O PÓŁNOCY

O PÓŁNOCY

wtorek, 22 października 2013

Rozdział dwudziesty szósty.

   Kiedy Alex zobaczył otwierające się okienko w drzwiach jego celi, pomyślał o dwóch sytuacjach, które mogły nastąpić. Albo chłopak jakimś cudem przedostał się do podziemi i przyszedł po niego, albo rycerze Eve złapali go i przyszli przepytać Alexa, bo chłopak puścił parę z ust. Zdenerwowany nastawił uszu i usłyszał ciche, trochę nie miarowe bicie serca. Udało mu się! Podbiegł do drzwi i spojrzał na chłopaka z uśmiechem.
   - Brawo! Udało ci się, Bruno! - krzyknął do niego.
   Gdy chłopak pokazał mu swoją zdobycz - trzy długie i pewnie ciężkie klucze zawieszone za wielkim kółku - omal nie podskoczył w miejscu i nie zaczął skakać. Chłopak zaczął wkładać klucze w dolną kłódkę. Za pierwszym razem klucz nie pasował. Dopiero drugi zadziałał. Druga kłódka tuż nad mosiężną klamką ustąpił od razu, tak jak i trzecia najwyżej przymocowana z nich. Kiedy wszystkie kłódki leżały już na ziemi, Bruno pociągnął mocno klamkę, ale ta nie ustąpiła. Spojrzał na Alexa wzrokiem, który mówił jak bardzo jest zły na siebie, że zawiódł.
   - Bruno, posłuchaj. Idź teraz tam, na koniec korytarza. - gestem wskazał mu miejsce. - Powiedz mi czy nikogo tam nie widzisz i nie słyszysz. Jeśli będzie pusto powiesz mi i szybko schowasz się na ścianą, tak aby drzwi cię nie uderzyły kiedy polecą w twoją stronę, dobrze? - spojrzał na chłopaka.
   Był trochę przestraszony i widocznie ciągle przetwarzał to co powiedział Alex.
   - Dobra, już idę. - powoli zwrócił się w stronę końca korytarza. Gdy był już na jego środku odwrócił się do Alexa i zapytał - Alex, a jaki cudem te drzwi mają wylecieć tym korytarzem?
   - Zaraz zobaczysz, uważaj! Idź ostrożnie!
   Chłopak podbiegł do skraju ściany i zawołał do Alexa, że jest korytarz jest czysty. Pokazał mu uniesiony kciuk i szybko schował się za ścianę.
   - Tylko się nie wychylaj! - krzyknął.
   Wampir oparł się o ścianę naprzeciw drzwi. Odetchnął głęboko i ruszył biegiem w stronę drzwi. Kopnął je z taką siłą, że ze ściany zaczęła wyrywać się też futryna. Błyskawicznie znalazł się obok Bruno. Chłopak stał z szeroko otwartymi oczami i wpatrywał się w złamane na pół drzwi, leżące przed nim.
   - Nic ci nie jest? - zapytał wampir, kładąc rękę na ramieniu chłopaka.
   Bruno spojrzał w jego oczy. Miał nadzieję, że nie zaczęły robić się czarne. To mogłoby go wystraszyć, ale przecież żyje w mieście pełnym wampirów i innych nadnaturalnych stworzeń. Nie ma się czego bać. Jest do tego widoku przyzwyczajony.
   - Czym jesteś? - zapytał rozdrażniony.
   Alex westchnął.
   - Wampirem... - odpowiedział i spuścił głowę.
   Bruno wyrwał swoje ramię z jego uścisku i spojrzał na niego gniewnie.
   - Dlaczego mnie wykorzystujesz?! - krzyknął.
   Wampir chciał powiedzieć, żeby nie krzyknął, bo  może to zaalarmować rycerzy Eve, jeśli już nie biegli do nich, słysząc huk wyrywanych drzwi.
   - Nie robię tego! - oburzył się. - Nie mógłbym cie skrzywdzić, bo mi zaufałeś! A ja przyjaciół nie zdradzam. - powiedział patrząc chłopakowi w głębokie zielone oczy.
   Bruno potrząsnął głową i szepnął:
   - Tamci tez tak mówili...
   - Kto? - zainteresował się wampir.
   - Wampiry Eve. Niby byli przyjaciółmi, a gdy mój ojciec odmówił im dalszej pracy dla nich zabili go. - w jego oczach pojawiły się łzy. - Potrzebowałem ojca! I nadal go potrzebuję. A oni mi go bezkarnie odebrali!
   - Mam nadzieję, że o mnie masz inne zdanie. - usłyszał coś nad głową. No pięknie. Rycerze już ruszyli do podziemi... - Słuchaj, Bruno. rycerze Eve już tu idą, musimy uciekać. Więc... ufasz mi czy już nie?
   - Chyba jeszcze ufam. Wiem, ze jesteś inny niż oni. Szybko poznaję się na ludziach. Yyy... wampirach. - poprawił się z uśmiechem. - Chodźmy im skopać tyłki, Alex! - powiedział i ruszył ostrożnie przed siebie.
   - Pozwolisz, że pójdę pierwszy. - z uśmiechem wyprzedził go i dorzucił: Umiem lepiej obronić się przed banda wampirów i wilkołaków...
   - Ja tez mam czym się bronić. - chłopak zatrzymał się i wyjął zza paska spodni długi i ostry srebrny nóż.
   Alex skrzywił się na jego widok. Ohyda, pomyślał. Chłopak jest naprawdę dobrze przygotowany. Nagle zauważył na ostrzu noża jakieś zaschnięte plamy. Krew. No pięknie. Młody morderca.
   - Kogo tym dziabnąłeś? - zapytał przyglądając się broni chłopaka.
   - Yyy... Kiedy do szedłem napadł na mnie jakiś wampir, ale wcześniej schowałem się za starą zbroją rycerską i tam go znalazłem. - uśmiechnął się patrząc na swój nowy nabytek. - Piękny, prawda? - zapytał oczarowany.
   Pewnie nie był świadomy klątwy, jaka nad nim teraz wisi przez zabicie istoty magicznej. Przykro mi, powiedział do niego w myślach. Chłopak na własne życzenie stał się częścią magicznego świata.
   - Więc potrafisz się obronić, dobrze. Ale nie próbuj go na mnie, dobra? - zapytał z uśmiechem.
   Po chwili wyszli już z podziemi. Przy drzwiach na zewnątrz stało dwóch strażników. Najwyraźniej nie zauważyli, że ich kolega zginął. Kiedy przechodzili obok jego ciała, było już prawie całkiem czarne. Przypomniał mu się widok ciała Aleca. Odepchnął od siebie te wspomnienie. To przez niego i jego głupie pomysły musiał tu być.
   Szybkim ruchem uderzył obu strażników w tył głowy i obu wciągnęli do korytarza. Ubrali ich zbroje i wyszli na zewnątrz. Bruno był za chody do tej zbroi i szybko męczył się pod ciężarem. Weszli do małego baru na przeciw drzwi do podziemi. Cały czas Alex je obserwował. W barze poprosił o kartkę i długopis. Napisał na niej klika zdań i podał ją Brunowi. Chłopak przeczytał wszystko, choć sprawiło mu to mały problem. Tutaj pewnie nie przywiązują wielkiej wagi do szkolnictwa.
   - Co to? - zapytał z wielkim zainteresowaniem.
   - To są potrzebne dane na wypadek, gdyby mnie schwytano. Pamiętaj, stare przysłowie mówi, że jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Jeśli ciebie złapią podczas ucieczki - wrócę po ciebie z moimi przyjaciółmi. Jeśli to mnie złapią - udasz się do tego miasta, znajdziesz ta kobietę i ona będzie wiedział co dalej robić.
   - Alice. Ładne imię. Moja siostra miała tak na imię. - powiedział i odwrócił wzrok, patrząc przez okno w kierunku wejścia do podziemi.
   Alex od razu wychwycił słowo 'miała'. Istoty magiczne z tego miasta wyrządziły mu dużo krzywd. Był tego pewien. Kiedy patrzył na chłopaka, prawie czuł jego nienawiść do wampirów i reszty.
   Chłopak chwycił wampira za ramię i wskazał na wejście po drugiej stronie rynku. Alex zmarszczył czoło i szepnął:
   - Zaczęło się...
   Kilku, ubranych podobnie do Alexa i Bruno mężczyzn wybiegł z baru, słysząc głośny ryk syreny i krzyki:
   - Skazaniec uciekł! Na miejsca!
   Ludzie zaczęli chować się do swoich domów. Na rynku zrobiło się naprawdę tłoczno. Alex złapał Bruna za rękę i szepnął:
   - Udawaj, że jesteś rycerzem. Zaczynają na nas dziwnie patrzeć. - rozejrzał się i krzyknął - Biegnij! Trzeba złapać, tego głupca!
   Wybiegli ramię w ramię z baru z poczuciem kilku par oczu na ich plecach. Biegli za tłumem. Gdy rycerze zaczęli wchodzić kolejno do podziemi wszystkimi możliwymi wejściami, oni zboczyli w jakąś boczną uliczkę. Przez chwilę Alex zapomniał, że Bruno nie potrafi biegać tak szybko jak on więc zwolnił i obejrzał się na przyjaciela. Wyrównał z nim krok i biegli dalej razem.
   - Gdzie teraz? - wydyszał chłopak, gdy znaleźli się na skrzyżowaniu trzech wąskich uliczek.
   - Ta, powinna zaprowadzić nas pod sam mur.
   Gdy byli już pod murem, wampir podszedł do chłopaka i ścisnął jego ramię, mówiąc:
   - Teraz cię podrzucę do góry. Musisz uważać, żeby nie stracić równowagi. Po drugiej stronie jest drabina i po prostu zejdziesz na dół. Jeśli długo mnie nie będzie po prostu idź tam gdzie ci kazałem! Masz kartke?
   - Tak, mam. Obiecuję, że wrócę. - coś w jego tonie i spojrzeniu kazało mu uwierzyć. To dobry chłopak, pomyślał sobie.
   Przytulił chłopaka i powiedział:
   - Trzymaj sie! Dasz radę!
   - Mówisz jakbyś wiedział, że cię zaraz złapią - zauważył zmartwiony chłopak.
   - Tak ci się tylko zdaje. Koniec gadania, bo zaraz nas złapią naprawdę! - zaśmiał się.
   Złapał chłopaka w pasie i szepnął, ze ma uważać. Wyrzucił chłopak, ten lekko zachwiał się, ale nie spadł. Pokazał wampirowi uniesiony kciuk i zszedł na dół. Kiedy Alex szykował się do skoku  w jego plecy wbiły się dwie strzały. Srebrne.Krzyknął i upadł. Ostatkiem sił krzyknął tylko jedno słowo:
   - Biegnij!
   Po drugiej stronie muru Bruno zszedł juz na dół. Spojrzał w górę i wtedy usłyszał głos Alexa. Krzyknął, że ma biec. Pomyślał o najgorszym. Złapali go, ale nie mógł nic zrobić. Po prostu zaczął biec.
   Do najbliższej wioski było około dwa kilometry. Dobiegnie tam i stamtąd trafi już szybko. Biegł przez gesty las, nie oglądając się za siebie, choć miał nadzieję, że gdzieś za nim biegnie też Alex. Nagle chłopak się przewrócił. Zauważył postać w ciemnej pelerynie. Złapał za nóż i szybko wstał z ziemi. Kobieta uśmiechnęła się do niego. Zrzuciła z głowy pelerynę i jego oczom ukazała się piękna czuprynka brązowych włosów. Jej brązowe oczy uśmiechały się do niego. Jednak ciągle stał z nożem wyciągniętym przed siebie.
   - Nie musisz się mnie bać. - powiedział i uśmiechnęła się do niego. Wytłumaczyła mu, że też chce pomóc Aleksowi i dlaczego.
   Chłopak schował powoli nóż, ciągle nie pewnie patrząc na piękną kobietę.
   - Kim jesteś?
   - Jestem czarownicą, starą przyjaciółką Aleksa i Jacka. Mam na imię Chelsea.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz