O PÓŁNOCY

O PÓŁNOCY

piątek, 18 października 2013

Rozdział dwudziesty drugi.

   Wampir zahamował ostro kilka metrów przed skrajem polany. Wyostrzył swoje zmysły i napiął wszystkie mięśnie, gotowy do obrony. Nasłuchiwał. Nic. Cisza. Przerywało ją tylko, co jakiś czas postukiwanie dzięcioła. Wziął głęboki wdech. W powietrzu unosił się zapach tętniącego życiem lasu i rozkładającego się ciała. Alex skrzywił się i powoli zbliżył się do polany. Na pierwszy rzut oka nic się na niej nie zmieniło. Ciało Aleca ciągle leżało na środku nieruchome. Chłopak zbliżył się do niego i przez chwilę mu się przypatrywał.
   W całym swoim życiu widział wiele przemocy, lecz zawsze był do niej uprzedzony. Nienawidził momentów kiedy musiał kogoś zabić lub kogoś zranić. W pewnym okresie życia był zmuszany do zabijania. Bezwzględna Charlotte mieszała mu w głowie swoim urokiem, a on, młody i bezwarunkowo w niej zakochany, wykonywał wszystkie jej rozkazy. Zabijał dla niej różne osoby. Od zwykłych niemiłych i nachalnych facetów spotkanych na ulicy, do niektórych królów, którzy po kilku spędzonych z nią nocach nie byli skłonni podzielić się z nią swoją władzą. Dzięki tej kobiecie stał się zabójcą doskonałym. Wiedział jak zaatakować, jak walczyć i jak przeżyć. Choć nie zawsze przychodziło mu to z łatwością, każdą ofiarę zabijał w ten sam sposób.
   Na początku męczył ofiary substancjami wypalającymi ich ciała, następnie torturował je, wypominając wszystkie krzywdy i grzechy wyrządzone przez nie w życiu. Za każdym razem, tuż przed zabiciem ich wyszukiwał o nich różnorodnych informacji, by miał usprawiedliwienia, dlaczego ich zabija. Na koniec każdej ofierze wyrywał serce z klatki piersiowej. Szybko. Nie lubił, gdy ofiary krzyczały, czy błagały o litość. Do dziś tego nienawidził. I nienawidzić będzie.
   Spojrzał na twarz wilkołaka. Od jego odejścia skóra znów zmieniła kolor. Robiła się coraz bardziej czarna. Powieki opadły w dołki, w których kiedyś znajdowały się oczy Aleca. Teraz już zasuszyły się i zniknęły. Średniej wielkości dziura, w której zatrzymał się toporek, niosąc śmiercionośny cios, nie zasklepiła się. Gdyby Alec żył, już dawno nie było by po niej śladu.
   Już chciał wziąć jego ciało na ręce i przenieść do własnoręcznie zbudowanej, prowizorycznej trumny, i zakopać gdzieś w środku lasu, gdy usłyszał jakieś szmery za plecami. Odwrócił się błyskawicznie i gdzieś daleko w lesie, zamajaczyła mu przed oczami postać w długim czarnym płaszczu. Pokręcił głową i ostrożnie rozejrzał się po polanie w poszukiwaniu broni. Niestety w pobliżu nie było niczego, co mogłoby mu pomóc.
   Wampir skupił się na postaci. Zauważył, że zbliża się do niego bardzo w bardzo wolnym tempie. Z niecierpliwością wypisaną na twarzy, czekał na moment kiedy zobaczy twarz tej postaci i może ją pozna.
   I rzeczywiście poznał. Matt zrzucił kaptur z głowy i stanął na skraju lasu, patrząc Aleksowi w oczy. Obrzucił go spojrzeniem pełnym pogardy i rozejrzał się po polanie. Uniósł lekko brwi, gdy zauważył ciało leżące za jego plecami. Po chwili rozmyśleń, chyba sobie coś uświadomił, bo poderwał się z miejsca i błyskawicznie znalazł się przy ciele swojego przyjaciela. Spojrzał na jego twarz i padł na kolana. Z jego ust wydobył się przeciągły jęk. Zasłonił twarz rękoma i klęczał w ciszy przez chwilę.
   Wpadł w kłopoty. Wiedział jak bardzo Alec był związany ze swoim kuzynem Mattem. Obaj w tym samym czasie zostali przemienieni i razem służyli u boku Eve. Alex poznał ich kilka dni po tym, jak Eve uratowała go od śmierci z rąk Francesso. Wiedział, że Matt nie odpuści im. Zemści się.
   Przez chwilę, pierwszy raz w życiu, miał ochotę kogoś zabić. Jeden problem z głowy, pomyślał. Lecz później nasunęły mu się na myśl problemy, które nastąpiły by po jego śmierci. Eve straciłaby dwóch, najwierniejszych ochroniarzy. Zabiłaby nie tylko jego, ale także Jacka, Kate a może i nawet Alice i Claire. Rozmyślił się i szybko zaczął się oddalać, jednak Matt wstał i powiedział:
   - Stój!
   Ostry ton jego głosu sparaliżował jego kończyny. Wampir nie ruszał się i wiedział, ze skończy się to dla niego źle. Miał uciec kiedy jeszcze miał szanse. Wilkołak odwrócił się do niego, a w jego oczach Alex zauważył żywy ogień. Lecz nie tylko. Widział też rozpacz. Głęboką rozpacz.
   - Czy ty wiesz co ten twój młody wilczek narobił?! - krzyknął. - Wiesz?
   Alex stał wyprostowany z założonymi na piersi rękoma. Popatrzył na wilkołaka i prychnął mu w twarz.
   - Skąd wiesz, że to on? - zapytał z uśmiechem na twarzy.
   Pochwalił się w duszy za to, że w dziewiętnastym wieku uczęszczał na spotkania teatru. Nauczył się tam ukrywać prawdziwe uczucia i grać jak nikt inny. Często był chwalony przez nauczycielki jak i widzów, którzy czasami oglądali wystawiane przez nich sławne sztuki.
   - Ja wiem dużo, chłoptasiu. nie bądź taki mądry, bo zaraz możesz skończyć na dnie jednego z wielu jezior w okolicy. - powiedział i zrobił krok w kierunku Aleksa.
   - Zabawny jesteś. Oskarżasz niewinne osoby, a teraz mi grozisz. Niezłe z ciebie ziółko, Matt. - powiedział z wyraźną pogardą w głosie.
   Matt zmierzył wampira ostrym spojrzeniem i roześmiał się.
   - Dobry z ciebie aktor, Alex. Nigdy się nie chwaliłeś, dlaczego? - zapytał z udawanym zawodem.
   - O co ci chodzi, Matt? Powiedz co chcesz i spadaj stąd. - odszczeknął mu się chłopak.
   - Twój przyjaciel zabił mojego kuzyna a ty pytasz o co mi chodzi?! - zakrzyczał zdenerwowany. - Widocznie zapomniałeś już jak używa się mózgu. Szkoda. Może podpowiedziałby ci, ze masz się stąd zwijać, bo zaraz naprawdę cię zabiję. A później zabiję też Jacka i tą jego dziewczynę. Śliczna jest, dlatego z nią jeszcze bym się zabawił. - zaśmiał się patrząc wampirowi w oczy.
   Gdy Matt powiedział ostatnie zdanie w Aleksie się zagotowało. Zacisnął dłonie w pięści i napiął wszystkie mięśnie gotowy do skoku na tego głupca. Nie wiedział, pewnie, że ma przed sobą wyśmienitego zabójcę. Choć nie czuł się dziś na siłach, gdyby zaszła tak potrzeba zaczął by walczyć, aż do ostatniej kropli krwi.
   - Coś ty powiedział, idioto? - zapytał rozzłoszczony.
   - Że zabiję wszystkich i ciebie też za to co zrobił ten głupiec, Jack. I pomyśleć, że Eve uważała go za idealnego! - prychnął.
   - Jeżeli zabijesz Jacka, nie zabijesz zabójcy twojego kuzyna. - odpowiedział. W jednej chwili podjął decyzję, już nie mógł jej zmienić.
   - Co chcesz przez to powiedzieć?! - zagrzmiał wilkołak.
   - Chcę ci przekazać... - Alex wziął głęboki oddech i spojrzał Mattowi w oczy ze śmiertelną powagą. - ...że to ja zabiłem twojego kuzyna, Aleca.
   Zdezorientowany wilkołak pokręcił głową i uśmiechnął się złowrogo. Odwrócił się i popatrzył na ciało kuzyna. Nie tracąc chwili nieuwagi Matta wampir rzucił się po leżący nieopodal drewniany miecz, który pokryty był srebrem. Stanął w pozycji gotowej do ataku na lekko ugiętych nogach z mieczem wyciągniętym przed siebie. Matt odskoczył do tyłu i spod płaszcza wyjął mały, także posrebrzany, toporek i uniósł go na wysokość jego głowy.
   - A więc tak chcesz się bawić? - zapytał z uśmiechem na swojej brzydkiej twarzy. - Zabójco... - dodał po chwili.
   Na twarzy Aleksa pojawił się szeroki uśmiech. Musiał grać. Musiał udawać pewność siebie.
   - Z takim przeciwnikiem pewnie nie będzie żadnej zabawy! - odkrzyknął wampir, marszcząc brwi i zaciskając rękę na trzonku miecza.
   To rozpaliło Matta do czerwoności. Rzucił się w jego stronę i, gdy był już bardzo blisko wampira, rzucił w niego toporkiem. Alex uchylił się i broń przeleciała mu kilka centymetrów nad głową. Błyskawicznie znalazł się przy Mattcie i wymierzył mu cios stopą prosto w szczękę. Cios odrzucił wilkołaka do tyłu. Matt upadł, podniósł się na rękach i wytarł strużkę krwi wypływającej mu z ust. Obrzucił chłopaka lodowatym spojrzeniem i szybko zjawił się przy nim zadając mu kilka ciosów w twarz i brzuch. Kolejny cios Matt wymierzał w głowę, ale tym razem Aleksowi udało się uciec w bok. Matt rzucił się za nim. Chłopak zadał mu kilka ran mieczem. Z jego ust wydarł się przerażający krzyk. Srebro zadało mu niewyobrażalny ból. Rozejrzał się po polanie i złapał swój toporek, leżący prawie pod jego nogami. Alex za późno zareagował. Odwrócił się i rzucił do ucieczki. Matt zamachnął się i rzucił toporek w jego kierunku. Wampir zamiast się uchylić, nie zrobił tego, wierząc w swoją wampirzą szybkość, i toporek wbił się w jego bark, powalając go.
   Poczuł piekący ból w miejscu uderzenia. Zaklął pod nosem i krzyknął z bólu. Klęknął i przewrócił się. Przez chwilę unosząc się dumą popsuł wszystko. Chciał jeszcze się szybko podnieść i uciec, ale nie zdążył. Poczuł ciężar nogi Matta na jego plecach.
   - Miałeś racje, nie było z tobą żadnej zabawy. - powiedział i wybuchnął donośnym śmiechem, a Alex z poczuciem upokorzenia zasnął. Odpłynął w ciemność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz