O PÓŁNOCY

O PÓŁNOCY

niedziela, 13 października 2013

Rozdział dwudziesty pierwszy.

   Alex wybiegł szybko z domu Alice pędząc w stronę lasu. Tą drogą najszybciej dostanie się na polane gdzie ćwiczył Jack. Biegł, nie zważając na gałęzie i krzaki smagające go po twarzy i całym ciele. Największy  ból czuł na policzkach i rękach, ale nie zatrzymywał się. Gdy był już niedaleko skupił się i wytężył słuch. Usłyszał tylko cichy niemiarowy oddech i nic poza tym.
   Wbiegł na polanę i rozejrzał się. Wydawała się inna niż przed jego odejściem. Jakby ktoś wszystkie liście z drzew i niektóre mniejsze gałązki drzew porozrzucał na środku polany. Jedno z drzew leżało tuż przy jej skraju, a inne, też złamane, utrzymywały się jeszcze w powietrzu. Wielka, naruszona wcześniej tylko grotami strzał i toporków, tarcza leżała teraz złamana w pół. Alex pomyślał, że musiałby przejść tu mały huragan. Lub mogłaby tu z nadludzką szybkością biegać jakaś istota magiczna niszcząc schludny wygląd polany.
   - Co tu się stało?! - powiedział sam do siebie.
   Nagle przypomniał mu się powód, dla którego tutaj wrócił.
   Jack.
   Alex zaczął chodzić po polanie, szukając przyjaciela. Kiedy go zauważył natychmiast ruszył w jego stronę i przyklęknął przy nim. Chłopak leżał na boku i miał zamknięte oczy. Był cały poturbowany i gdzieniegdzie widać było ślady krwi.
   Wampir ostrożnie położył go na plecy i zaczął lekko uderzać dłonią o jego policzek. Jack nie reagował, nie budził się.
   - Co ja narobiłem... Jestem głupi i nieodpowiedzialny... - mamrotał ciągle pod nosem. - Jack obudź się, Jack!
   Ciągle do niego mówił i klepał po policzku. Przypomniał sobie, że w samochodzie miał dwie butelki wody. Postanowił, że pobiegnie po nie, chociaż to dużo nie pomoże. Gdy stał już przy samochodzie poczuł się jakby był obserwowany. Rozejrzał się uważnie, a gdy nikogo nie zauważył ruszył z powrotem do Jacka. Usiadł obok niego i oblał mu twarz wodą. Chłopak nie zareagował. Po chwili jednak, gdy Alex wlał mu wodę do ust, Jack zaczął kaszleć i otworzył oczy. Wsparł się na łokciu i spojrzał wampirowi w oczy.
   - Trafiłem... Trafiłem go... On mnie atakował. Zobacz kto to... Szybko. - powiedział po czym legł na ziemię i zamknął oczy.
   - Co? - zapytał, ale chłopak już mu nie odpowiedział, stracił przytomność.   
   Alex nie wiedział o kogo mu chodzi i dopiero po chwili zrozumiał, że chłopak z kimś walczył i najwyraźniej go zranił. Rozejrzał się po polanie i zdał sobie sprawę, że kilkanaście metrów dalej, twarzą zwrócona w dół,  leży jakaś postać. Był tak zaaferowany Jackiem, że nie zważał na niebezpieczeństwo jakie groziło mu ze strony innych, możliwe, że obecnych na polanie.
   Postać leżała nieruchomo. Alex nie słyszał jej oddechu. Wstał powoli i ruszył w jej kierunku. Po posturze ciała mógł stwierdzić, że był to mężczyzna, dosyć rosły. Kiedy Alex upewnił się, że jest martwy odwrócił jego ciało, aby zobaczyć twarz. Na początku go nie poznał. Był martwy już od ponad dwóch godzin więc jego skóra stwardniała i zmieniła kolor na ziemisty. Z jego piersi wystawał trzonek wbitego w serce drewnianego toporka. Twarz wykrzywiał grymas bólu i zaskoczenia. Gdy Alex przykucnął aby wyjąć z jego piersi toporek, rozpoznał go. Wstał szybko i cofając się o krok prawie nie wywrócił się potykając o wystający z ziemi korzeń. Przestraszony złapał się za głowę i popatrzył na nieprzytomnego Jacka.
   Na ziemi tuż przed nim leżał ciało zabitego przez Jacka - Aleca - jednego z przybocznych Eve.
   Alex ekspresowo znalazł się przy Jacku, złapał go w pasie i przerzucił sobie go przez ramię. Ruszył w stronę skraju lasu. Gdy już był na skraju obrócił się i spojrzał na ciało, a następnie rozejrzał się po polanie. Upewniwszy się, że nikt ich nie śledzi puścił się biegiem przez gęsty las w stronę domu Alice trzymając moco Jacka przy sobie, aby nie narazić go na następne obrażenia.
   Po chwili stał już pod drzwiami Alice i mocno zaczął w nie walić pięścią. Usłyszał jak niepewnie Kate i Alice weszły do korytarza, ale nie otworzyły drzwi.
   - Pomocy, pomóżcie! Alice, Kate! - krzyknął.
   Od razu rzuciły się do drzwi. Gdy tylko te się otworzyły z szybkością wampira wpadł do salonu i położył Jacka na pustej kanapie. Alice i Kate po chwil weszły do pokoju i zatrzymały sie w drzwiach lustrując widok jaki zobaczły. Alex widział przerażenie malujące się na ich twarzach. Stał przy kanapie brudny i zmęczony, ale, co ważniejsze, na kanapie leżał Jack, który ciągle był nieprzytomny.
   Wampir spojrzał na Alice, a następnie na Kate. Gdy zwrócił wzrok na nią omal się nie uśmiechnął. Ucieszył się, że jest jej już lepiej i, że tak dobrze wygląda. Gdzieś głęboko w jego podświadomości miał ochotę przytulić ją. Nie wiedział skąd brały mu się takie myśli o tej dziewczynie. Potrząsnął niezauważalnie głową i krzyknął zdezorientowany:
   - Pomóżcie mu!
   Dopiero, gdy usłyszały jego słowa rzuciły się ku niemu. Alice szybciej uklękła przy kanapie. Kate była tuż za nią. starając się wyminąć Alexa spojrzała mu w oczy. Wampir odwrócił szybko wzrok i ruszył do drzwi. Dziewczyna odwróciła się za nim i zapytała:
   - Gdzie idziesz?
   Alex chciałby otrzymać od niej inne pytanie, niestety.
   - Idę posprzątać po Jacku. - odpowiedział poważnie i odwrócił się by wyjść.
   Zerknął jeszcze przez ramię i widział jak Kate upada przy Jacku, całuje go w czoło i pyta Alice co może zrobić, aby mu pomóc. Szybko wyszedł z domu i zaczął biec.
   - Czas na małe sprzątanie, idioto...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz