też małą mapkę powieszoną wysoko przy suficie. Nie wyglądała jak mapa świata, raczej jakiegoś małego nieznanego jej miejsca.
Alice odwróciła się od kuchenki w kierunku dziewczyny.. Cały czas uśmiechnięta podeszła do niej i usiadła na kanapie.
- Woda już się grzeje! Za chwilkę przygotuję ci pyszną herbatkę. Mam nadzieję, że lubisz? - zapytała dziewczyny i spojrzała na nią spod swoich okularów do czytania. Musiałam jej przerwać w czytaniu, pomyślała Kate.
Kate nie umiała odmówić i szybko przytaknęła głową. Alice znów się roześmiała i wstała. Poprawiła swoją spódnicę i podeszła do małej komody w kącie pokoju. Otworzyła jedną z szufladek i zaczęła czegoś szukać. Wreszcie wyjęła z niej średniej wielkości białą kopertę. Kate zauważyła, że na kopercie jest coś napisane. Alice spojrzała na nią i zapytała:
- Rzucisz okiem? Ja zrobię herbatę. - uśmiechnęła się.
Podała kopertę dziewczynie i poszła do kuchni. Wtem zaczął gwizdać czajnik.
Dziewczyna spokojnie obejrzała najpierw kopertę. Odwróciła ją i ujrzała swoje imię. Piękni wykaligrafowane imię. Kate. Szok, w który wpadła, nie pozwalał jej otworzyć koperty. Jednak po chwili opanowała się i otworzyła ją. Wyjęła pokaźny pliczek kartek. Okazało się, że są to zdjęcia.
Na pierwszym z nich ujrzała siebie i Jacka. Zdjęcie zrobione było wieczorem w dniu kiedy Jack opowiedział jej całą jego historię. Na zdjęciu stali pod jego domem i było widać, że Kate była zła.
Następne zaskoczyło Kate. Ukazywało drogę do środka lasu. Kate i Jack biegli tam po spotkaniu pod domem. Tyle, że ona siedziała mu na grzbiecie i zaciskała oczy.
Kolejne zdjęcie zostało zrobione pod szkołą, chwilę przed tym, gdy Jack pobiegł spotkać się z Eve.
Następne to obiad z Alexem i Jackiem w Dinner Place.
Kate patrzyła na nie cały czas i ciągle zastanawiała się skąd ciocia jej chłopaka ma takie zdjęcia.
- Skąd ma pani te zdjęcia? - zapytała. Rozpoznała w swoim głosie nutkę złości.
- Właśnie po to cię tu sprowadziłam, kochana.
- Niech pani tak do mnie nie mówi! Rozumiem, że Jack jest pani bratankiem, ale nie musi pani nas śledzić i robić nam zdjęć! To niedopuszczalne! - krzyknęła dziewczyna. Wstała i już chciała wyjść, ale Alice zagrodziła jej drogę.
- Wysłuchasz mnie, czy będziesz się unosić nawet jeśli nic nie wiesz o świecie, który cię otacza?! - zakrzyczała Alice.
Dziewczyna wystraszyła się i usiadła z powrotem na kanapie. Znów wzięła ze stołu zdjęcia i podała je Alice. Kobieta popatrzyła na nie. Odłożyła na stolik, szeroko się uśmiechnęła i powiedziała:
- Pójdę po herbatę!
I poszła.
Wiedziała, że to źle, że okłamuje Jacka. Miała szczęście, że Alex, mimo możności czytania w myślach, nie poznał, że dziewczyna kłamie. Pewnie nie usłyszał tego, bo ciągle kłócił się z Jackiem. Szła obok nich i przypatrywała im się. Wyglądali jakby nie byli jakimiś magicznymi istotami. Wyglądali jak dwoje nastolatków rozprawiających o tym, który klub sportowy jest najlepszy. Wyglądali tak młodo i beztrosko. Nikt, kto obserwowałby ich z oddali nie powiedział, że Alex w mgnieniu oka może skręcić kark Jackowi a z Kate wyssać całą jej krew. Po prostu wyglądali jakby byli normalni.
No właśnie. Normalni. Czy któryś z nich jest jeszcze normalny? Ani Alex, ani Jack nie są normalni. Jeden z nich to wampir a drugi to wilkołak. Ale czy można powiedzieć, że ona jest normalna? Przecież jej chłopak to Jack. On nie jest normalny. Jej nowy przyjaciel to wampir - to go także wyklucza z grona normalnych. Nikt nie jest normalny. Po za tymi, którzy o wampirach, wilkołakach i innych stworzeniach magicznych słyszeli z filmów, opowiadań i czytali o nich w książkach.
Stojąc już przy drzwiach swojego domu, ucałowała Jacka i pomachała Alexowi. Otworzyła cicho drzwi swoim kluczem i weszła do korytarza. W domu panowała cisza. Nigdzie nie widziała mamy. Pewnie nie wróciła jeszcze z pracy. Pobiegła szybko na górę, do swojego pokoju. Przebrała się i poszła do łazienki, aby się odświeżyć.
Po kilkunastu minutach wyszła z łazienki. Gdy już prawie była w swoim pokoju usłyszała dźwięk otwieranych drzwi. Mam wróciła! pomyślała. Było słychać jak odkłada parasol i powiesza kurtkę na jej miejsce. Kobieta wzięła głęboki wdech. Następnie Kate usłyszała kroki. Pewnie poszła do kuchni. Dziewczyna postanowiła, że cichutko wróci do pokoju, weźmie to co potrzebuje i wymknie się mamie, tak aby ta nie wiedziała, że córka wróciła już do domu. Nagle rozległo się wołanie mamy:
- Kate? Jesteś w domu?
Te słowa zawisły w powietrzu i nie chciały wylecieć z głowy dziewczyny. Stała sparaliżowana przy drzwiach i patrzyła w kierunku schodów. Miała dziwne uczucie, że jej matka skrada się po schodach, aby sprawdzić czy aby jej córka nie stoi przy drzwiach swojego pokoju i czeka, żeby szybko wymknąć się z domu.
Idiotka! - powiedziała do siebie w myślach. - Tylko ja mogę wymyślić takie głupie rzeczy.
Klepnęła się ręką w czoło i uważając na skrzypiące deski podłogi wróciła do pokoju. Wyjrzała, za okno i stwierdziła, że weźmie sweter i kurtkę. Na wypadek deszczu. Po chwili stanęła przed schodami i popatrzyła da dół. Jej mama była w kuchni. Zaczęła powoli schodzić, cięgle patrząc na drzwi kuchni.
Będąc na przedostatnim schodku usłyszała głośne skrzypnięcie.
Ups! Zapomniała o tym wyjątkowo głośno skrzypiącym schodzie. Czym prędzej podążyła do drzwi wyjściowych i gdy brała kurtkę kątem oka zobaczyła opierającą się o ścianę jej matkę. Patrzyła na nią ze zdziwieniem. Z tak dużym zdziwieniem, aż na czole zrobiły jej się bruzdy.
- Mama! - zawołała zdziwiona. - Nie wiedziałam, że jesteś w domu! - skłamała. Podeszła do matki i uściskała ją mocno.
- Dopiero wróciłam. A ty? Gdzie się wybierasz? - zapytała.
- Yyy... Ja idę do Jacka! - nie wiedziała co wymyślić, więc powiedziała co pierwsze wpadło jej na myśl. - Tak, idę do Jacka.
- A po co do niego idziesz? - zapytała podejrzliwie.
- Jack znalazł fajny film w Internecie i chcieliśmy go dziś obejrzeć. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko?
Kobieta popatrzyła na córkę i chwyciła ją za rękę.
- Pamiętaj! Nie rób żadnych głupstw. Ten chłopak jest świetny. Pasujecie do siebie! Nie popsuj tego. - kobieta uśmiechnęła się do niej, pocałowała w policzek i weszła z powrotem do kuchni.
Kate została sama w korytarzu. Nagle zrobiło jej się zimno. Potrzebowała kogoś kto by ją teraz przytulił. Jack. Potrzebowała Jacka. Niestety nie mogła teraz do niego pójść. Miała inne plany.
Otworzyła drzwi i zobaczyła deszcz. Złapała kurtkę z nałożyła ją na siebie. Owinęła się grubym szalem i wyszła na zimne jesienne powietrze.
Pół godziny później stojąc pod drzwiami pani Alice, Kate była lekko zdenerwowana i poirytowana. Nie lubiła nic nie wiedzieć i robić coś w ciemno. Bała się tego.
Już chciała zapukać kiedy drzwi nagle się otworzyły. Blond włosy opadały na okrągłą twarz kobiety. Jej niebieskie oczy wyglądały jak małe gwiazdki. Błyszczące i przyjazne. Spoglądały na nią żywo, jednocześnie obserwując ulicę za dziewczyną.
- Dzień dobry, pani! - powiedziała grzecznie, uśmiechając się do Alice.
Kobieta nie odpowiedziała, tylko szerzej się uśmiechnęła. Odwróciła się i zaprosiła ją gestem do środka. Kate zamknęła za sobą drzwi i zdjęła buty. Alice roześmiała się i mruknęła:
- Nie musiałaś. Lubię sprzątać. Łatwo mi to idzie. - znów się roześmiała.
Weszły do małego pokoju. Był to salon połączony z kuchnią. Kate spodobał się takie połączenie. Za to nie podobał jej się wystrój. Wiktoriańskie meble zdecydowanie nie pasowały do wnętrza. Nawet jeśli dom był zaprojektowany już dawno, jego twórca na pewno nie wyobrażał sobie wypełniać jego wnętrz takimi masywnymi meblami.
- Usiądź kochana! - rzuciła Alice, wychodząc z salonu weszła do kuchni.
Kiedy Alice uwijała się w kuchni , Kate rozejrzała się po pokoju. Oprócz masywnych wszechobecnych mebli było tu dużo poduszek i obrazów. Patrząc na jeden z nich - największy - zdała sobie sprawę z tego, że wisi on na kominku. Wyglądał on jakby nigdy nie był używany. Pewnie dlatego go nie zauważyła. Spostrzegła też małą mapkę powieszoną wysoko przy suficie. Nie wyglądała jak mapa świata, raczej jakiegoś małego nieznanego jej miejsca.
Alice odwróciła się od kuchenki w kierunku dziewczyny.. Cały czas uśmiechnięta podeszła do niej i usiadła na kanapie.
- Woda już się grzeje! Za chwilkę przygotuję ci pyszną herbatkę. Mam nadzieję, że lubisz? - zapytała dziewczyny i spojrzała na nią spod swoich okularów do czytania. Musiałam jej przerwać w czytaniu, pomyślała Kate.
Kate nie umiała odmówić i szybko przytaknęła głową. Alice znów się roześmiała i wstała. Poprawiła swoją spódnicę i podeszła do małej komody w kącie pokoju. Otworzyła jedną z szufladek i zaczęła czegoś szukać. Wreszcie wyjęła z niej średniej wielkości białą kopertę. Kate zauważyła, że na kopercie jest coś napisane. Alice spojrzała na nią i zapytała:
- Rzucisz okiem? Ja zrobię herbatę. - uśmiechnęła się.
Podała kopertę dziewczynie i poszła do kuchni. Wtem zaczął gwizdać czajnik.
Dziewczyna spokojnie obejrzała najpierw kopertę. Odwróciła ją i ujrzała swoje imię. Piękni wykaligrafowane imię. Kate. Szok, w który wpadła, nie pozwalał jej otworzyć koperty. Jednak po chwili opanowała się i otworzyła ją. Wyjęła pokaźny pliczek kartek. Okazało się, że są to zdjęcia.
Na pierwszym z nich ujrzała siebie i Jacka. Zdjęcie zrobione było wieczorem w dniu kiedy Jack opowiedział jej całą jego historię. Na zdjęciu stali pod jego domem i było widać, że Kate była zła.
Następne zaskoczyło Kate. Ukazywało drogę do środka lasu. Kate i Jack biegli tam po spotkaniu pod domem. Tyle, że ona siedziała mu na grzbiecie i zaciskała oczy.
Kolejne zdjęcie zostało zrobione pod szkołą, chwilę przed tym, gdy Jack pobiegł spotkać się z Eve.
Następne to obiad z Alexem i Jackiem w Dinner Place.
Kate patrzyła na nie cały czas i ciągle zastanawiała się skąd ciocia jej chłopaka ma takie zdjęcia.
- Skąd ma pani te zdjęcia? - zapytała. Rozpoznała w swoim głosie nutkę złości.
- Właśnie po to cię tu sprowadziłam, kochana.
- Niech pani tak do mnie nie mówi! Rozumiem, że Jack jest pani bratankiem, ale nie musi pani nas śledzić i robić nam zdjęć! To niedopuszczalne! - krzyknęła dziewczyna. Wstała i już chciała wyjść, ale Alice zagrodziła jej drogę.
- Wysłuchasz mnie, czy będziesz się unosić nawet jeśli nic nie wiesz o świecie, który cię otacza?! - zakrzyczała Alice.
Dziewczyna wystraszyła się i usiadła z powrotem na kanapie. Znów wzięła ze stołu zdjęcia i podała je Alice. Kobieta popatrzyła na nie. Odłożyła na stolik, szeroko się uśmiechnęła i powiedziała:
- Pójdę po herbatę!
I poszła.
Subskrybuj:
Posty (Atom)