O PÓŁNOCY

O PÓŁNOCY

piątek, 11 października 2013

Rozdział dziewiętnasty.

   Kate wyszła, a wręcz wybiegła z domu Alice. Nie pamiętała już nawet czy trzasnęła drzwiami, czy wyszła z szacunkiem dla pani domu. Nie obchodziło ją to. Szła przed siebie i ciągle myślała o tym, co Alice jej przekazała. Nie mieściło jej się to wszystko w głowie.
   Istoty Cieni. Czarownice. Magia. I w końcu: przemiana w jedną z czarownic...
   Dziewczyna zmierzała do domu, ale dokładnie nie wiedziała gdzie się znajduje. Szła przed siebie przez długi czas. Nie rozpoznawała tego miejsca. Coś wywiodło ją w nieznajome miejsce. Zatrzymała się, chwyciła pod boki i rozejrzała po okolicy.
   - No pięknie! - wykrzyknęła. - Gdzie ty jesteś, głupia idiotko?! - zapytała samej siebie.
   Zaczęła rozglądać się za jakimiś ludźmi. może oni pomogliby jej dostać się do domu. Ulice były puste. Panował tu spokój i bezwzględna cisza zakłócana czasem szczekaniem jakiegoś psa. Pomyślała, że zapuka do drzwi jednego z domów i ludzie mieszkający w nim, pomogą jej.
   Optymistycznym krokiem ruszyła w stronę najbliższego domu. Nie był zbyt piękny i zadbany, ale nie był też strasznie zapuszczony. Kolor wyblakł już lata temu i teraz z, pewnie, jednego z odcieni ciemnego pomarańczu, został jasny, prawie nie widoczny morelowy odcień. W oknach wisiały zszarzałe już długie firanki, a na parapetach stały rośliny w różnokolorowych doniczkach.Kiedy zaczęła wspinać się po schodkach przed wejściem, każdy z nich głośno zaskrzypiał, jakby miał się zaraz zawalić.
   Do drzwi przymocowana była duża kołatka, na której końcu wyrzeźbiony był ryczący tygrys. Kate popatrzyła na niego i dotknęła jego nos. Zimny, bardzo zimny. Bez chwili wachania złapała kołatkę w ręce i mocno zapukała. Poprawiła szybko ubranie i przybrała szeroki uśmiech. Czekała kilka minut, ale nikt nie otworzył. Wzruszyła ramionami i okręciła się na pięcie.
   Za każdym razem, gdy pukała do jakichś drzwi nikt nie otwierał. Raz wydawało jej się, że ktoś obserwował ją zza firanki powieszonej w oknie przy drzwiach. Nikt nie chciał jej pomóc. Albo nie mógł.
   Zaczynało się robić ciemno. I zimno. Zapięła kurtkę i schowała ręce głęboko do kieszeni. Nagle usłyszała jakieś głosy. Dochodziły ze wszystkich stron. Kate zaczęła kręcić się dookoła i rozglądać się. Ulice były puste, tak jak przed chwilą, ale czuła się jakby stała na środku jakiejś ulicy w Nowym Jorku w godzinie szczytu.
   Głosy stawały się coraz bardziej głośniejsze. Aż w końcu przeszły do krzyku. Dziewczyna nie rozumiała nawet słów wykrzykiwanych przez głosy. Dłoniami zasłoniła uszy i zaczęła biec, aby być jak najdalej od tego hałasu. Biegła, znów nie wiedząc w jakim kierunku. Nagle potknęła się o jakiś twardy, duży przedmiot. Upadła w kałuże błota w środku... lasu. Nie wiedziała co tam robiła, ale ciągle słyszała te straszne głosy. Wstała i zaczęła biec szybciej.
   - Nie! Nie! Zostawcie mnie! - krzyczała, cięgle biegnąc.
   Wtem przypomniały jej się słowa Alice o Istotach Cieni. To one ją gonią. Są niewidzialne, ale ona może je usłyszeć. Cienie chcą mnie zabić, pomyślała w panice Kate.
   Biegła nieprzerywanie, a w duszy przeklinała siebie za obijanie się podczas lekcji wychowania fizycznego. Nie potrafiła biegać szybko. Lecz teraz dawała z siebie wszystko.
   Kolejne przewrócenie się. Gdy Kate wstawała z ziemi, poczuła ból. Ból jakiego nie czuła nigdy wcześniej. Był tak mocny i przenikliwy, że sparaliżował jej ciało. Dziewczyna nie mogła się ruszać. Towarzyszyło temu uczycie odgryzania jej kawałków ciała. Czuła się obezwładniona przez niewidzialne siły. Nie wiedziała co ma teraz robić, przecież nie mogła się poruszyć.
   Poczuła kolejny atak bólu i usłyszała głośny krzyk. Po chwili zdała sobie sprawę, że wydobywa się on z jej gardła. Ból był tak silny, że Kate zamarzyła o tym, by jak najszybciej umrzeć. W jednej chwili głosy ucichły. Po chwili znów je usłyszała, ale tym razem wydawały jej się oddalone i trochę przestraszone. Odeszły. Nie słyszała już ich. Ulga jaka poczuła rozlała sie po całym jej ciele.
   Leżała sparaliżowana strachem i bólem w kałuży błota, w jakimś dużym i ciemnym lesie, nie wiadomo w jakim miejscu na świecie, czekając na pomoc. Po chwili usłyszała czyjś głos tuz przy niej. Nie był to głos jednego z Cieni, lecz kogoś znajomego. Dopiero po upływie kilku minut zaczęła rozpoznawać słowa:
   -... mnie?! Kate obudź się! Kate! Co się stało?!
   Kate otworzyła oczy i ujrzała klęczącego nad nią Alexa. W jego oczach ujrzała strach i panikę, ale wydawał się być opanowany. Uśmiechnęła się do niego i chwyciła go za rękę.
   - Cienie, Alex Cienie. - wyszeptała.
   - Spokojnie Kate, nic nie mów. Oszczędzaj siły. Muszę zawieść cię do Alice. Ona ci pomoże! - wykrzykiwał Alex, zdejmując swoją kurtkę.
   - Nie, nie. Nie chcę być... - nie dokończyła, ponieważ Alex ją uciszył.
   - Cicho.Nie masz innego wyboru Kate. Albo to albo śmierć. Nie pozwolę ci umrzeć, więc nie masz nic do gadania. - założył jej swoją kurtkę i wziął na ręce. - Trzymaj się mnie mocno. Biegniemy do Alice.
   Nic już nie mówiła. Nie chciała umierać, ale nie chciała też zostać czarownicą. Nie miała pewnie wyboru. W ostateczności i tak wybrała by przemianę niż śmierć.
   Po krótkiej chwili zasnęła. Kiedy się obudziła, pochylała się nad nią Alice. Patrzyła na nią życzliwie. Dla Kate było to trochę dziwne, zważając na to  jak się zachowała poprzednio.
   - Mówiłam, że wrócisz. - szepnęła do niej i uśmiechnęła się.
   Zaczęła ją rozbierać. Gdy już to zrobiła okryła ją grubymi kocami i powiedziała:
   - Możesz już wejść, Alex.
   W pokoju pojawił się bardzo szybko i od razu uklęknął przy kanapie, na której leżała Kate.
   - Jak się czujesz? - zapytał troskliwie.
   - Już lepiej, ale nadal jest mi zimno i czuję się trochę sparaliżowana...
   - Wiem co czujesz. Tez mnie kiedyś napadły. Ale to było bardzo dawno... - Alice włączyła się do rozmowy.
   - Co teraz robimy, Alice? - zapytał Alex.
   - Teraz czas na przemianę. Pomożesz mi?
   - Tak, tak. Pomogę.
   Spojrzał na Kate. Dziewczyna leżała zwinięta w kłębek. Spod kilku warstw koców widać był tylko czubek jej głowy. Twarz miała lekko zarumienioną i co chwilę pociągała nosem. Alex odgarnął dłonią włosy z jej twarzy i przez chwilę poczuł się jak ktoś naprawdę jej bliski. Odrzucił od siebie tą myśl. Pomyślał o Jacku. Przecież to ich łączyła miłość. Nie jego i Kate tylko Jacka i Kate. Myślał nad tym jeszcze chwilę, ale starał się odrzucać od siebie taką ewentualność. Nie mógł by się zakochać w kimś, kto jest już zakochane. To absurd! To pierwsza zasada jaką Alex wyznaje w miłości...
   - Jack! - zerwał się na równe nogi i krzyknął. - Zostawiłem Jacka, gdy usłyszałem twój krzyk. Ja muszę tam szybko biec. Coś może mu się stać!
   Alice i Kate spojrzały na niego zaskoczone. Alex spojrzał jeszcze raz na dziewczynę, a później na Alice, jakby czekając na pozwolenie.
   - Biegnij! Poczekamy. - powiedziała i usiadła obok Kate.
   Alex jeszcze raz rzucił okiem na nią i ruszył prosto przed siebie. Nie miał czasu. Nie darowałby sobie gdyby Jackowi coś się stało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz