O PÓŁNOCY

O PÓŁNOCY

sobota, 19 października 2013

Rozdział dwudziesty trzeci.

   Od razu gdy oprzytomniał, otworzył oczy. W pomieszczeniu, gdzie się znajdował było ciemno. Nie wiedział skąd, ale znał to wnętrze. Zastanawiał się przez moment. W końcu odpuścił. Przez chwilę oswajał swój wzrok do ciemności. Dobrze, że miał nienaturalne zdolności i mógł widzieć lepiej niż normalny człowiek. Gdyby był człowiekiem poczuł by się teraz osaczony przez ciemność i przerażony. Rozejrzał się. W pomieszczeniu nie było żadnych przedmiotów oprócz kilku srebrnych i grubych łańcuchów przymocowanych do ściany i kilku pysznie pachnących torebek z krwią leżących pod drzwiami.
   Uśmiechnął się na ich widok. Chciał jak najszybciej trzymać je we własnych dłoniach i smakować pokrzepiającego napoju, ale coś go powstrzymywało. Popatrzył na lewą rękę. Nic. spojrzał na prawą. Od nadgarstka aż do łokcia ciągnęła się owinięta wokół jego ręki lina. Była niewyczuwalna, ale gdy pociągnął rękę, aby zerwać więzy dopadł go ostry ból. Srebro.
   - Cholerne wiedźmy. - zaklął pod nosem i oparł się plecami o zimną ścianę.
   Starał się nie oddychać nosem, aby nie czuł zapachu krwi tak intensywnie. Poczuł się strasznie zmęczony. Zaczął sobie przypominać wszystko co nastąpiło przed straceniem przytomności. Powrót na polane. Rozmowa z Mattem. Walka z Mattem. Poczucie, że Matt przyciska go stopą do ziemi. Jak mógł byc taki nieostrożny?! pomyślał. Ten wilkołak mógł go zabić...
   Zamknął oczy i uderzył pięścią w ziemię. Nagle przypomniało mu się skąd zna to wnętrze. Znów rozejrzał się i prychnął. Znajdował się w celi w podziemiu małego zamku Eve. Ten głupiec, Matt, zamiast zaprowadzić go do bardziej odludnej i znanej mu celi przyprowadził go do tej samej, z której uciekł po jednym dniu przebywania w niej. Zamknięto go tutaj, dzień po tym jak Eve uratował go przed Francessco. Obraził ją czymś i dlatego tu wylądował, lecz po kilku godzinach biegł już błyskawicznie w stronę domu Alice, modląc się, aby ją zastał i pomogła mu się schronić.
   Koniec końców i tak wrócił na ten zamek, ponieważ Eve przyrzekła, że jeśli nie wróci to wyda go Francessco.
   Postanowił, że ucieknie tak jak wtedy, dwieście lat temu. Wyjdzie przez małe okienko, przy pomocy jakiegoś człowieka z zewnątrz i ucieknie. Na zamku Eve mieszkało wielu ludzi, którzy pomagali jej w różnych sprawach. Łatwo było ich zahipnotyzować, na szczęście.
   Pozostawał jeszcze tylko problem z liną wokół jego ręki. Popatrzył na nią. Wolną ręką przeszukał swoje kieszenie i znalazł małą zapisaną karteczkę, długopis i scyzoryk. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Tego właśnie potrzebował. Zaraz zabrał się za przecinanie więzów tuż nad nadgarstkiem. Choć szło mu to bardzo wolno, nie marnował czasu. Po dłuższej chwili przeciął pierwszy z nich i zaczął rozplątywać całą line. Parzyły go palce, bo lina była pokryta srebrem. Okazało się, że ostatni z więzów jest jakoś dziwnie zaplatany i musiał znów użyć scyzoryka.
   Po kilku minutach masował lekko rękę i powoli wstawał. Nagle poczuł ból promieniujący od prawego barku. Zaklął ostro i dotknął miejsca, w którym utknął toporek Matta. Rana zaczynała się już goić, ale srebro z broni jeszcze w niej było i to spowolniało gojenie. Jęknął z bólu, gdy dotknął wrażliwy punkt.
   Przypomniał sobie o torebkach z krwią i szybko do niech dopadł. Wypił jedną z nich szybko i już chciał wziąć do ust drugą, ale usłyszał ciche, miarowe kroki, zbliżające się do niego. Pustą torebkę wyrzucił przez małe okienko, a resztę zostawił na miejscu, mając nadzieję, że osoba, która właśnie zbliża się do jego celi, nie zauważy braku jednej z czterech. Usiadł w to samo miejsce, gdzie się obudził i schował prawą rękę za plecy, aby nie zauważono braku liny. Przymknął oczy i zaczął udawać nieprzytomnego.
   Drzwi otworzyły się z hukiem. Wiedział, że do celi weszły dwie osoby. Jedna z nich prychnęła.
   - Jeszcze jest nieprzytomny. Słaby jest. - powiedział Matt i znów prychnął.
   Druga osoba zbliżyła się do niego i przykucnęła obok niego. Chciał otworzyć oczy, ale wyczuł, ze była to Eve. Po chwili poczuł jej zimną dłoń na swoim policzku. Pomasowała go chwilę po twarzy, po czym wymierzyła mu siarczysty cios w policzek. Otworzył oczy i spojrzał na Eve zdezorientowany. Matt nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Kobieta rzuciła mu znaczące spojrzenie i ucichł.
   - Alex... - powiedziała. - Witaj. Dawno cię nie widziałam.
   - Rzeczywiście, dawno. - powiedział spuszczając wzrok.
   Kobieta wyglądała inaczej niż zwykle. Miała na sobie czarne rurki i czarną koszulkę z krótkim rękawem. Oczywiście nie odpuściła sobie peleryny z czerwonym kapturem, który cięgle miała na głowie. Ogniste włosy związała w warkocz, z którego wystawały niesforne kosmyki. Usta musnęła ostrą czerwoną pomadką a oczy zaakcentowała ciemnym cieniem i tuszem do rzęs. Wyglądała pięknie. Alex zawsze uważał ją za piękną. Popatrzył w jej oczy i trochę tego pożałował. Wyrażały one złość i nienawiść. Naprawdę mocno się wkurzyła, pomyślał.
   - Zdajesz sobie sprawę z tego co zrobiłeś, Alex? - zapytała ostro.
   - Zabiłem twojego kolegę. O niczym innym nie wiem. - odpowiedział.
   - Myślisz, że możesz z tego żartować? To się mylisz. Teraz jesteś tu, w moim zamku i niedługo cię zabiję. Odpłacę ci tym samym co ty zrobiłeś, głupcze. - spojrzała w jego oczy. Odwrócił wzrok. - I pomyśleć, że zaczynałam cię lubić, wampirku.
   Alex prychnął i spojrzał na nią spode łba.
   - Myślisz, że ci uwierzę? Uratowałaś mnie przed Francessco tylko i wyłącznie dla własnych spaw, aby mnie wykorzystać, bo wiedziałaś, że jestem doskonale wytrenowany i zawsze zwyciężałem!
   - Jak śmiesz oskarżać mnie o coś takiego?! - zakrzyczała.
   Wstała i podeszła do Matta. Spojrzała mu głęboko w oczy, a gdy znów obróciła się do Aleksa, on szybko wyszedł z celi.
   - Myślisz, że jestem zła. Że chciałam cię wykorzystać, a potem zabić. Ale się mylisz. Kiedy spotkałam cie po raz pierwszy byłeś jeszcze związany z Charlotte. Nie zwracałeś uwagi na nikogo. - Prychnęła. - Liczyła się tylko ona. Cięgle o niej mówiłeś. Gdy ktoś powiedział o niej coś złego, byłeś gotowy do walki. - Popatrzyła na niego znacząco. - A ja jak jakaś głupia nastolatka oszalałam na twoim punkcie. Obserwowałam cię zawsze, gdy byłeś w pobliżu. Studiowałam każdy twój ruch i rozmyślałam nad tym co mówiłeś. - Zaśmiała się gorzko. Ciągle chodziła tam i z powrotem po celi. - Zakocham się. Alex, zakocham się w tobie.
   Przystanęła i popatrzyła mu w oczy. Wampir powoli pokręcił głową i powiedział:
   - Ale... Ja ciebie nie pamiętam. To nie może być prawda Eve.
   W oczach kobiety zakręciły się łzy. Znów zaczęła chodzić po celi.
   - Widzisz, nie pamiętasz mnie bo tak bardzo byłeś nią oczarowany. A ja ciągle czekałam na ten dzień, kiedy spojrzysz na mnie i choćby odezwiesz się jednym słowem. - przerwała. Ukryła twarz w dłoniach i odwróciła się do niego plecami. - Gdy dowiedziałam się, że wpakowałeś się w wojnę z Francessco przybyłam ci na pomoc. Zapłaciłam mu za ciebie ogromną ilością ludzi.
   Alex poczuł się winny. Przez to, że go uratowała musiało zginąć kilkadziesiąt osób, a może i kilkaset. Zakrył dłonią usta i w jego oczach pojawiły się łzy. Tylu ludzi zginęło, aby jeden głupi wampir morderca-zawodowiec mógł żyć.
   - Uratowałam cię, ale nigdy, aż do dziś, nie byłam w stanie wyznać ci miłości. Byłam głupia. Teraz, gdy już to zrobiłam okazało się, że muszę cię zabić, ukochany.
   Uklęknęła przy nim i pocałowała go w policzek. Alex chciał odskoczyć w inne miejsce, ale wtedy Eve zorientowałaby się, że uwolnił się od liny i jego plan ległby w gruzach. Zamknął oczy i zacisnął dłonie w pięści. Kobieta pocałowała go w czoło i pogładziła go dłonią po policzku.
   - Kocham cię. - wyszeptała mu do ucha i pocałowała do w usta. Był to bardzo ciepły i długi pocałunek. Aleksowi zrobiło się przyjemnie, ale zaraz zaklął się w duchu i czekał, aż kobieta się od niego odsunie. Po dłuższej chwili wstała i podeszła do drzwi. Popatrzyła na leżące na ziemi torebki z krwią i rzuciła mu jedną. Uśmiechnęła się do niego i powiedziała:
   - Smacznego, Alex.
   Wychodząc odwróciła się jeszcze i patrząc na niego spochmurniała.
   - Naprawdę mi przykro, że muszę cię zabić, kochanie.
   Odwróciła się na pięcie i wyszła. Drzwi zatrzasnęła i zaczęła zamykać drzwi na kilka kłódek. Był pewnie, że z tak małą ilością krwi nie byłby w stanie wyważyć tych drzwi. Wydawały się bardzo mocne. Gdy był już pewnie, że odeszła odetchnął głęboko i dopadł się do torebki z krwią. Błyskawicznie opróżnił wszystkie jakie mu zostały i podszedł do okienka.
   Na zewnątrz dużo się działo. Zauważył, ze na rynku odbywa się, jak codziennie, mały targ z warzywami, owocami i innymi wyrobami domowej roboty. Był organizowany szczególnie dla tutejszych ludzi. Ludzie głośno wykrzykiwali o tym, że jego warzywa są najlepsze. Jeszcze inni o tym, że mają najsłodsze owoce. A niektórzy po prostu chcieli sprzedać swoją krew. Wielu ludzi tłoczyło się wokół małego placu, gdzie rycerze Eve chwalili się swoimi umiejętnościami. Niedaleko jego okienka stał młody chłopak. Miał około osiemnastu lat. Kłócił się ze starszym od siebie mężczyzną. Alex nie dosłyszał dokładnie, ale chodziło o coś co należało do obowiązków młodzieńca, ale chłopak przeciwstawiał się i nie chciał tego zrobić. Alex postanowił to wykorzystać. Usłyszał ostatnie zdanie wypowiedziane przez starszego mężczyznę i spojrzał na niego podejrzliwie.
   - Jeśli nie zrobisz tego co ci każę, zabiję cię Bruno. Zapamiętaj to sobie.
   Chłopak wyrwał swoją rękę z jego uścisku i zaczął biec w stronę okienka Aleksa. Starszy rzucił za nim wiązankę przekleństw, odwrócił się i wszedł do jednego z domów.
   - Bruno! - zawołał Alex.
   Chłopak rozejrzał się zdezorientowany. W końcu natrafił wzrokiem na wampira. Ten gestem nakazał mu podejść. Bruno uczynił to i uklęknął przy okienku.
   - Dziękuję, że zechciałeś poświęcić mi chwilę.
   - Skąd znasz moje imię? - zapytał podejrzliwie.
   - Podsłuchałem waszą rozmowę, przepraszam. - powiedział wskazując na miejsce, w którym odbyła się rozmowa.
   - Czego chcesz?
   - Chcę abyś mi pomógł się stąd wydostać. - powiedział to  tak,  jakby było to oczywiste.
   - Ale... ty jesteś więźniem, więc nie mogę tego zrobić. - odpowiedział i chciał już odejść kiedy Alex złapał go za rękę.
   Spojrzał mu w oczy i powiedział:
   - Dział w imię sprawiedliwości! To, że tu jestem jest niesprawiedliwe. To nie ja popełniłem przestępstwo, za które tu siedzę i chcę się wydostać. Wnioskując z tego o czym rozmawiałeś z tym facetem też dążysz do sprawiedliwości, więc możemy połączyć siły. Ty pomożesz mnie a ja tobie, dając ci wolność, po za murami tego zamku. Co ty na to?
   Chłopak rozejrzał się dookoła. Zatrzymał wzrok na drzwiach, w których zniknął facet, który chce go zabić. Pomyślał chwilę. Skłonił się bliżej do Aleksa i powiedział:
   - Zgoda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz