O PÓŁNOCY

O PÓŁNOCY

sobota, 12 października 2013

Rozdział dwudziesty.

   Po wyjściu Alexa, Kate dziwnie się poczuła. Wiedziała, że źle postąpiła, gdy opuszczała dziś popołudniu ten dom. Ciągle leżała na kanapie i miała zamknięte oczy. Cały czas czuła, że Alice ciągle przy niej jest i czeka, aż się obudzi i będą mogły porozmawiać. Dziewczyna się tego bała. Nie wiedziała czy pod nieobecność Alexa i Jacka będzie dalej tak miła i wyrozumiała, czy będzie na nią zła i będzie robić jej wyrzuty.
   Kiedy zdobyła się na otwarcie oczu Alice krzątała się w kuchni. Chyba zmywała naczynia.Stała do niej obrócona bokiem, więc mogła zauważyć, że Kate się nieznacznie poruszyła. Na szczęście uszło to jej uwadze. Kate zacisnęła mocno powieki, a gdy ponownie je otworzyła czarownica już nad nią stała.
   - Odpoczęłaś już? Potrzebujesz jeszcze czegoś? - zapytała z uśmiechem na twarzy.
   Kate udając lekko zaspaną, oparła się na łokciu i spróbowała usiąść. Alice szybko wyciągnęła do niej rękę i pomogła. Kiedy dziewczyna siedziała już wyprostowana, odwzajemniła, nieznikający z twarzy kobiety, uśmiech.
   - Już chyba czuję się dobrze i... przepraszam. - powiedziała skruszonym głosem.
   Alice nic nie powiedziała. Usiadła obok niej i przytuliła ją do siebie. Kate nie widziała jej twarzy, ale wyczuwała, że kobieta ciągle się uśmiecha. Zaczęła się zastanawiać, czy czasem nie zaczynają jej boleć policzki od ciągłego uśmiechu.
   Poczuła się jak u siebie. Jakby osobą, która ją przytula, był pocieszająca mama, a dom, w którym są, był ich własnym.
   - Wiedziałam, że tak zareagujesz, dziecko. Każda z nas musi przejść przez ten dziwny etap niedowierzania i zaprzeczenia. - powiedziała w końcu Alice.
   - Więc nie gniewasz się za to, że wcześniej się tak uniosłam?
   - Wcale. Bardziej jestem zła na siebie. Pozwoliłam ci wyjść z tego domu, gdzie byłaś bezpieczna, tuż po tym jak dowiedziałaś się o Istotach Cieni. Na zewnątrz nie byłaś już bezpieczna. Gdy tylko oddaliłaś się od mojego domu, od zasięgu mojej magii, one zaczęły cię dręczyć. To one wyprowadziły cię w to nieznane miejsce. Ah... Popełniłam straszny błąd.
   Kate nie odezwała się. Chciała zaprzeczyć i powiedzieć, że to jej wina, ale Alice także by zaprzeczyła i mogły by tak, aż ktoś nie przyszedłby i im  nie przeszkodził.
   Siedziały w ciszy, obejmując się wzajemnie. Nagle z małego drewnianego zegara w kuchni wyfrunęła kukułka, robiąc drobny hałas. Kate przerażona, podskoczyła i złapała się za serce.
   - O jej... - powiedziała śmiejąc się sama z siebie. - Przestraszyłam się kukułki. - dodała, jakby było to niezrozumiałe dla Alice.
   Kobieta wstała i wolnym krokiem ruszyła do kuchni. Spojrzała na zegar, wskazała na niego i powiedziała:
   - Mnie też czasem straszy. - zaśmiała się.
   Odwróciła się od dziewczyny i sięgnęła po coś do wysokiej szafki. Wyjęła z niej wielki słoik z ciastkami. Kate myślała, że wysypie je na talerz, lecz nie zrobiła tego. Wzięła słoik pod pachę i usiadła obok dziewczyny. Szybko otworzyła go i złapała jedno z ciastek. Gestem pokazała Kate, że ma się poczęstować.
   - Nie, dziękuję. Chyba nie mam ochoty na słodycze. - powiedziała i wstała.
   Rozprostowała się i spojrzała na Alice, która zafascynowana zajadała już drugie ciastko. Dopiero wtedy uświadomiła sobie jak bardzo jest głodna. Włożyła na siebie swoją bluzę, którą miała pod kurtką i spodnie. Były trochę brudne, ale nie miała niczego innego. Alice spojrzała na nią i prychnęła, wstała i wyszła na chwilę z pokoju. Po chwili wróciła  ze świeżą parą spodni dresowych i podkoszulką.
   - Ubierz to, dziecko. Przecież nie możesz chodzić w czymś takim. - zgromiła ją i usiadła z powrotem na kanapie, biorąc słoik do rąk.
   Ubrała się szybko w rzeczy od Alice i dotarło do niej, że musi wziąć prysznic. Włosy miała całe posklejane od błota.
   Jako, że już wcześniej Kate poczuła się jak u siebie, pomaszerowała w kierunku lodówki. Otworzyła ją i dopiero wtedy przypomniało jej się gdzie jest. Wyjrzała zza drzwi lodówki i zapytała:
   - Mogę?
   - Oczywiście, bierz co chcesz! - krzyknęła do niej Alice, jakby urażona tym, że dziewczyna przerywa jej delektowanie się ciastkami.
   Kate rozejrzała się po lodówce. Była pełna, niektóre produkty prawie nie mieściły się na półkach. Pewnie często robi zakupy, pomyślała. Po kilku minutach szukania znalazła plasterki szynki i sera i małego pomidora. Zrobiła sobie szybko kanapki. Popatrzyła na czajnik i pomyślała o herbacie. Coś ciepłego dobrze by jej teraz zrobiło. Zaparzyła herbatę, włożyła kanapki na talerz i i usiadła przy stoliku.
   Ekspresowo pochłonęła cały posiłek i zapytała o łazienkę. Alice wskazała jej drogę.
   - Ręcznik są w dolnej szafce tuż przy drzwiach! - zawołała za nią.
   Szybko wzięła prysznic i wróciła do pokoju, usiadła obok Alice i zapytała:
   - Jak to będzie?
   - Co?
   - Moja przemiana.
   - Ahh... O to pytasz... Tego się nie da wytłumaczyć. Ale mniej więcej będzie to tak.Wymówię kilka zaklęć, przywołam duchy kilku ważnych czarownic i to one cię przemienią. Nie wiem jak one to robią.
   - Znałaś je? Te czarownice-duchy?
   - Osobiście nie, ale z opowiadań - tak. Wiem, że najsilniejsza i najważniejsza ma na imię Cynthia.
   - A czy najsilniejsza czarownica nie powinna należeć do Najwyższych?
   - Oczywiście, powinna. I należy. Pozostali członkowie kontaktują się z nią za pomocą jej córki, Annabel, także czarownicy. Po śmierci Cynthi chciano by to właśnie jej córka miała ją zastąpić w Radzie, ale odkryto sposób na komunikowanie się z nią. I tak już zostało.
   Kate kiwnęła głową i zamyśliła się.
   - Boisz się. - Alice nie zadała pytania, była tego pewna.
   - Tak. Bardzo. Zupełnie nie wiem co mam ze sobą zrobić.
   - Nie myśl o tym.
   Nagle do drzwi zaczął ktoś pukać. To raczej nie było pukanie tylko walenie w drzwi. Alice i Kate rzuciły sobie porozumiewawcze spojrzenia i przeszły do korytarza.
   - Pomocy, pomóżcie! Alice, Kate!
   Usłyszały zdruzgotany głos Alexa i szybko rzuciły się do drzwi. gdy je otwarły nie zobaczyły Alexa. W drzwiach nie było nikogo. Usłyszały zgrzytnięcie sprężyn z kanapy Alice i szybko wróciły do pokoju, zamykając za sobą drzwi. Gdy weszły do niego im oczom ukazał się straszny widok.
   Przy kanapie stał brudny i ciężko oddychający Alex. Patrzył na nich błagalnym wzorkiem. Gorsze było to co ujrzały na kanapie. Leżał na niej Jack. Także cały brudny, ale nie tylko od błota i kurzu z lasu. Jego ubranie było poplamione krwią, a na ciele dało się zauważyć wiele zadrapań. Oczy miał zamknięte. Był nieprzytomny.
   - Pomóżcie mu! - krzyknął Alex.
   Alice i Kate sparaliżowane widokiem, na dźwięk tych słów rzuciły się ku Jackowi by mu pomóc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz