O PÓŁNOCY

O PÓŁNOCY

niedziela, 20 października 2013

Rozdział dwudziesty czwarty.

   Kate siedziała na ziemi przy kanapie, na której leżał Jack. Trzymała go za rękę i ciągle powstrzymywała się przed płaczem. Alice krzątała się po domu zbierając potrzebne rzeczy do przemiany Kate w czarownice. Czasami przyglądała jej się. Była ładną kobietą, choć na twarzy można było zauważyć kilka zmarszczek wokół oczu i ust. Nie odbierały jej urody. Raczej dodawały wdzięku, gdy się uśmiechała. Jej oczy, także zawsze uśmiechnięte, lśniły od łez. Dziewczyna wiedziała, że Alice płakała. Była bardzo mocno przywiązana do syna swojego zmarłego brata. Kochała go najbardziej na świecie. I dziś patrząc na rany, jakie zadała mu ta tajemnicza postać, nie mogła powstrzymać łez goryczy i smutku.
   No właśnie. Kate przypomniała sobie o postaci, która zaatakowała Jacka. Bardzo ciekawiło ją kto to mógł być. Alex wychodząc, powiedział, ze idzie posprzątać po nim. Czyżby chłopak zabił napastnika? Dziewczyna potrząsnęła głową i pomyślała, że to nie ważne. Ważne jest to, że Jack żyje. Miała tylko nadzieję, że nic mu się nie stanie.
   Chciała przestać myśleć o tym co się dziś stało, ale nie mogła. Zaczęła myśleć o tym co robi i gdzie jest Alex. Dlaczego tak długo go nie ma? Minęło już pięć godzin od kiedy wyszedł z domu Alice. Poruszyła się nerwowo na swoim miejscu i wyjęła delikatnie swoją dłoń z uścisku Jacka. Pochyliła się nad chłopakiem i pocałowała go w policzek. Po jej policzku prześlizgnęła się zimna łza i skapnęła na koc, którym był okryty. Odwróciła się i podeszła do Alice. Złapała ją za ramię i uśmiechnęła się do niej.Kobieta odwzajemniła uśmiech i przytuliła dziewczynę do siebie.
   - Coś się stało? - zapytała.
   - Nie, nic. Jack ciągle śpi. Ale... Tak sobie myślała...
   - Nie myśl za dużo, bo dojdziesz do błędnych wniosków i będziesz się niepotrzebnie martwić. Wszystko będzie dobrze, kochana. - przerwała jej kobieta i pomasowała ją po policzku.
   - Ale mi chodzi o Aleksa.
   Alice uniosła zaintrygowana brew i mimowolnie spojrzał na zegar. Dochodziła czwarta w nocy. Mimo to nie czuły się zmęczone. Nagle Kate uświadomiła sobie, że jest środek nocy, a ona powiedziała mamie popołudniu, że wybiera się do Jacka. Będzie musiała zaraz pójść do domu, ale teraz porozmawia z Alice.
   - Myślisz o tym, dlaczego tak długo nie wraca? - zapytała pewnym siebie głosem Alice.
   - Tak, trochę się zdenerwowałam, Alice.
   - Nic mu się nie stało, Kate. Ten chłopak umiał sobie poradzić  w najgorszych sytuacjach. Na przykład kiedy go poznałam, też wpadł w niezłe tarapaty. - kobieta gestem wskazała na dwa fotele stojące w kacie pokoju. Podeszły do wskazanego miejsca i usiadły na nich. Alice zamknęła oczy i uśmiechnęła się.
   - To było jakieś dwadzieścia lat temu. Zaczynałam przygodę z magią. Moja babcia uczyła mnie różnych zaklęć... Wyszłam wieczorem na spotkanie z przyjaciółmi. Siedzieliśmy w domu Angeli i śmialiśmy się, tańczyliśmy, trochę piliśmy... - puściła oczko do Kate i zaśmiała się krótko. - W pewnym momencie Woody, kiedy  miał już trochę za dużo wypite, wymyślił, że możemy iść do lasu za jego domem zrobić ognisko. Wszyscy poszli. Fajnie było. Pod koniec imprezy wszyscy byli już upici, ale ja w najmniejszym stopniu, bo bałam się trochę moich rodziców... - przewróciła oczami. - Leżeli przytuleni do siebie i spali, a ja siedziałam przy ognisku i patrzyłam w nie. Do dziś pamiętam jak płomienie ogrzewały mi twarz.
   Kobieta zamknęła znów oczy i wygodnie oparła się o fotel. Kate patrzyła na nią chwilę i pomyślała, że Alice wspomina stare, dobre czasy. Po kilku minutach otworzyła oczy i przyjrzała się twarzy dziewczyny.
   - Była bardzo przystojny i jest do dziś, ale wtedy był taki... pociągający. Na co dzień nie widywano takich przystojniaków. - znów do niej mrugnęła. - Powiedział, że potrzebuje pomocy i szuka jakiejś czarownicy, a ja powiedziałam mu o tym, ze się uczę i obiecałam mu pomoc. Oczywiście oczekiwałam od niego prawdy, w takim samym stopniu jak on otrzymał ode mnie. Opowiedział mi wszystko. O tym, że jest wampirem, o Charlotte, o przygodzie z Francessco i o Eve. Powiedział jakie problemy już napotkał na swojej drodze i jak je rozwiązywał. Na końcu opowiedział mi o tym, że ugania się za nim mała grupka hybryd. Dostał zlecenie zabicia ich przyjaciela i jako zawodowiec uczynił to, ale popełnił mały błąd, który ujawnił hybrydom jego tożsamość. Miał nad nimi przewagę jednego dnia więc musiał w końcu się zatrzymać i jakoś temu zaradzić.
   - I poprosił cię o pomoc? - wtrąciła ciekawa Kate.
   - Tak, ale nie tylko mnie. Potrzebował mocy także mojej babci. Dałyśmy mu tyle mocy ile tylko mogłyśmy. Następnej nocy stał sam w środku lasu i czekał na hybrydy. To było świetne widowisko. Walczył dzielnie i przekonałyśmy się, ze naprawdę jest profesjonalistą. Ale nie zabijał ich. Gdy każdy z nich był już nieprzytomny zahipnotyzował ich, używając naszej mocy, żeby o nim zapomnieli i wrócili do domu. I tak się stało. Oni odeszli, a my wróciliśmy do naszego domu świętować.
   Kate uśmiechnęła się i powiedziała:
   - Wiedziałam, od pierwszego razu, gdy go spotkałam, ze jest nadzwyczajnie uzdolniony. - zaśmiały się obie.
   Nastąpiła chwila ciszy. Obie spojrzały na Jacka. I jakby na zawołanie chłopak zaczął kaszleć i otworzył oczy. Ekspresowo znalazły się przy nim.
   - Jack? - Kate cały czas powtarzał jego imię.
   Chłopak patrzył na nie i nagle się uśmiechnął.
   - No cześć, co tam u was? - zapytał wesoło.
   Alice i Kate odetchnęły głęboko i pomogły mu usiąść.
   - Boli cię coś, gdy się poruszasz? - zapytała Kate.
   - Nie, tylko troszkę... swędzi? - zaśmiał się.
   - Nie musisz zgrywać bohatera Jack. - powiedziała całkiem poważnie.
   - Nie zgrywam. - powiedział i pocałował Kate. - Gdzie Alex? Muszę z nim porozmawiać. Zdaję się, że nieźle narozrabiałem.
   - No co ty nie powiesz! - krzyknęła uśmiechnięta Alice. - Wyszedł. Powiedział, że idzie po tobie posprzątać. Cokolwiek to znaczy.
   Chłopak spuścił głowę i pomasował skronie.
   - Zabiłem go, tak? - zapytał skruszony i zły.
   - Tego nie wiemy Jack. Poczekajmy na Aleksa.
   Jej słowa dodawały mu otuchy. Cieszył się, że jest tu, obok niego. Cieszył się także, z tego, że dobrze dogaduje się z Alice. Bardzo je kochał.
   - Co teraz robimy, Alice? - zapytała Kate.
   - Teraz, ty wracasz do domu, bo twoja matka pewnie ciągle czeka na ciebie i nie śpi. I my także pójdziemy spać. Ja cię zawiozę do domu i rzucę zaklęcie na twój dom, uniemożliwiające wtargnięcie do niego Cieni.
   - Zgoda.
   Dziewczyna pożegnała się ze swoim chłopakiem i razem z Alice wyszły z domu. Na zewnątrz przywitało je zimne i wilgotne powietrze. Kate ostrożnie trzymała się blisko Alice i ruszała za nią szybko do jej auta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz