Chłopak, idąc bardzo blisko zimnej, kamiennej ściany, rozglądała się co chwilę. Ostrożnie wyjrzał za zakręt i gdy już upewnił się, że w korytarzu nikogo nie było, ruszył przez niego biegiem. Usłyszał jakiś głos. Serce omal mu nie stanęło z przerażenia. Odwrócił się w poszukiwaniu jakiegoś miejsca schronienia. Zauważył małą i ciasną wnękę na przeciwko niego. Przed wnęką stała stara, trochę zardzewiała zbroja rycerska. Wślizgnął się za nią ostrożnie, dziękując Bogu za to, że był tak szczupły. Jak najbardziej mógł wsunął się w kąt wnęki i czekał.
Ciągle czekając, na nadchodzące osoby, zauważył, że do zbroi przyczepiony jest srebrny, trochę zardzewiały nóż. Chłopak dotknął jego końca i przekonał się, że jest bardzo ostry. Pomasował palec i skrzywił się. Dobrze, że nie pociekła mu krew, pomyślał. Chwycił nóż za jego trzonek i włożył sobie go za pasek spodni. Uśmiechnął się chytrze. Miał wielkie szczęście. Znalazł nóż, zrobiony ze srebra, choć Eve kazała usunąć wszystkie srebrne narzędzia i broń. Głupcy, zaśmiał się w duszy.
Po chwili korytarzem przemknęła postać w ciemnej zbroi. Chłopak odetchnął głęboko i wychylił się trochę z wnęki. Cofnął się szybko i zacisnął powieki. Postać się zatrzymała i patrzyła na wnękę, w której stał z trzęsącymi się teraz nogami. Szybkim i silnym kopnięciem ustawiona przed nim zbroją stała się kupką porozrzucanych części. Rycerz stanął na przeciwko chłopaka, ciągle patrząc na popsutą zbroję.
- Ups. - powiedział i spojrzał na chłopaka.
To było przerażające. Jego oczy były całkiem czarne. Nie było w nich nawet białek.
To wampir. Gdy są głodne ich oczy stają się czarne jak węgiel. W dzieciństwie on i jego młodszy kuzyn, gdy mieli wolny czas bawili się w wampiry i przykładali sobie do oczy małe węgielki, krzycząc jeden na drugiego.
Wampir prześlizgnął się po nim wzrokiem i uśmiechnął się.
- Co tu robisz, dziecko? - zapytał tonem, który do złudzenia przypominał miłego, starszego dziadka.
Chłopak skrzywił się, gdy usłyszał jego słowa i popatrzył na niego z ukosa. Podrapał się po głowie, myśląc intensywnie.
- Yyy... Ja... Chyba zabłądziłem, bo wracałem do domu i mój pies tu wbiegł. Więc... Yyy... Pobiegłem szybko za nim. I teraz się wystraszyłem, bo nie powinno mnie tu być, więc...
Wampir zbliżył się do niego i krzyknął patrząc mu prosto w oczy:
- Gówno prawda, chłopcze!
Chłopak zacisnął powieki. Musiał do niego mówić. Powoli zaczął podnosić rękę, aby wyjąć swój nowy nabytek. Musiał być bardzo ostrożny.
- Ja nie kłamię, po prostu się zgubiłem. - mruknął.
Wampir uśmiechnął się, przytaknął i uderzył chłopaka w policzek.
- Ał! - wyrwało się z jego ust.
Chłopak potarł bolące miejsce wolną ręką. Usłyszał śmiech wampira i popatrzył na niego spod swoich, i tak już za długich, włosów. Wampir stał oparty o ścianę i spoglądał na niego czarnymi oczami.
- Dla kogo pracujesz? - zapytał spokojnym tonem.
- Dla nikogo... - szepnął zasłaniając ręką policzek.
- Nie kłam. W każdej chwili mogę ci zabić! A ty i tak kłamiesz. - prychnął. - Jeśli przyznasz się teraz... - szepnął, zbliżając się do niego. - nie będę cię musiał torturować, tylko zabiję cię od razu. Rozumiesz?
- Tak. Rozumiem. - przytaknął. - Ale ja nie kłamię. - powiedział i rzucił się do ucieczki.
Z ust wampira wydobył się głośny krzyk. Błyskawicznie znalazł się przed nim i chwycił go za kołnierz jego koszuli. Jako, że był wyższy, chłopak wisiał w powietrzu.
- Ostrzegałem cię! Mów! - krzyczał do niego.
Chłopak już chciał powiedzieć prawdę, ale pod palcami poczuł chłód trzonka jego noża. Złapał go mocno i postanowił, że poczeka na dogodny moment. Wampir znów zaczął na niego krzyczeć. W pewnym momencie, zdenerwowany brakiem odpowiedzi ze strony chłopaka, rzucił nim. Ten upadł na zimną posadzkę. Poczuł ból w barku. Chciał go pomasować, ale zauważył, że wampir się do niego zbliża. I chce go zabić. Teraz albo nigdy, powiedział sobie w duszy. Wstał powoli i przyjął pozycję obronną. Usłyszał śmiech wydobywający się z gardła przeciwnika. Wszystko się w nim zagotowało. Wampir rzucił się na niego. Był w odległości metra od chłopaka, kiedy ten wyciągnął nóż.
- Miło było cie poznać, draniu. - powiedział z uśmiechem.
Widział tylko zdziwione i mocno otwarte oczy wampira, kiedy podcinał mu gardło srebrnym nożem. Ciało jego przeciwnika leżało pod jego nogami, a on stał z okrwawionym nożem nad nim. Pierwsza ofiara w jego życiu. Miał nadzieję, ze ostatnia.
Ocknął się szybko z zamyślenia i zaczął przeszukiwać kieszenie zmarłego. Zauważył, że jego ciało zaczęło się zmieniać. Nie obchodziło go to. Przeszukał całą jego zbroję i nic. Nigdzie nie było kluczy do celi Alexa. Nagle coś mu się przypomniało. W starych filmach, które lubił oglądać, niektórzy bohaterowie nosili ważne dla nich rzeczy na sznurku, na szyi. Oczy mu się zaświeciły. Szybko zaczął szukać. Bingo! Na szyi wampira wisiało kółko z trzeba kluczami. Uśmiechnął się sam do siebie i przywiesił sobie je na szyję.
Ostrożnie ruszył dalej. Powoli i cicho chodził po ciemnych korytarzach. Nagle, po kilku nieudanych próbach, zauważył wielkie drzwi na końcu oświetlonego małymi lampkami korytarza. Drzwi były zamknięte na trzy wielkie, stalowe kłódki. Przypomniał sobie, że klucze były trzy. Ale ze mnie szczęściarz, pomyślał.
Dopadł szybko do drzwi i otworzył małe okienko. Rozejrzał się po wnętrzu. I gdy już myślał, że to nie ta cela, w okienku pojawiła się uśmiechnięta twarz Alexa. Chłopak uśmiechnął się do niego i pokazał mu klucze z dumą wymalowaną na twarzy.
- Brawo! Udało ci się, Bruno! - powiedział Alex.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz